Uniosła głowę, gdy odezwał się w ten suchy sposób. Zmarszczyła brwi i obserwowała go uważnie. Niewiele o nim wiedziała, ale był zawsze blisko Oleandra, więc nie mógł być głupi. Upiła małego łyka ze swojej szklanki, a potem odstawiła ją na stoliczek. Podniosła się powoli, odrobinę zbyt ostrożnie, ale Maya od zawsze była ostrożna w relacjach z ludźmi. Może i zbyt szybko ufała innym, ale w tej szkole raczej nic złego jej nie groziło, prawda? Było tu bezpiecznie jak w dmuchany, gumowym zamku na urodzinach pięciolatki, nie? Szumowiny powstawały dopiero jak opuszczały mury tej szkoły. Widząc jak nalewa kolejną kolejkę sobie odruchowo chciała mu powiedzieć, że wystarczy, ale nie zrobiła tego. Jakby bała się, że uzyska od niego śmiech, albo nazwie ją tchórzem.
Nie odpowiedziała mu na to pierwsze sformułowanie, bo nie wiedziała co powiedzieć, a Maya uznawała jedną zasadę w rozmowach. Nie wiesz, co mówić to zamilcz. W końcu zdecydowała się przejść po pomieszczeniu, bo zaczynała się nudzić siedząc tak na kanapie i pozwalając mu nad nią górować. Choć niezależnie od tego, czy będzie stać, czy siedzieć on i tak będzie od niej wyższy to jednak stojąc czuła się bardziej pewnie. Odwróciła się od niego, gdy wspomniał o Peppie, ale nie dokończył. Drgnęła, gdy wspomniał o Oleandrze.
– Nie potrzebuję ciebie, aby zbliżyć się do Oleandra – odparła i podeszła teraz do niego zachowując jednak odpowiednią odległość jednego stolika wyczarowanego przez Pokój Życzeń – Już jestem blisko z nim – dodała, bo to była prawda, ale nie wiedziała, czy powinna mówić to właśnie do Desmonda. Nie widziała jednak w tym nic złego. Przyjaźniła się z Oleandrem, grała z nim w szkolnym kole muzycznym i robiła zapachowe olejki, ale nigdy nie potrafiła go oczarować w taki sposób w jaki chciała.