Drgnęła, gdy powiedział, że Oleander nie jest nią zainteresowany. Oh, ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nadal przyglądała się książkom na półkach. Nie była jednak na tyle skupiona, aby przeczytać jakikolwiek tytuł. Nie wiedziała jaki miał cel w mówieniu jej tego, ale cierpliwie pozwalała mu bełkotać. Coraz mniej podobało się jej to spotkanie, ale nie chciała go przerywać.
– Oh, wiem – odparła – Ale nikt nie zabronił nam się przyjaźnić – mruknęła wracając do niego spojrzeniem. Wypił za dużo, wyglądał zbyt słabo, ale jednocześnie ta mętność, którą powodował alkohol sprawiała, że było w nim coś niepokojącego.
Kolejne jego słowa nie zrobiły akurat na niej wrażenia. Nie obchodziła ją opinia mężczyzn, miała ją w wielkim poważaniu. Lubiła być w ich otoczeniu, ale do szczęścia nie potrzebowała opinii płci słabej. Kobiety rządziły światem, tak mówiła jej babka, ciotka i matka, a mężczyźni byli słabi. Łatwo było ich pokonać, łatwo było ich zmanipulować, łatwo było nad nimi panować. Maya jednak miała trochę oleju w głowie i nigdy nie próbowała z nimi walczyć w sferach fizycznych, bo najzwyczajniej świecie oni mieli przewagę w mięśniach, a ktoś kto tej przewagi w tym zakresie nie miał musiał radzić sobie sprytem.
– Z takich jak ja? – zapytała wbijając w niego uważnie swoje spojrzenie. Już się nie ruszała, już stała w odpowiedniej odległości i czekała. Niepokój wkradł się w jej serce. – Gdyby nie chciał się ze mną przyjaźnić chyba by tego nie robił, co? – zapytała zaciskając dłoń w pięść, aby rozładować napięcie jakie zaczynało się tu zbierać. – Co próbujesz osiągnąć, Desmondzie?