11.12.2023, 22:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2023, 12:10 przez Brenna Longbottom.)
– Przyganiał kocioł garnkowi – burknęła, zsuwając z ramion plecak. Było jej niedobrze i miała paskudne przeczucie, że mogła doznać wstrząśnienia mózgu. Znała objawy, bo już w przeszłości ich zwyczajnie doświadczyła. Drżącą ręką, pokrytą krwią, zaczęła grzebać w torbie, bo i owszem, eliksir miała. Zawsze przychodziła na takie wypady przygotowana. Niestety tylko jedną, podwójną dawkę, a sama właśnie takich dawek potrzebowała, to raz, dwa, miała niejasne wrażenie, że oberwała trochę za bardzo, aby jedna mikstura załatwiła sprawę.
Oby pozwoliła się jej teleportować. Wypiła kilka łyków i skrzywiła się od tego paskudnego smaku.
– Jak sam powiedziałeś, zaraz ich ostrzeże. Nie zaskoczysz iść. A zwijać dranie się mogą, bo… przypomina ci, Sherwood… mają obozowisko w prywatnym lesie. Lesie, który do kogoś należy. Lesie, do którego ich wpuszczono. Jeśli się pośpieszymy, nie zwiną go bez śladu, a jest tu jeszcze tych dwóch, a że jeden użył czarnej magii... – wymamrotała, bardzo cicho, nie tylko dlatego, że nawet jakimś cudem mówienie ją bolało, ale też dlatego, że nie chciała, aby skrępowani mężczyźni usłyszeli. Może i dali by radę się wyłgać ze wszystkiego - ot spotkali się w lesie przypadkiem, przestraszyli, zaatakowali - ale czar, którym oberwała, był czarnomagiczny. I tak trafi na prześłuchanie, a wtedy... pęknie i w innych sprawach. – Dojdę później do reszty jak po sznurku – powiedziała, podnosząc się. Bardzo powoli. Odetchnęła i uśmiechnęła się do Vincenta, trochę blado. – Teleportujmy się pod New Forest i puść wiadomość. Zakładamy się, czy się rozszczepię? – zapytała, bo niestety, nie było innego wyjścia niż się teleportować: nie było szans, aby doszła w takim stanie gdziekolwiek, w pobliżu nie było punktu Fiuu, a oni musieli się szczepić.
Tyle że teleportacja w takim stanie zwykle nie była najlepszym pomysłem i pod tym beztroskim uśmiechem Brenna skrywała odrobinę obawy, że zostawi za sobą jakieś części ciała.
Oby pozwoliła się jej teleportować. Wypiła kilka łyków i skrzywiła się od tego paskudnego smaku.
– Jak sam powiedziałeś, zaraz ich ostrzeże. Nie zaskoczysz iść. A zwijać dranie się mogą, bo… przypomina ci, Sherwood… mają obozowisko w prywatnym lesie. Lesie, który do kogoś należy. Lesie, do którego ich wpuszczono. Jeśli się pośpieszymy, nie zwiną go bez śladu, a jest tu jeszcze tych dwóch, a że jeden użył czarnej magii... – wymamrotała, bardzo cicho, nie tylko dlatego, że nawet jakimś cudem mówienie ją bolało, ale też dlatego, że nie chciała, aby skrępowani mężczyźni usłyszeli. Może i dali by radę się wyłgać ze wszystkiego - ot spotkali się w lesie przypadkiem, przestraszyli, zaatakowali - ale czar, którym oberwała, był czarnomagiczny. I tak trafi na prześłuchanie, a wtedy... pęknie i w innych sprawach. – Dojdę później do reszty jak po sznurku – powiedziała, podnosząc się. Bardzo powoli. Odetchnęła i uśmiechnęła się do Vincenta, trochę blado. – Teleportujmy się pod New Forest i puść wiadomość. Zakładamy się, czy się rozszczepię? – zapytała, bo niestety, nie było innego wyjścia niż się teleportować: nie było szans, aby doszła w takim stanie gdziekolwiek, w pobliżu nie było punktu Fiuu, a oni musieli się szczepić.
Tyle że teleportacja w takim stanie zwykle nie była najlepszym pomysłem i pod tym beztroskim uśmiechem Brenna skrywała odrobinę obawy, że zostawi za sobą jakieś części ciała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.