— Myślisz, że dlatego jest tu tyle alko? Mają takie hamulce, że potrzebują tych wszystkich trunków, żeby trochę zwolnić tempo i cieszyć się życiem, jak normalni ludzie. Jak my. — Odebrał od kelnera kolejny kieliszek szampana i wychylił jego zawartość. Oblizał górną wargę i skrzywił się nieco. Chyba potrzebował jakiejś odskoczni od musujących napitków. Kiedy skończy się ta licytacja i będą mogli poszukać jakiejś whisky, wódki albo wina? Z zamyślenia wyrwały go kolejne słowa Heather. — Słowa godne toastu, dziewczyno!
Uniósł swój kieliszek, a ostatnie krople szampana zatańczyły na jego ściankach. Eh, jak to czas szybko leciał, a alkohol kończył w dobrym towarzystwie. Czy tylko oni się tak dobrze bawili we własnym towarzystwie? Jak tak przyglądał się gościom na sali, to miał wrażenie, że byli bardziej... skonsternowani, niźli aktywnie zaangażowani w to, co się działo wokół nich. Aż tak na nich wpłynęło wystawienie na sprzedaż Longbottoma? Wzruszył ramionami. Ich strata, że nie potrafili dobrze się bawić.
— Oby, jeśli to faktycznie prawda, to chcę poznać całą historię! — Widać było po nim, że zaaferował go ten przypadek. Tyle czasu spędził na wkuwaniu teorii z zakresu magii leczniczej i dziedzin pokrewnych, że chciał wyciągnąć ze swojego stażu jak najwięcej. — Jak tylko się czegoś dowiem, to na pewno Ci napiszę.
Nie wyobrażał sobie nie dzielić tymi małymi odkryciami ze swoimi najbliższymi. Rodzeństwo czy rodzice, którzy byli nieco wyrobieni w tych tematach, pewnie nie wyraziliby jakiegoś wielkiego zainteresowania, ale przyjaciele to co innego! Skoro Heather mogła im opowiadać o swoich przydziałach w BUMie, to mógł równie dobrze odwdzięczyć się tym samym i wynieść parę opowiastek ze szpitalnego korytarza.
— Koniecznie musimy powtórzyć materiał z anatomii — zaproponował, wyciągając rękę przed siebie, przyglądając się badawczo swoim palcom. — Mam wrażenie, że przydałyby mu się korki, po tym jak mi wmówił, że ta kaczka odgryzła mi dwa palce.
Na samo wspomnienie owego wypadu do londyńskiego parku, skrzywił się lekko. Wprawdzie wieczór spędzony w tym trio był absolutnie zajebisty, tak segment przy fontannie chętnie by wyrzucił ze swojej pamięci. Dopiero niedawno przestało mu się śnić ptactwo starające się wydziobać mu oczy w jego własnym łóżku. Pokręcił głową, odpychając tę traumę na bok. To już na szczęście było za nimi. Teraz mieli przed sobą zupełnie nowe przygody!
— Może skrzaty domowe nie są już na topie wśród klasy wyższej i co poniektórzy szukają bardziej wyszukanych zamienników. Spójrz na niego, może nawet nieźle by wyglądał w fartuszku kuchennym. — Mrugnął do Heather z szelmowskim uśmiechem. Zerknął na tył sali, wodząc wzrokiem od jednej osoby do drugiej, przyglądając się twarzom osób, które licytowały ten towar pierwszej potrzeby. — Myślę, że ta blondynka może ich jeszcze zaskoczyć. Nie wygląda na taką, która łatwo daje za wygraną.
Gwoli ścisłości odnosił się do Eden Lestrange. Wprawdzie widział, że towarzyszył jej inny mężczyzny, ale kto ich tam wiedział? Może to był jakiś brat, kuzyn albo przyjaciel. W końcu niczego nie można było wykluczyć, nawet on przyszedł tu z Rudą w roli jej... Zamrugał parę razy, gdy usłyszał nieznajomy głos tuż obok siebie. Przeniósł wzrok na piegowatą dziewczynę, przyglądając się jej pełnym niezrozumienia wzrokiem. Od razu się spiął, gdy zobaczył, że tuż obok błąka się jeszcze fotograf.
Dopiero po paru sekundach dotarło do niego, że zadała im jakieś pytanie. Narzeczony, powtórzył w myślach, zmuszając poniekąd umysł do tego, aby wyciągnął na wierzch ostatnie zarejestrowane słowa młodej dziennikarki. Spojrzenie medyka powędrowało do Rudej i niemalże parsknął śmiechem. Ścisnął mocniej dłoń przyjaciółki.
— Oczywiście, jeden z wielu — mruknął szelmowsko, pozwalając, aby to Heather przejęła głos w tej sprawie. Mimo to skłamałby, gdyby powiedział, że nie miał ochoty podpuścić dziennikarki tekstem o tym, że mąż panny Wood musiał zostać dłużej w pracy, więc postanowiła wyprowadzić swój męski harem na salony.
Zmrużył oczy, skupiając się na piórze, które jego zdaniem jakoś zbyt intensywnie latało wte i we wte tuż przy notatniku. Oby zaraz nie zrobili z jednej małej igiełki całych wideł, bo ostatnie, na co miał ochotę, to walka z mediami. Wzdrygnął się na samą myśl o tym, że miałby zostać bohaterem jakieś czasopisma. Plotkarskiego, znaczy się. Bo dla jakiegoś medycznego z radością udzieliłby wywiadu na temat trudów odbywania stażu w świętym Mungu.