19.11.2022, 14:18 ✶
Próby zrozumienia toku myślenia Fergusa mogły skończyć się co najwyżej jeszcze większą frustracją. Zdecydowanie był aż nadto impulsywny i prędzej spróbowałby wysnuć jakąś teorię na temat tego, jak świat dostosowuje się pod niego, niż wytłumaczyć swoje poczynania. Najpewniej w jego głowie narodził się raczej słaby plan tego, że bibliotekarka była zbyt rozproszona przepędzaniem pozostałych uczniów, by w ogóle zwrócić uwagę na to, że Ollivander nadal kręcił się między regałami. I w ten sposób skończył w pułapce niczym mysz poszukująca pożywienia.
Prychnął, słysząc odpowiedź dziewczyny, ale też nie był specjalnie zaskoczony, że wolała go tu zostawić na pastwę bibliotekarki, niż pomóc uwolnić się z potrzasku. W ostateczności mógł po prostu zdjąć szatę i czmychnąć, zanim stara czarownica cokolwiek zauważy. Wiedziałaby tylko, że to ktoś z Ravenclawu, a i tak bardziej obawiał się zdenerwowania ojca tym, że musiałby kupić mu nowe szaty. Ewentualnie zaproponowałby bogatszym kolegom, że napisze im eseje z historii magii za drobną pomoc finansową. To był plan i zaczynał nawet kiełkować w jego głowie, gdy nagle Ślizgonka się cofnęła.
- Ty nic nie rozumiesz – stwierdził całkiem poważnie, obserwując, jak blada dłoń manewruje przy zasuwce, która schwytała Fergusa. Może to wcale nie był przypadek, tylko zaczarowana krata, która miała złapać intruza? – Musiałbym czekać przynajmniej do jutra, żeby coś przeczytać! Gdzie tu sprawiedliwość?
Jego umysł jakoś pomijał fakt, że książka, której chciał poszukać, znajdowała się w dziale niedostępnym dla uczniów. W jego mniemaniu spisana wiedza należała się wszystkim i w każdym momencie, kiedy tylko tego potrzebowali. Płaszczenie się przed jakimś profesorem, który i tak mógł mu odmówić, usłyszawszy, że nie chodzi o pracę domową, raczej nie wchodziło w grę.
Kiedy blondynka wygładziła mu szatę, mimowolnie się skrzywił. Strasznie przypominała w tym jego matkę, która musiała mieć wszystko ułożone od linijki i nijak nie akceptowała chaosu tworzonego przez jej dzieci. Miał wrażenie, że mogła odetchnąć z ulgą dopiero we wrześniu, kiedy posyłała swoje potomstwo do Hogwartu i miała od nich spokój aż do końcowych tygodni grudnia.
- Nie potrzebuję odprowadzenia. Wiem, gdzie mieszkam – mruknął w odpowiedzi. – A teraz przepraszam, muszę zabrać swoje rzeczy.
Wyminął ją, kierując się między regały, pod którymi spędził większość wieczoru i modlił się w duchu, by odpuściła i nie ruszyła za nim. Książki nadal leżały rozrzucone na podłodze, więc zebrał te, które wcześniej służyły za podpórkę i odłożył je w miejsce, z którego je zabrał. Wciąż jednak miał wrażenie, że czuje na plecach czyjeś spojrzenie, więc odwrócił się, by upewnić się, którą kobietę dostrzeże: starą bibliotekarkę, czy irytującą prefekt Slytherinu.
Prychnął, słysząc odpowiedź dziewczyny, ale też nie był specjalnie zaskoczony, że wolała go tu zostawić na pastwę bibliotekarki, niż pomóc uwolnić się z potrzasku. W ostateczności mógł po prostu zdjąć szatę i czmychnąć, zanim stara czarownica cokolwiek zauważy. Wiedziałaby tylko, że to ktoś z Ravenclawu, a i tak bardziej obawiał się zdenerwowania ojca tym, że musiałby kupić mu nowe szaty. Ewentualnie zaproponowałby bogatszym kolegom, że napisze im eseje z historii magii za drobną pomoc finansową. To był plan i zaczynał nawet kiełkować w jego głowie, gdy nagle Ślizgonka się cofnęła.
- Ty nic nie rozumiesz – stwierdził całkiem poważnie, obserwując, jak blada dłoń manewruje przy zasuwce, która schwytała Fergusa. Może to wcale nie był przypadek, tylko zaczarowana krata, która miała złapać intruza? – Musiałbym czekać przynajmniej do jutra, żeby coś przeczytać! Gdzie tu sprawiedliwość?
Jego umysł jakoś pomijał fakt, że książka, której chciał poszukać, znajdowała się w dziale niedostępnym dla uczniów. W jego mniemaniu spisana wiedza należała się wszystkim i w każdym momencie, kiedy tylko tego potrzebowali. Płaszczenie się przed jakimś profesorem, który i tak mógł mu odmówić, usłyszawszy, że nie chodzi o pracę domową, raczej nie wchodziło w grę.
Kiedy blondynka wygładziła mu szatę, mimowolnie się skrzywił. Strasznie przypominała w tym jego matkę, która musiała mieć wszystko ułożone od linijki i nijak nie akceptowała chaosu tworzonego przez jej dzieci. Miał wrażenie, że mogła odetchnąć z ulgą dopiero we wrześniu, kiedy posyłała swoje potomstwo do Hogwartu i miała od nich spokój aż do końcowych tygodni grudnia.
- Nie potrzebuję odprowadzenia. Wiem, gdzie mieszkam – mruknął w odpowiedzi. – A teraz przepraszam, muszę zabrać swoje rzeczy.
Wyminął ją, kierując się między regały, pod którymi spędził większość wieczoru i modlił się w duchu, by odpuściła i nie ruszyła za nim. Książki nadal leżały rozrzucone na podłodze, więc zebrał te, które wcześniej służyły za podpórkę i odłożył je w miejsce, z którego je zabrał. Wciąż jednak miał wrażenie, że czuje na plecach czyjeś spojrzenie, więc odwrócił się, by upewnić się, którą kobietę dostrzeże: starą bibliotekarkę, czy irytującą prefekt Slytherinu.