Avelina również się wystraszyła tym jak Augustus pojawił się niespodziewanie w tym miejscu, ale można powiedzieć, że już się przyzwyczaiła do jego głosu, który pojawiał się znikąd. Jej ciało było już przyzwyczajone do tego, że się potrafił niepostrzeżenie zakraść w jakieś miejsca. Wiele razy umawiała się z nim w klasach po godzinie policyjnej, przychodziła od niego szybciej, a on jakby chcąc jej zrobić na złość straszył wchodząc do pomieszczenia po cichu, jak myszka, jak robak, który wił się w ciemnościach, wyłaniał się z nich z tym swoim szelmowskim uśmiechem, który sprawiał, że dwa razy zabiło jej serce zdecydowanie mocniej. Dobrze, że miała rozsądek, kochała logikę i nie pozwalała sobie na to, aby jakiś Ślizgon zadomowił się w jej sercu nazbyt dobrze. Nie było tam miejsca dla takich jak on, prawda? Nie mogła pozwolić sobie na miłość w takim wieku, miała niespełna piętnaście lat, a on był podłym Ślizgonem, który nie potrafił opanować swojej złości. Nie miała szansy na szczęśliwe zakończenie, nie chciała mieć. Wolała chować się, chronić przed przyjemnością, którą jej dawał na tych nocnych schadzkach, dlatego też tak bardzo ostatnio ograniczała ich spotkania. Nadal wywiązywała się z umowy, ale nie miała zamiaru wchodzić w te spotkania głębiej. Za parę miesięcy go już nie będzie, zacznie życie dorosłego czarodzieja, a ona utknie tu znowu na kilka miesięcy, przyjaźń się skończy, nie będzie miała racji bytu.
Avelina nie potwierdziła, ani nie zaprzeczyła na słowa Lorraine. Po pierwsze nie potrafiła kłamać, a po drugie nie chciała pakować w ich większe kłopoty, więc wolała to przemilczeć. Lorraine kłamała, ale robiła to lepiej niż Paxton, więc na jakiś czas musiały zawrzeć sojusz. Krukonka zajmie się pociskami wobec Rookwooda, a Ślizgonka może pisać bajki na temat ich tutejszego spotkania.
– Oh, Rookwood ty też uważaj – spojrzała mu w oczy mając nadzieję, że zrozumie iż ona ma na niego również haka. Była od niego młodsza, nie potrafiła kłamać o czym doskonale wiedział, więc mogła w każdym momencie wyśpiewać nauczycielom, że to on zmusił ją do tego, aby kradła zapasy szkolne, do tego, aby po nocach robiła dla niego eliksiry, bo nie nauczył się panować nad emocjami. Zadarła głowę nie odrywając od niego wzroku. Miała nadzieję, że da im szlaban, ale jedynie leciutki, po znajomości, że nie odejmie im punktów zbyt wielu, albo żadnych. Chciała do niego podejść i wcisnąć mu palec w oko, ale wtedy Lorraine wybuchła i rzuciła w niego doniczką. Ave skuliła się, aby przypadkiem nie dostać czując w środku, że naprawdę trafiła do jakiegoś przedszkola. Dlaczego ci ludzie nad sobą nie panowali??
– Tak, przyjaciółkę, tak, równą wariatkę, więc odpuść Rookwood, bo naprawdę pożałujesz – warknęła czując ulgę jak doniczka odbiła się od ściany wyczarowanej przez Augustusa. Musiała przyśpieszyć naukę animagii, bo inaczej by to spotkanie wyglądałoby, gdyby mogła zamienić się teraz w jakieś zwierzę. – Daj już ten szlaban i idziemy, bo muszę zrobić eliksir dla jednego ćwoka bez ogłady – gardło się jej zacisnęło ze złości i nerwów, a dłonie złożyły się w pięść. Oh, jak bardzo miała ochotę go piznąć w ten głupi ryj.