Wpatrywał się w tych Aurorów i ich rozmowę z wyraźnym zaciekawieniem, no bo była to przecież egzotyka w jego życiu - Cain w środowisku naturalnym, prowadzący rozmowę z członkiem swojej rodziny. Był tak samo permanentnie zmęczony, dowcipny i śliczny - czyli przy Flynnie nie stawał się sztuczny? No jasne, że był wścibski, ale... ktokolwiek by nie był na jego miejscu? Oprócz Patricka, bo to, że koleś nie zadał żadnych dodatkowych pytań i tak po prostu sobie stąd poszedł, było nawet bardziej zagadkowe niż te jeże. Znajdował się poza wszelką konkurencją. Bell nie pożegnał się z nim w żaden konkretny sposób, nie podziękował za wyciągnięcie swojej siostry z (najwyraźniej) paszczy lwa, po prostu zawiesił spojrzenie na tych palcach stukających o udo, zapisał w głowie dziwne przemyślenia o Chesterze Rookwoodzie jako o czarnej owcy ich biura...
A później patrzył na Nikogo™ i patrzył i nie widział tam absolutnie nic, co dałoby mu jakikolwiek znak. Nie dostał znaku czy faktycznie powinien stąd uciec, nie dostał też znaku na to, czy mógł pozwolić sobie na więcej w takim miejscu i okolicznościach. A kiedy była mowa o czymś więcej, a się patrzyło na kogoś, w kim nie widziało się żadnych konkretnych emocji, to człowiek przeżywający wszystko osiemdziesiąt razy bardziej niż inni zaczynał zadawać sobie pytania, czy coś więcej w ogóle miało jakąkolwiek rację bytu - może zastanawiał się nad czymś, co już w ogóle nie istniało. Nie, nie obchodziły go fakty i logiczne argumenty - mógł go teraz wyprowadzać z czeluści ognia piekielnego, a nie jakiejś durnej szarpaniny z podstarzałym Aurorem - jak człowiek od przynajmniej dziesięciu minut znajdował się w stresie, to nawet najmniejsze gesty wyłapywało się w krzywy sposób. W dodatku nieważne jak bardzo się starał, nie potrafił wyrzucić ze łba przemyśleń o tych cholernych szpiczakach, w tym piwie musiało coś być ewidentnie, może ten cały Rookwood dosypał mu prochów do kubka w ramach rewanżu i normalnie nie narzekałby na darmowe narkotyki, ale może nie teraz?
- Ej - zaczął nagle, nieco automatycznie ruszając w wyznaczonym kierunku, ale jeszcze nie odrywając od niego spojrzenia - mam jedno, ale takie zajebiście - tak to zaakcentował, że od razu dało się wyłapać przynajmniej lekkie podchmielenie - ważne pytanie: skoro twoją specjalnością jest infl... infiltracja to... czemu chodzisz po sabacie w pełnym umundurowaniu? - Patrzył na niego trochę dziwacznie, bo mu to nie dawało spokoju podobnie jak jeże i stworzenia jeżopodobne, a później przerzucił to spojrzenie na drogę, którą szli, robiąc kilka tanecznych kroków do rytmu granej melodii. Steward nie był jedyną osobą w okolicy, która chętnie porwałaby Fiery do tańca, przez moment Flynn chciał ją nawet stuknąć biodrem, ale potem przypomniał sobie o tym guziku i dotarło do niego, jak bardzo był na nią zły.
- Oż kurwa, cud nad Stonehenge, ty jednak mówisz po angielsku! - Złapał się za twarz jak w „Krzyku” Munch'a. - Mogę się założyć o dwadzieścia sykli i fortepian, że ten koleś też chciał zatańczyć, ale zajebanie portfela jego współpracownikowi nie było najlepszym sposobem na podryw. - Ewidentnie żartował, nawet jeżeli dało się w tym wyczuć jakieś napięcie. Już chciał darować jej to wszystko, przymknąć oko na tę cholerną kleptomanię, kiedy siostrzyczka szturchnęła go w ramię. Dokładnie w tej sekundzie można było zauważyć, że mimo wewnętrznej walki Flynn po prostu pękł.
- Fiery - zaczął dosyć łagodnie, sięgając do kieszeni - Fiery myszko - kontynuował, ale to wcale nie był ten flirciarski głos, którym częstował Bletchleya - pokażę ci coś. - Sięgnął ręką do kieszeni spodni i wyciągnął z nich guzik oderwany z koszuli Chestera Rookwooda. Był malutki, ale po objęciu Fiery ręką zbliżył go do jej twarzy. - Widzisz to? Ten włos? Obiecuję ci, że to nie jest mój łoniak. Jak robiłem z siebie idiotę, a on mnie odepchnął, oderwałem mu z klaty ten guzik i kępę włosów. Jak to zjesz na oczach Layli to zostajemy. - Mówił zarówno o guziku, jak i o włosie z klaty psychola z Biura Aurorów.
A później patrzył na Nikogo™ i patrzył i nie widział tam absolutnie nic, co dałoby mu jakikolwiek znak. Nie dostał znaku czy faktycznie powinien stąd uciec, nie dostał też znaku na to, czy mógł pozwolić sobie na więcej w takim miejscu i okolicznościach. A kiedy była mowa o czymś więcej, a się patrzyło na kogoś, w kim nie widziało się żadnych konkretnych emocji, to człowiek przeżywający wszystko osiemdziesiąt razy bardziej niż inni zaczynał zadawać sobie pytania, czy coś więcej w ogóle miało jakąkolwiek rację bytu - może zastanawiał się nad czymś, co już w ogóle nie istniało. Nie, nie obchodziły go fakty i logiczne argumenty - mógł go teraz wyprowadzać z czeluści ognia piekielnego, a nie jakiejś durnej szarpaniny z podstarzałym Aurorem - jak człowiek od przynajmniej dziesięciu minut znajdował się w stresie, to nawet najmniejsze gesty wyłapywało się w krzywy sposób. W dodatku nieważne jak bardzo się starał, nie potrafił wyrzucić ze łba przemyśleń o tych cholernych szpiczakach, w tym piwie musiało coś być ewidentnie, może ten cały Rookwood dosypał mu prochów do kubka w ramach rewanżu i normalnie nie narzekałby na darmowe narkotyki, ale może nie teraz?
- Ej - zaczął nagle, nieco automatycznie ruszając w wyznaczonym kierunku, ale jeszcze nie odrywając od niego spojrzenia - mam jedno, ale takie zajebiście - tak to zaakcentował, że od razu dało się wyłapać przynajmniej lekkie podchmielenie - ważne pytanie: skoro twoją specjalnością jest infl... infiltracja to... czemu chodzisz po sabacie w pełnym umundurowaniu? - Patrzył na niego trochę dziwacznie, bo mu to nie dawało spokoju podobnie jak jeże i stworzenia jeżopodobne, a później przerzucił to spojrzenie na drogę, którą szli, robiąc kilka tanecznych kroków do rytmu granej melodii. Steward nie był jedyną osobą w okolicy, która chętnie porwałaby Fiery do tańca, przez moment Flynn chciał ją nawet stuknąć biodrem, ale potem przypomniał sobie o tym guziku i dotarło do niego, jak bardzo był na nią zły.
- Oż kurwa, cud nad Stonehenge, ty jednak mówisz po angielsku! - Złapał się za twarz jak w „Krzyku” Munch'a. - Mogę się założyć o dwadzieścia sykli i fortepian, że ten koleś też chciał zatańczyć, ale zajebanie portfela jego współpracownikowi nie było najlepszym sposobem na podryw. - Ewidentnie żartował, nawet jeżeli dało się w tym wyczuć jakieś napięcie. Już chciał darować jej to wszystko, przymknąć oko na tę cholerną kleptomanię, kiedy siostrzyczka szturchnęła go w ramię. Dokładnie w tej sekundzie można było zauważyć, że mimo wewnętrznej walki Flynn po prostu pękł.
- Fiery - zaczął dosyć łagodnie, sięgając do kieszeni - Fiery myszko - kontynuował, ale to wcale nie był ten flirciarski głos, którym częstował Bletchleya - pokażę ci coś. - Sięgnął ręką do kieszeni spodni i wyciągnął z nich guzik oderwany z koszuli Chestera Rookwooda. Był malutki, ale po objęciu Fiery ręką zbliżył go do jej twarzy. - Widzisz to? Ten włos? Obiecuję ci, że to nie jest mój łoniak. Jak robiłem z siebie idiotę, a on mnie odepchnął, oderwałem mu z klaty ten guzik i kępę włosów. Jak to zjesz na oczach Layli to zostajemy. - Mówił zarówno o guziku, jak i o włosie z klaty psychola z Biura Aurorów.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.