Po powrocie do domu Morpheus udał się do grobowca Longbottomów i tam przesiedział kilka godzin, konfrontując się z własną śmiertelnością oraz pustostanem miejsc w sercu, które zajmował jego brat. Nie zdążył przybyć na jego pogrzeb, wiadomość o terminie dotarła do niego dwa dni po wydarzeniu, co dodatkowo złamało coś w mężczyźnie. Sama myśl, że Derwin nie żyje, że na świecie pozostała jedynie skorupa, składająca się z mięśni, nerwów i popiołu, a jego duch odszedł, nie docierała, dopóki Morpheus nie musiał skonfrontować się z pustym miejscem przy stole, zaburzonym rytmem rozmowy, która jeszcze trzymała miejsce na jedno wtrącenie, które miało już nigdy nie nadejść.
Cieszył się, że jest zziajany i jego policzki i tak były nieco czerwone, bo w jego głowie pojawiło się zdecydowanie za dużo nieodpowiednich sposobów na uczynienie tego dnia lepszym, aż poczuł się zażenowany samym sobą. Ona była piękną kobietą, a cokolwiek mówiono o Niewymownych, on zdecydowanie nie był martwy. Po pierwsze jednak dzieliła ich zbyt duża różnica wieku, a po drugie, byłoby to nieco niekomfortowe, patrząc na powiązanie Nory z jego rodziną.
Odchrząknął.
— Nie wiem pani, że przetrzymywanie pracownika ministerstwa jest poważnym przestępstwem? — zapytał zdecydowanie żartobliwie, błyskając białymi zębami, uśmiech numer pięć, nawet całkiem szczery. Nawet jako najbardziej tajemniczy z Longbottomów, miał dookoła siebie podobną świetlistą naturę przyjazności. To pewnie płynęło w ich krwi. Mógłby nocami robić wiwisekcje i parać się czarną magią w głębinach Departamentu Tajemnic, a i tak byłby tym samym ciepłym wujkiem, którego po prostu często nie ma ze względu na wyjazdy służbowe. Nawet Mabel dawał jakieś kolorowe fasolki wszystkich smaków, gdy tylko ją widział, zupełnie jakby nosił pudełko w kieszeni zawsze ze sobą. Tak naprawdę nosił dwa, jedno na wydawanie, drugie dla niego, z kostkami cukru, gdyby spadła mu glukoza w organizmie.
— Gorzką z mlekiem poproszę. I żeby nie było, że nadużywam gościnności, przybyłem z podarunkami. Dla pani i córki.
Zza pazuchy wyciągnął nieco przemoczoną torebkę z brązowego papieru i postawił ją na ladzie. W środku znajdowało się pudełeczko z baklawą i greckimi słodyczami, butelka oliwy z oliwek, mała flaszeczka ouzo i butelka wina.