12.12.2023, 11:00 ✶
Rodolphus uniósł brew w odpowiedzi na reakcję Bellatrix. Uśmiechnął się lekko, sięgając po wino.
- Są skuteczniejsze sposoby do zmuszenia kogoś do tego, by chcemy by działał wbrew naszej woli, niż zaklęcia - odpowiedział zagadkowo, ledwo umaczając usta w alkoholu. Nie podobała mu się jej postawa, ale postanowił to metaforycznie przełknąć. Dał skrzatom znak gestem, by nałożyły Belli to, co chciała. Sam planował spróbować zaledwie niewielkich ilości, tak jak zwykle. Nie było tajemnicą, że Lestrange jadł wyłącznie tyle, ile potrzebował do tego, by jego ciało pozostało sprawne.
Przez chwilę Rolph studiował twarz Bellatrix, a w końcu westchnął.
- Przepraszam cię. Nie powinienem był żartować w ten sposób. Nie chodziło mi o to, że jesteś słaba. To było nawiązanie do tej ostatniej dziewczynki, która przecięła twoją drogę i zechciałaś jej pomóc, co nie jest zresztą przejawem słabości, a rozsądku. Uznałem, niesłusznie, że rozluźnię atmosferę w kontekście rozmowy o dzieciach. Nie wyszło - zaczął, obracając kieliszek w dłoni. Wpatrywał się przez chwilę w karmazynowy płyn, wypełniający szkło. Falował lekko, przypominając krwiste morze, które zbierało siły przed burzą. Bellatrix doskonale wiedziała, że Rolph nie był typem osoby, która żartuje - głównie dlatego, że nie umiał tego robić. Umiał wiele rzeczy, lecz humor nie był jego mocną stroną. - Jesteś jedną z najsilniejszych osób, jakie znam. Nie masz słabości, nawet ja nią nie jestem i zdaję sobie z tego sprawę. Nie sądziłem, że taka głupia uwaga może spowodować taką reakcję. W moich oczach jesteś idealna w każdym calu, Bellatrix.
Przeniósł spojrzenie na narzeczoną mniej więcej gdzieś w połowie swoich przeprosin. Jego oczy wydawały się lekko nieobecne, ale spojrzenie było szczere. Trix wiedziała również, że Rodolphus nie miał problemu, żeby przyznać się do błędu, jednak przepraszanie, zwłaszcza tak wylewne, nie leżało w jego naturze. Teraz jednak wydawało się, że mówi szczerze, prosto z serca.
- Są skuteczniejsze sposoby do zmuszenia kogoś do tego, by chcemy by działał wbrew naszej woli, niż zaklęcia - odpowiedział zagadkowo, ledwo umaczając usta w alkoholu. Nie podobała mu się jej postawa, ale postanowił to metaforycznie przełknąć. Dał skrzatom znak gestem, by nałożyły Belli to, co chciała. Sam planował spróbować zaledwie niewielkich ilości, tak jak zwykle. Nie było tajemnicą, że Lestrange jadł wyłącznie tyle, ile potrzebował do tego, by jego ciało pozostało sprawne.
Przez chwilę Rolph studiował twarz Bellatrix, a w końcu westchnął.
- Przepraszam cię. Nie powinienem był żartować w ten sposób. Nie chodziło mi o to, że jesteś słaba. To było nawiązanie do tej ostatniej dziewczynki, która przecięła twoją drogę i zechciałaś jej pomóc, co nie jest zresztą przejawem słabości, a rozsądku. Uznałem, niesłusznie, że rozluźnię atmosferę w kontekście rozmowy o dzieciach. Nie wyszło - zaczął, obracając kieliszek w dłoni. Wpatrywał się przez chwilę w karmazynowy płyn, wypełniający szkło. Falował lekko, przypominając krwiste morze, które zbierało siły przed burzą. Bellatrix doskonale wiedziała, że Rolph nie był typem osoby, która żartuje - głównie dlatego, że nie umiał tego robić. Umiał wiele rzeczy, lecz humor nie był jego mocną stroną. - Jesteś jedną z najsilniejszych osób, jakie znam. Nie masz słabości, nawet ja nią nie jestem i zdaję sobie z tego sprawę. Nie sądziłem, że taka głupia uwaga może spowodować taką reakcję. W moich oczach jesteś idealna w każdym calu, Bellatrix.
Przeniósł spojrzenie na narzeczoną mniej więcej gdzieś w połowie swoich przeprosin. Jego oczy wydawały się lekko nieobecne, ale spojrzenie było szczere. Trix wiedziała również, że Rodolphus nie miał problemu, żeby przyznać się do błędu, jednak przepraszanie, zwłaszcza tak wylewne, nie leżało w jego naturze. Teraz jednak wydawało się, że mówi szczerze, prosto z serca.