12.12.2023, 18:51 ✶
- Naprawdę? - zapytała, unosząc nieco brwi. Nie oczekiwał cudów, więc przylazł za nią jak stalker na sabat? Camille pokręciła głową, rozluźniając mięśnie karku. Zaczynał ją boleć od tego ciągłego wpatrywania się w oczy Yaxleya, który był od niej dużo, dużo wyższy. Blondynka westchnęła i spojrzała w stronę namiotów, ściągając nieco brwi. Udało jej się uciec przed jednym psycholem, trafiła na kogoś gorszego. A może i nie? Ponownie zadarła głowę. Kim był Theon Yaxley, który przed nią stał? Kim się stał i co robił do tej pory? Jakie skrywał tajemnice? W zastanowieniu zaciągnęła się papierosem. I tak będzie musiał jej wszystko powiedzieć. Jak na spowiedzi.
- Nie jestem. To mój czas wolny, cenię sobie oddzielanie pracy od życia prywatnego. Dla ciebie, Theonie, robię wyjątek ze względu na łączące nasze rodziny stosunki - chciała, by to wybrzmiało, by ta granica została jasno nakreślona. Nie robiła mu przysługi, bo go lubiła. Nie robiła mu przysługi, bo chciała go polubić. Poświęcała mu czas tylko i wyłącznie dlatego, że nie miała innego wyjścia. W innym przypadku przegoniłaby go jak natrętną muchę, każąc wrócić jutro. - Nie wiem. Najpierw muszę z tobą porozmawiać. Potem zbadać, ale do tego potrzebuję narzędzi. Dwa dni, góra cztery. W międzyczasie będę myśleć nad twoim przypadkiem. Możliwe, że będę musiała kupić kilka rzeczy, na które będzie trzeba poczekać.
Powiedziała spokojnie, robiąc odpowiednie pauzy między zdaniami. Nie chodziło o to, by jej wypowiedź nabrała dramatyzmu. Pragnęła po prostu zachować jednolity, chłodny ton. Papieros zdążył wypalić się do połowy, a ona dopiero co przed chwilą zaciągnęła się nim po raz pierwszy. Strzepnęła z irytacją popiół na ziemię.
- Możliwe, że będzie, ale nie mam nic przy sobie - wzruszyła ramionami. Ona nie uznawała czegoś takiego jak zamknięty sklep z eliksirami. Gdy potrzebowała, to wchodziła oknem. Metaforycznie, oczywiście. - Rozwiązanie twojego problemu może potrwać kilka dni lub kilkanaście, w zależności od tego, co ci dokładnie jest. Nie mam zamiaru cię okłamywać, Theonie, musisz mi zaufać, że zrobię wszystko co mogę, by skrócić czas oczekiwania.
Powiedziała, nieco łagodząc rysy twarzy. Jeżeli miał jej zaufać - a przecież nie miał wyjścia - to nie mogła patrzeć na niego wilkiem. Chociaż ciężko jej było panować nad mimiką w tym tłumie, wśród biegających i dokazujących dzieci czy obściskujących się par.
- Nie, nie będę ci towarzyszyć. Czekam na kogoś, poza tym od dzisiaj jesteś moim pacjentem, mam nadzieję że rozumiesz, czemu odmawiam - nie miała wyrzutów sumienia, to on ja śledził, nie ona go zaprosiła. Dopaliła papierosa i strzepnęła żar, tlący się przy filtrze. Zgniotła go obcasem. Zanim Yaxley odszedł, chrząknęła znacząco. - Jeszcze jedno. Mam nadzieję, że to był ostatni raz, kiedy mnie nachodzisz w takiej sytuacji - jej oczy były niezwykle poważne, ciepło gdzieś zniknęło. Nie było w nich jednak agresji czy groźby. Wyłącznie determinacja. - W innym przypadku drzwi mojego domu zawsze będą dla ciebie otwarte, lecz musisz się zapowiedzieć, żebyś mnie tam zastał.
Nie zatrzymywała go dłużej, pozwalając odejść. Jeszcze przez chwilę patrzyła na plecy odchodzącego Theona, bezwiednie sięgając po kolejnego papierosa. Miała zapalić góra dwa, paliła już czwartego dzisiaj. Nieco trzęsącą się z emocji dłonią, bo było to dla niej ogromne wyzwanie, by w ogóle przeprowadzić tę rozmowę w należyty sposób, odpaliła ćmika i odeszła z powrotem w stronę płomieni. Czas było w nie w końcu zajrzeć, to co się działo dzisiaj przechodziło jej pojęcie.
!płomienie
- Nie jestem. To mój czas wolny, cenię sobie oddzielanie pracy od życia prywatnego. Dla ciebie, Theonie, robię wyjątek ze względu na łączące nasze rodziny stosunki - chciała, by to wybrzmiało, by ta granica została jasno nakreślona. Nie robiła mu przysługi, bo go lubiła. Nie robiła mu przysługi, bo chciała go polubić. Poświęcała mu czas tylko i wyłącznie dlatego, że nie miała innego wyjścia. W innym przypadku przegoniłaby go jak natrętną muchę, każąc wrócić jutro. - Nie wiem. Najpierw muszę z tobą porozmawiać. Potem zbadać, ale do tego potrzebuję narzędzi. Dwa dni, góra cztery. W międzyczasie będę myśleć nad twoim przypadkiem. Możliwe, że będę musiała kupić kilka rzeczy, na które będzie trzeba poczekać.
Powiedziała spokojnie, robiąc odpowiednie pauzy między zdaniami. Nie chodziło o to, by jej wypowiedź nabrała dramatyzmu. Pragnęła po prostu zachować jednolity, chłodny ton. Papieros zdążył wypalić się do połowy, a ona dopiero co przed chwilą zaciągnęła się nim po raz pierwszy. Strzepnęła z irytacją popiół na ziemię.
- Możliwe, że będzie, ale nie mam nic przy sobie - wzruszyła ramionami. Ona nie uznawała czegoś takiego jak zamknięty sklep z eliksirami. Gdy potrzebowała, to wchodziła oknem. Metaforycznie, oczywiście. - Rozwiązanie twojego problemu może potrwać kilka dni lub kilkanaście, w zależności od tego, co ci dokładnie jest. Nie mam zamiaru cię okłamywać, Theonie, musisz mi zaufać, że zrobię wszystko co mogę, by skrócić czas oczekiwania.
Powiedziała, nieco łagodząc rysy twarzy. Jeżeli miał jej zaufać - a przecież nie miał wyjścia - to nie mogła patrzeć na niego wilkiem. Chociaż ciężko jej było panować nad mimiką w tym tłumie, wśród biegających i dokazujących dzieci czy obściskujących się par.
- Nie, nie będę ci towarzyszyć. Czekam na kogoś, poza tym od dzisiaj jesteś moim pacjentem, mam nadzieję że rozumiesz, czemu odmawiam - nie miała wyrzutów sumienia, to on ja śledził, nie ona go zaprosiła. Dopaliła papierosa i strzepnęła żar, tlący się przy filtrze. Zgniotła go obcasem. Zanim Yaxley odszedł, chrząknęła znacząco. - Jeszcze jedno. Mam nadzieję, że to był ostatni raz, kiedy mnie nachodzisz w takiej sytuacji - jej oczy były niezwykle poważne, ciepło gdzieś zniknęło. Nie było w nich jednak agresji czy groźby. Wyłącznie determinacja. - W innym przypadku drzwi mojego domu zawsze będą dla ciebie otwarte, lecz musisz się zapowiedzieć, żebyś mnie tam zastał.
Nie zatrzymywała go dłużej, pozwalając odejść. Jeszcze przez chwilę patrzyła na plecy odchodzącego Theona, bezwiednie sięgając po kolejnego papierosa. Miała zapalić góra dwa, paliła już czwartego dzisiaj. Nieco trzęsącą się z emocji dłonią, bo było to dla niej ogromne wyzwanie, by w ogóle przeprowadzić tę rozmowę w należyty sposób, odpaliła ćmika i odeszła z powrotem w stronę płomieni. Czas było w nie w końcu zajrzeć, to co się działo dzisiaj przechodziło jej pojęcie.
!płomienie