12.12.2023, 09:43 ✶
- Jak wszyscy wiemy od teorii do praktyki bywa daleko, dlatego trzeba mieć oczy dookoła głowy - przyznał Cathal bez oporów na stwierdzenie Ginny.
Wbrew pozorom, owszem, przemyślał to, z kim zejdą na dół. I z tych przemyśleń wyszło mu niezbicie, że Lety tu niestety potrzebuje, bo nie wpakuje się do starożytnej, pełnej trupów komnaty bez klątwołamaczki. Nell i Ginny przydadzą się również, z kolei chociaż chętnie wziąłby ze sobą Jamila, to wtedy przy Lecie i Nell ktoś by w tych podziemiach zginął i to wcale nie w żadnej pułapce. Żałował szczerze, że nie mógł ot tak ściągnąć tutaj młodego Rookwooda, bo inaczej ten z pewnością by im towarzyszył. A że wiedzieli, czego się spodziewać, niekoniecznie musiał przeprowadzać za diabelskie sidła całą armię.
- To go zignorujemy. Duchy mają to do siebie, że większość z nich jest nieszkodliwa, a ten tutaj dotąd niczego nie zrobił - odparł spokojnie Crouchównie. Zabezpieczając pracownię i odgruzowując korytarz niektórzy czuli niekiedy jego obecność, a przynajmniej tak twierdzili, nikogo jednak nie spotkało nic złego.
- Jamil, Jamil, Jamil - zapaplała Nell, a jej ręce wystrzeliły w górę, jakby chciała w ten sposób podkreślić swoje słowa. Na dodatek do tego przewróciła jasnymi oczami. – Merlinie i Morgano, znajdźcie sobie oboje jakieś łóżko i przestań mi o nim paplać za uszami, bo wreszcie mi uschną! Albo nie wytrzymam i któreś z was zamorduję.
– Możemy? – zapytał Cathal z kamiennym wyrazem twarzy, wskazując na korytarz. Na czubku różdżki rozbłysło światło lumos, gdy jako pierwszy przecisnął się przez wąski fragment tunelu, który udało się im oczyścić. Wędrowali tą samą drogą, którą kiedyś pokonała Leta w formie widma. Ku drzwiom, do niedawna zabezpieczonym – teraz członkowie ekipy już je rozpracowali i stanęły otworem – i ku pułapce, o której usunięcie poproszono wcześniej Pandorę.
Ostatnią przeszkodą były ciemne pędy, wijące się na końcu korytarza, które nie zaczęły od razu pełznąć ku nim tylko dlatego, że powstrzymywało je światło różdżki. Na całe szczęście, nie było ich tak wiele, jak choćby w jednym miejscu, w którym kiedyś prowadzili badania i gdzie rozpleniły się przez tysiąc lat ponad miarę…
Wbrew pozorom, owszem, przemyślał to, z kim zejdą na dół. I z tych przemyśleń wyszło mu niezbicie, że Lety tu niestety potrzebuje, bo nie wpakuje się do starożytnej, pełnej trupów komnaty bez klątwołamaczki. Nell i Ginny przydadzą się również, z kolei chociaż chętnie wziąłby ze sobą Jamila, to wtedy przy Lecie i Nell ktoś by w tych podziemiach zginął i to wcale nie w żadnej pułapce. Żałował szczerze, że nie mógł ot tak ściągnąć tutaj młodego Rookwooda, bo inaczej ten z pewnością by im towarzyszył. A że wiedzieli, czego się spodziewać, niekoniecznie musiał przeprowadzać za diabelskie sidła całą armię.
- To go zignorujemy. Duchy mają to do siebie, że większość z nich jest nieszkodliwa, a ten tutaj dotąd niczego nie zrobił - odparł spokojnie Crouchównie. Zabezpieczając pracownię i odgruzowując korytarz niektórzy czuli niekiedy jego obecność, a przynajmniej tak twierdzili, nikogo jednak nie spotkało nic złego.
- Jamil, Jamil, Jamil - zapaplała Nell, a jej ręce wystrzeliły w górę, jakby chciała w ten sposób podkreślić swoje słowa. Na dodatek do tego przewróciła jasnymi oczami. – Merlinie i Morgano, znajdźcie sobie oboje jakieś łóżko i przestań mi o nim paplać za uszami, bo wreszcie mi uschną! Albo nie wytrzymam i któreś z was zamorduję.
– Możemy? – zapytał Cathal z kamiennym wyrazem twarzy, wskazując na korytarz. Na czubku różdżki rozbłysło światło lumos, gdy jako pierwszy przecisnął się przez wąski fragment tunelu, który udało się im oczyścić. Wędrowali tą samą drogą, którą kiedyś pokonała Leta w formie widma. Ku drzwiom, do niedawna zabezpieczonym – teraz członkowie ekipy już je rozpracowali i stanęły otworem – i ku pułapce, o której usunięcie poproszono wcześniej Pandorę.
Ostatnią przeszkodą były ciemne pędy, wijące się na końcu korytarza, które nie zaczęły od razu pełznąć ku nim tylko dlatego, że powstrzymywało je światło różdżki. Na całe szczęście, nie było ich tak wiele, jak choćby w jednym miejscu, w którym kiedyś prowadzili badania i gdzie rozpleniły się przez tysiąc lat ponad miarę…