Pod wpływem adrenaliny jego czar nie wyszedł. Wkurzyło go to, bo w końcu wychodziły mu wtedy, gdy mnie było to istotne, a teraz, gdy na włosku wisiało jego życie i Brenny to wszystko szło nie po jego myśli. Uskoczył ponownie przed czarem, a wtedy Brenna wyskoczyła na jednego z kłusowników. Uśmiechnął i podniósł na równe nogi. Stanął w pozycji bojowej i przyjrzał się napastnikom. Znowu rzucił zaklęcie pętające na jednego z nich i mu się udało. Mężczyzna wierzgnął i padł na ziemie niczym ryba wypuszczona z wody.
Potem zabrał się za drugiego. Jako, że była to misja z Brenną nie miał zamiaru ich krzywdzić, a jedynie unieruchomić. O dziwo teraz jak już stał równo na nogach udało mu się również i drugie zaklęcie. Nie był też masochistą, aby przy Brygadzistce rzucać jakieś zaklęcia krzywdzące ludzi, choć nie raz mu się to zdarzyło. Chciał złapać drugiego faceta i przeciągnąć w jedno miejsce, ale wtedy ten drugi jakimś cudem wyswobodził się z jego zaklęcia. Możliwe, że w tym czasie rzucił na rozproszenie i spowodował, że zaklęcie Prewetta trafiło w niego ze słabszą siłą. Drugi nie miał takiego szczęścia.
Rzut na kształtowanie, stworzenie na obu mężczyzn pętających lin.
Sukces!
Sukces!