Oczy. Były zwierciadłem duszy, pokazywały wszystkie emocje, które czuło serce i generował mózg. Jedynie psychopaci potrafili nie pokazywać w nich swoich emocji – oczy Augustusa były dla niej zawsze zagadką, nigdy nie wiedziała, czy patrzył na nią z miłością, bo tak czuł, czy jednak patrzył tak bo potrafił to świetnie zagrać. Ona była otwartą księgą, gdy patrzyło się w jej oczy. Na twarzy nie było grymasów, ale w oczach malował się często strach, obawa, smutek, a radość była wręcz wymalowana na jej twarzy i oczach. Ostatnio jednak nie było w nich radości, wiecznie zmartwienie tym, co będzie dalej. Każdej nocy tęskniła za nim, każdej nocy myślała o tym, co by było gdyby… gdyby napisała, gdyby się odezwała, gdyby nie stchórzyła, gdyby on był wolny, gdyby nie miał dzieci, gdyby nie miał żony. Chciałaby poznać świat, w którym oboje mogliby spróbować. Nie ważne już, czy on jest czystej, czy błękitnej krwi, ale gdyby tylko nie miał żony, dzieci, gdyby był zwyczajnie wolny od zobowiązań wobec rodziny, którą założył i dbał o nią tyle lat, bo dbał prawda? Kochał żonę. Tak powiedział. Kochał dzieci. Pracował, aby mieli za co żyć, więc jeśli ich by nie było, czy bałaby się mniej z nim spróbować, czy już dawno leżeliby tutaj pół nago gładząc swoje ciała po przyjemności? Czy już dawno byliby u niej w domu, w łóżku? Może zrobiłby jakieś jedzenie, które by przypalił, może zrobiłby jej kawę? Razem czytaliby jakąś książkę, może poszliby na jakiś spektakl do teatru nie bojąc się tego, że ktoś ich przyłapie? Nie byłoby skandalu, prawda? Byliby dwójką wolnych ludzi, którzy mogliby być szczęśliwy?
Zamiast tego siedziała na trawie trzymając się za bolącą stopę, a łzy bezradności, wściekłości płynęły jej po twarzy. Z ust wychodziły jakieś bliżej nieokreślone przekleństwa, aby złagodzić chęć rozszarpania pieprznego kamienia, w który chwilę temu uderzyła. Gdy zażartował o rzucaniu w niego uniosła brew ku górze pozwalając mu dobrać się do jej stopy. Odwróciła od niego wzrok i objęła ramionami zdrową stopę. Nienawidziła go i jednocześnie kochała, a to uczucie wywiercało jej dziurę w brzuchu. Wolałaby, aby był wkurzający, bardziej wredny, bardziej wkurzony, może nawet wolałaby, aby ją uderzył za jej pyskowanie, za jej wredne słowa, bo byłoby jej łatwiej o nim zapomnieć, a zamiast tego zawsze był wobec niej troskliwy, odrobinę wyniosły, a w taki pociągający sposób. Zawsze liczył się z jej zdaniem, zawsze pozowalał jej być sobą w jego towarzystwie – ba! Była sobą nawet bardziej, bo akceptował to, że czasami potrafiła być wredna i nie miła.
W końcu zaczęła obserwować jak radzi sobie z jej butem, jak kładzie na jej stopie dłoń i szepcze zaklęcie, które zaczynało łagodzić ten ból. Odetchnęła z ulgą na chwilę przymykając oczy. Chciałaby, aby zrobił tak z jej sercem, aby je złapał w dłonie i złagodził ten ból rozrywanego uczucia do niego. Tak bardzo nie chciała już cierpieć z powodu miłości do niego, z powodu tego, że oboje byli w chorej sytuacji. Uśmiechnęła się nawet do niego łagodnie. Wykrzyczała, co miała, ale to nadal bolało, nadal wzburzało jej uczucia i poczucie beznadziei. Prosiła siebie w myślach, aby odpuścić, aby ten kto nimi kierował w końcu zluzował ten dramat i pozwolił im na szczęście.
– Kamienie nie pomogą – odpowiedziała – to byłaby za duża nagroda dla ciebie – dodała.
Oh, też chciałaby zatopić się z nim pod taflą wody, wtedy mogliby być na wieczność razem. Może jak umrą, to wrócą pod postacią duchów? Wtedy nikt nie będzie mówił im, że nie mogą być razem, bo co im zrobią? Mogliby wiecznie tańczyć nad taflą tej wody z dala od swoich rodzin i obowiązków, nie musieliby wyjeżdżać i nic rzucać. Mogliby spędzić wieczność razem, ale było to jednak nieodpowiedzialne. Dzieci Augsutsua by za nim tęskniły, żona wyrwałaby swoje włosy z tego powodu, że wolał umrzeć z jakąś córką mugolaka.
Patrzyła na jego dłonie, gdy zadał to pytanie. Słuszne, odpowiednie, idealne do tej sytuacji, ale ona nie wiedziała. Nie chciała go tracić, nie chciała urywać kontaktu, nie chciała zostawać na świece bez jego głosu, zapachu, obecności. Czemu musiała teraz zdecydować, czemu musiała odpowiadać na takie pytania.
– Nie chce nicości, ale nie chce też teraz decydować – odpowiedziała cicho. – Już nie boli – powiedziała, aby mógł zabrać dłoń. – Daj mi trochę czasu, daj mi to wszystko przemyśleć, odpocząć, dajmy sobie chwilę, przestańmy się na chwilę widywać – powiedziała cicho.