12.12.2023, 16:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2023, 09:31 przez Rodolphus Lestrange.)
Rodolphus zacisnął mocniej szczęki przy jednoczesnym zmarszczeniu brwi. Bellatrix była dzisiaj... inna. Czy naprawdę chodziło tylko o głupi żart, który mu się wymsknął? Czy może chodziło o coś zupełnie innego? Przyjrzał się narzeczonej uważnie, mrużąc oczy. Jej był w stanie wybaczyć wiele, ale nie wszystko. Na pewno zdawała sobie z tego sprawę. Odstawił ostrożnie kieliszek, z którego nie upił drugiego łyka.
Kolejny jej komentarz sprawił, że dla odmiany jego brew lekko się podniosła. Do tej pory był zirytowany, teraz natomiast zaczynał być zły. Dlaczego Black stawała okoniem i zbijała nieudolnie każde jego zdanie? Bo w jego oczach to było zbijanie nieudolne, jadowite i złośliwie. Bellatrix była żmiją i taką ją kochał, ale do tej pory myślał, że żmija żmii nie ukąsi. Czyżby się pomylił? Miał nadzieję, że tak, lecz jeśli do tej pory miał wątpliwości, to w tej chwili zostały rozwiane.
Nie wiem, czy ci wierzę - te słowa nawet nie zabolały. One go wkurwiły. Jego oczy pociemniały z gniewu, a dłoń, którą do tej pory trzymał pod stołem na swoim kolanie, zacisnęła się mocno na jego własnym ciele. Wciąż obolałym po ostatniej wizycie u Roberta. Po tym spotkaniu bolało go wszystko: ciało i umysł, lecz nie dusza. Bellatrix jednak tymi krótkimi, jadowitymi słowami sprawiła, że i dusza Lestrange została zraniona.
- Może - wycedził krótko, odwracając od niej wzrok. Czy zrobiła to specjalnie? Oko za oko? Ból za ból? Na pewno nie mogła wiedzieć o umowie, którą zawarł z Mulciberem - dla niej. Żeby była bezpieczna. Nie mógł jej powiedzieć, nawet gdyby chciał. Lecz teraz po prostu nie chciał. Czy tutaj chodziło coś więcej niż o Lithe?
Coś w nim pękło. W jego oczach pojawiła się agresja i żądza mordu, tym razem wycelowana w nią samą. Lecz na szczęście dla ich obojga, Bellatrix nie mogła tego zobaczyć, bo Rodolphus patrzył w bok, w stronę drzwi od kuchni. Jakby czekał na coś, myślał. Zastanawiał się co dalej robić. Miał ochotę wstać, przewrócić stół i sięgnąć po różdżkę. Ale nauczył się już, że to nie zawsze było dobre rozwiązanie. Miast tego zepchnął swoje jedyne pozytywne uczucia, które posiadał, na dół samego siebie, gdzieś w otchłań. Zamknął je na klucz.
Bellatrix była jego, czy tego chciała, czy nie. Jeśli wybrała wojenną ścieżkę, to nie był to jego problem. Nie da jej się sprowokować i wciągnąć w te gierki, skoro mu nie ufa. Lestrange wykrzywił usta w czymś na kształt uśmiechu. Jego oczy jednak pozostały puste, bez wyrazu. Patrzył tak na obcych, nie na nią. Dla niej zawsze miał uczucia.
- Decyzja należy tylko i wyłącznie do ciebie, Bellatrix - powiedział spokojnym głosem, sięgając po mięso. Nie wydawało mu się bardziej brudne od tego, co tu zaszło. Jadł, nie czując jednak smaku potraw. Wina już nie tknął, zamiast tego machnął na skrzata, by przyniósł karafkę z wodą i czyste szklanki. Jak zwykle przyniesiono mu je do oceny. Szkło musiało być idealnie czyste. - Pamiętaj, że zrobię dla ciebie wszystko.
To zabrzmiało szczerze, bo było prawdziwe. Bo już zrobił dla niej wszystko, poświęcając Black dużą część całego życia, wolnego czasu i kawał przestrzeni w głowie. A co w zamian otrzymał?
Kolejny jej komentarz sprawił, że dla odmiany jego brew lekko się podniosła. Do tej pory był zirytowany, teraz natomiast zaczynał być zły. Dlaczego Black stawała okoniem i zbijała nieudolnie każde jego zdanie? Bo w jego oczach to było zbijanie nieudolne, jadowite i złośliwie. Bellatrix była żmiją i taką ją kochał, ale do tej pory myślał, że żmija żmii nie ukąsi. Czyżby się pomylił? Miał nadzieję, że tak, lecz jeśli do tej pory miał wątpliwości, to w tej chwili zostały rozwiane.
Nie wiem, czy ci wierzę - te słowa nawet nie zabolały. One go wkurwiły. Jego oczy pociemniały z gniewu, a dłoń, którą do tej pory trzymał pod stołem na swoim kolanie, zacisnęła się mocno na jego własnym ciele. Wciąż obolałym po ostatniej wizycie u Roberta. Po tym spotkaniu bolało go wszystko: ciało i umysł, lecz nie dusza. Bellatrix jednak tymi krótkimi, jadowitymi słowami sprawiła, że i dusza Lestrange została zraniona.
- Może - wycedził krótko, odwracając od niej wzrok. Czy zrobiła to specjalnie? Oko za oko? Ból za ból? Na pewno nie mogła wiedzieć o umowie, którą zawarł z Mulciberem - dla niej. Żeby była bezpieczna. Nie mógł jej powiedzieć, nawet gdyby chciał. Lecz teraz po prostu nie chciał. Czy tutaj chodziło coś więcej niż o Lithe?
Coś w nim pękło. W jego oczach pojawiła się agresja i żądza mordu, tym razem wycelowana w nią samą. Lecz na szczęście dla ich obojga, Bellatrix nie mogła tego zobaczyć, bo Rodolphus patrzył w bok, w stronę drzwi od kuchni. Jakby czekał na coś, myślał. Zastanawiał się co dalej robić. Miał ochotę wstać, przewrócić stół i sięgnąć po różdżkę. Ale nauczył się już, że to nie zawsze było dobre rozwiązanie. Miast tego zepchnął swoje jedyne pozytywne uczucia, które posiadał, na dół samego siebie, gdzieś w otchłań. Zamknął je na klucz.
Bellatrix była jego, czy tego chciała, czy nie. Jeśli wybrała wojenną ścieżkę, to nie był to jego problem. Nie da jej się sprowokować i wciągnąć w te gierki, skoro mu nie ufa. Lestrange wykrzywił usta w czymś na kształt uśmiechu. Jego oczy jednak pozostały puste, bez wyrazu. Patrzył tak na obcych, nie na nią. Dla niej zawsze miał uczucia.
- Decyzja należy tylko i wyłącznie do ciebie, Bellatrix - powiedział spokojnym głosem, sięgając po mięso. Nie wydawało mu się bardziej brudne od tego, co tu zaszło. Jadł, nie czując jednak smaku potraw. Wina już nie tknął, zamiast tego machnął na skrzata, by przyniósł karafkę z wodą i czyste szklanki. Jak zwykle przyniesiono mu je do oceny. Szkło musiało być idealnie czyste. - Pamiętaj, że zrobię dla ciebie wszystko.
To zabrzmiało szczerze, bo było prawdziwe. Bo już zrobił dla niej wszystko, poświęcając Black dużą część całego życia, wolnego czasu i kawał przestrzeni w głowie. A co w zamian otrzymał?