- Och tak, jestem ciekawa jakie, może mi o nich opowiesz? - Powiedziała cicho upijając kolejny łyk wina z kieliszka. Pozwoliła skrzatom nałożyć sobie trochę warzyw, ostatnio nie do końca przepadała za mięsem, wydawało jej się być jakieś takie brudne, wolała więc go unikać. Nie była też specjalnie głodna, raczej zgodziła się na to, żeby nie powodować kolejnych niepotrzebnych niesnasek.
Oparła sobie dłonie pod brodą i wpatrywała się w narzeczonego. Odezwał się wreszcie. Nawet nie mrugnęła gdy zaczął się tłumaczyć. Czy uważała jego wytłumaczenie za logiczne, może trochę. Faktycznie ostatnio obce dzieci zupełnie przypadkiem pojawiały się w ich życiu i mieszały. - Nie do końca udało ci się to rozluźnienie atmosfery. - Powiedziała jeszcze, jakby wcale sam o tym przed chwilą nie wspomniał. Rolph był specyficzny, jego poczucie humoru... cóż było z tych zastanawiających, nie sądziła jednak, że kiedyś dotknie to tak bardzo jej osoby.
- Nie wiem, czy ci wierzę. - Wbrew pozorom te jego ostatnie słowa dosyć mocno na nią wpłynęły. Zachwiały jej pewność siebie, dawno żadne słowo jej tak nie zraniło. Pewnie miałaby to gdzieś, gdyby to ktoś inny rzucił podobnym hasłem w jej stronę, ale nie on. Dlatego tak bardzo ją to zabolało. Właściwie to powinien być najbliższą osobą w jej życiu. - Nie powinnam się chyba jednak na ciebie obrażać za jeden, nietrafiony żart. - Stwierdziła. Właściwie może i nawet nie do końca w to wierzyła, teraz było jej to obojętne, nie chciała, żeby byli pokłóceni. Za bardzo ją to męczyło. Zdecydowanie bardziej na rękę jej było, gdy wszystko się układało, a oni współpracowali.