11.12.2023, 22:29 ✶
Odpowiadam na ten post.
Było dobrze go widzieć. Było tak przyjemnie mieć przy sobie ich oboje - tak chyba działało posiadanie kogoś ważnego w życiu, że chociaż minęło tyle lat i powinno istnieć pomiędzy nimi wiele goryczy, Garrick zaakceptował już niemal w pełni jego obecność. Jego myśli krążyły wokół różnych pobocznych tematów, odrobinę bał się pośpiechu, ale w ostatecznym rozrachunku Selwyn był tutaj z jego własnej, nieprzymuszonej woli. Bo wolał go tutaj mieć, niż się latami użalać nad złamanym przed laty sercem i oglądać go z daleka - to by dopiero było bolesne.
To, co mówił przed chwilą... To był dowcip, oczywiście. Nie czuł się wcale jakoś wybitnie stary, ale kiedy miał takie przemyślenia, o tym jak nawet czyny dla innych niewybaczalne można było tak łatwo przykryć odrobiną woli i czasu... No dobrze, to czyniło człowieka troszeczkę starym we własnych oczach.
- Powiedziałbym nawet, że dodaje, bo człowiek zaczyna zwracać na to uwagę. - Uniósł brwi znacząco, po czym machnął ręką. - Żartuję oczywiście - dodał po chwili, ale czy on na pewno musiał to dodawać? Nic strasznego nie znaczył ani ten chichot, ani generalnie rozbawienie sytuacją - Ollivander był w dobrym nastroju, nie życzyłby nikomu źle, ani też się krzywo nie spojrzał, no przynajmniej nie świadomie.
Usłyszawszy, że Septima chciała odejść z kimś się przywitać, jej ojciec uśmiechnął się do niej i skinął głową. Chciał coś powiedzieć, ale Selwyn odezwał się za niego i...
Zostali tu sami. Garrick odchrząknął i ruszył przed siebie, z rękoma złożonymi za plecami. Najwyraźniej nie wyczuł w tym nic niestosownego - wręcz przeciwne, chęć przywitania się z kimś w swojej kategorii wiekowej brzmiała w jego uszach całkowicie normalnie.
- Ohhh, nigdy mi o tym nie opowiadałeś - zauważył szybko, próbując odgrzebać w głowie nie tylko jakiekolwiek wzmianki o tym w ich minionych rozmowach, albo chociaż tytuł jakiegokolwiek filmu o Stonehenge, który mógł obejrzeć. - A czemu to tak piekące wspomnienie? - Przy kimś innym dodałby pewnie „jeśli można wiedzieć”, no ale to był Laurence, on przecież dobrze wiedział, że nie musiał mu tego opowiadać. - Piwo? - Zapytał, próbując nadać ich przechadzce kierunek, po czym zaśmiał się dźgnięty w bok. - Zaklęcie? - Nie wiedział, skąd znalazł w sobie na to odwagę. - Larry, przecież ja się tylko na ciebie spojrzałem - powiedział to całkowicie świadomy wagi tych słów.
Było dobrze go widzieć. Było tak przyjemnie mieć przy sobie ich oboje - tak chyba działało posiadanie kogoś ważnego w życiu, że chociaż minęło tyle lat i powinno istnieć pomiędzy nimi wiele goryczy, Garrick zaakceptował już niemal w pełni jego obecność. Jego myśli krążyły wokół różnych pobocznych tematów, odrobinę bał się pośpiechu, ale w ostatecznym rozrachunku Selwyn był tutaj z jego własnej, nieprzymuszonej woli. Bo wolał go tutaj mieć, niż się latami użalać nad złamanym przed laty sercem i oglądać go z daleka - to by dopiero było bolesne.
To, co mówił przed chwilą... To był dowcip, oczywiście. Nie czuł się wcale jakoś wybitnie stary, ale kiedy miał takie przemyślenia, o tym jak nawet czyny dla innych niewybaczalne można było tak łatwo przykryć odrobiną woli i czasu... No dobrze, to czyniło człowieka troszeczkę starym we własnych oczach.
- Powiedziałbym nawet, że dodaje, bo człowiek zaczyna zwracać na to uwagę. - Uniósł brwi znacząco, po czym machnął ręką. - Żartuję oczywiście - dodał po chwili, ale czy on na pewno musiał to dodawać? Nic strasznego nie znaczył ani ten chichot, ani generalnie rozbawienie sytuacją - Ollivander był w dobrym nastroju, nie życzyłby nikomu źle, ani też się krzywo nie spojrzał, no przynajmniej nie świadomie.
Usłyszawszy, że Septima chciała odejść z kimś się przywitać, jej ojciec uśmiechnął się do niej i skinął głową. Chciał coś powiedzieć, ale Selwyn odezwał się za niego i...
Zostali tu sami. Garrick odchrząknął i ruszył przed siebie, z rękoma złożonymi za plecami. Najwyraźniej nie wyczuł w tym nic niestosownego - wręcz przeciwne, chęć przywitania się z kimś w swojej kategorii wiekowej brzmiała w jego uszach całkowicie normalnie.
- Ohhh, nigdy mi o tym nie opowiadałeś - zauważył szybko, próbując odgrzebać w głowie nie tylko jakiekolwiek wzmianki o tym w ich minionych rozmowach, albo chociaż tytuł jakiegokolwiek filmu o Stonehenge, który mógł obejrzeć. - A czemu to tak piekące wspomnienie? - Przy kimś innym dodałby pewnie „jeśli można wiedzieć”, no ale to był Laurence, on przecież dobrze wiedział, że nie musiał mu tego opowiadać. - Piwo? - Zapytał, próbując nadać ich przechadzce kierunek, po czym zaśmiał się dźgnięty w bok. - Zaklęcie? - Nie wiedział, skąd znalazł w sobie na to odwagę. - Larry, przecież ja się tylko na ciebie spojrzałem - powiedział to całkowicie świadomy wagi tych słów.
no rain,
no flowers.
no flowers.