12.12.2023, 19:10 ✶
Każdy dzień należało zacząć od krótkiej modlitwy. Tak mówił obyczaj. I tak mówił ojciec i wszyscy wujkowie i ciotki Sebastiana, którzy postanowili po wsze czasy związać swoje życie z hierarchią kowenu Whitecroft. Chociaż Macmillan nie mieszkał już w rodzinnym domostwie i wyniósł się na swoje, tak po dziś dzień stosował się do wpojonych mu za młodu doktryn. Jak mogłoby być inaczej, skoro ta sama siła, do której wznosił modły, pozwalała mu też na to, aby zarobić na swoje utrzymanie?
Egzorcysta był oddanym wyznawcą teorii, że wiara „zwracała się”. Jeśli będziesz wystarczająco gorliwie wierzył i oddawał pokłony odpowiednim bóstwom, to dobro do ciebie wróci. Łut szczęścia, dobry los na loterii, dobroć ze strony bliźnich... Czasem wiązało się to z dostaniem dodatkowego tosta od pani w kafeterii, innym razem z propozycją podwyżki. Kiedy jednak przez kuchenne okno zaczęła się dobijać mała sówka, Sebastian zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno odmówił poprzedniego wieczora wszystkie modlitwy. Poczta... Przed jego poranną herbatą? Co to miało być? Kara boska? Czy jedna z prób, na jakie wystawiany był każdy człowiek na tym przykrym padole łez?
Wiadomość od Lorraine nie był napisany zbyt kwiecistym językiem. Brak w nim było typowych dla przyjacielskich listów ozdobników, wylewnych pozdrowień, życzeń zdrowia czy obietnic szybkiego wpadnięcia w odwiedziny. Nie. Malfoyówna od razu przeszła do konkretów. A każdy kolejny punkt na liście coraz mocniej uzmysławiał Sebastianowi, że czeka go bardzo długi dzień. Naturalnie nie mógł się zgodzić na przyjście do Necronomiconu bez ówczesnego przygotowania. Nie był kompletnym idiotą. Poza tym i tak skończyła mu się woda święcona. I święte obrazki, które zwykł wręczać swoim klientom. I tak oto wskazał termin swojej wizyty na późny wieczór...
— Pokój temu domowi i wszystkim jego mieszkańcom. Niech was pobłogosławi Matka i wszystkie pomniejsza bóstwa jej sprzyjające — zaczął w ramach powitania po przekroczeniu progu zakładu pogrzebowego. Poprawił kaptur ciemnej szaty (zdecydowanie zbyt grubej jak na letni wieczór) i poprawił torbę zwisającą smutno na jego ramieniu: w środku znajdowały się wszystkie potrzebne mu przedmioty, w tym mała szkatułka, która miała ewentualnie posłużyć za naczynie dla ducha. — Pani Lorraine, bardzo przepraszam, że dopiero teraz mogłem przybyć jednak...
Przerwał, gdy drzwi wejściowe, które przed chwilą zamknął, uchyliły się z cichym trzaskiem. Odwrócił się momentalnie w tym kierunku, niemalże spodziewając się, że ujrzy tam sprawcę całego zamieszania. Zamiast tego w progu stanął Alastor Moody. Sebastianowi zabrakło języka w gębie; ruszał ustami, jednak nie wydawał żadnych dźwięków. Za to jego twarz mówiła wiele; wytrzeszczone oczy, brwi przesuwające się to w górę, to w dół dosyć dosadnie ukazywały dziwienie mężczyzny.
— Cześć — powitał go suchym, nieco piskliwym głosem. – kolejna oznaka zaskoczenia przybyciem Alastora. Chrząknął głośno, przesuwając się bliżej jasnowłosej kobiety. — Chwalmy Matkę, że zesłała nam wsparcie Biura Aurorów.
Wbił wzrok w podłogę, aby po chwili znowu zwrócić się w stronę Lorraine. Czemu akurat Moody? Czemu nie Longbottom, Steward lub któreś z duo Bulstrode'ów? Czemu ja się w ogóle dziwię, Brenna by nie wytrzymała takiego czasu oczekiwania, zdał sobie sprawę. List dostał z rana, a był wieczór. Teraz to już w ogóle miał wrażenie, że naraził się Matce. Może za mało dał na tacę podczas ostatnich obrządków?
— Znasz personalia eee zmarłego? — Zmarszczył brwi. — Okoliczności śmierci? Kiedy... Kiedy dokładnie zorientowałaś się, że coś jest nie tak?
Po Beltane problemy z duchami nieco się nasiliły, jednak opętanie wbrew pozorom nie było jedynym rozwiązaniem. Błąd medyczny? Może facet wcale nie był martwy, a tak naprawdę przebywał w jakiejś dziwnej śpiączce. Aż do teraz, to jest. A może do domu pogrzebowego trafiła ofiara czarnej magii? Jeśli to ghoul, to Sebastian nie mógł za bardzo pomóc.
Egzorcysta był oddanym wyznawcą teorii, że wiara „zwracała się”. Jeśli będziesz wystarczająco gorliwie wierzył i oddawał pokłony odpowiednim bóstwom, to dobro do ciebie wróci. Łut szczęścia, dobry los na loterii, dobroć ze strony bliźnich... Czasem wiązało się to z dostaniem dodatkowego tosta od pani w kafeterii, innym razem z propozycją podwyżki. Kiedy jednak przez kuchenne okno zaczęła się dobijać mała sówka, Sebastian zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno odmówił poprzedniego wieczora wszystkie modlitwy. Poczta... Przed jego poranną herbatą? Co to miało być? Kara boska? Czy jedna z prób, na jakie wystawiany był każdy człowiek na tym przykrym padole łez?
Wiadomość od Lorraine nie był napisany zbyt kwiecistym językiem. Brak w nim było typowych dla przyjacielskich listów ozdobników, wylewnych pozdrowień, życzeń zdrowia czy obietnic szybkiego wpadnięcia w odwiedziny. Nie. Malfoyówna od razu przeszła do konkretów. A każdy kolejny punkt na liście coraz mocniej uzmysławiał Sebastianowi, że czeka go bardzo długi dzień. Naturalnie nie mógł się zgodzić na przyjście do Necronomiconu bez ówczesnego przygotowania. Nie był kompletnym idiotą. Poza tym i tak skończyła mu się woda święcona. I święte obrazki, które zwykł wręczać swoim klientom. I tak oto wskazał termin swojej wizyty na późny wieczór...
— Pokój temu domowi i wszystkim jego mieszkańcom. Niech was pobłogosławi Matka i wszystkie pomniejsza bóstwa jej sprzyjające — zaczął w ramach powitania po przekroczeniu progu zakładu pogrzebowego. Poprawił kaptur ciemnej szaty (zdecydowanie zbyt grubej jak na letni wieczór) i poprawił torbę zwisającą smutno na jego ramieniu: w środku znajdowały się wszystkie potrzebne mu przedmioty, w tym mała szkatułka, która miała ewentualnie posłużyć za naczynie dla ducha. — Pani Lorraine, bardzo przepraszam, że dopiero teraz mogłem przybyć jednak...
Przerwał, gdy drzwi wejściowe, które przed chwilą zamknął, uchyliły się z cichym trzaskiem. Odwrócił się momentalnie w tym kierunku, niemalże spodziewając się, że ujrzy tam sprawcę całego zamieszania. Zamiast tego w progu stanął Alastor Moody. Sebastianowi zabrakło języka w gębie; ruszał ustami, jednak nie wydawał żadnych dźwięków. Za to jego twarz mówiła wiele; wytrzeszczone oczy, brwi przesuwające się to w górę, to w dół dosyć dosadnie ukazywały dziwienie mężczyzny.
— Cześć — powitał go suchym, nieco piskliwym głosem. – kolejna oznaka zaskoczenia przybyciem Alastora. Chrząknął głośno, przesuwając się bliżej jasnowłosej kobiety. — Chwalmy Matkę, że zesłała nam wsparcie Biura Aurorów.
Wbił wzrok w podłogę, aby po chwili znowu zwrócić się w stronę Lorraine. Czemu akurat Moody? Czemu nie Longbottom, Steward lub któreś z duo Bulstrode'ów? Czemu ja się w ogóle dziwię, Brenna by nie wytrzymała takiego czasu oczekiwania, zdał sobie sprawę. List dostał z rana, a był wieczór. Teraz to już w ogóle miał wrażenie, że naraził się Matce. Może za mało dał na tacę podczas ostatnich obrządków?
— Znasz personalia eee zmarłego? — Zmarszczył brwi. — Okoliczności śmierci? Kiedy... Kiedy dokładnie zorientowałaś się, że coś jest nie tak?
Po Beltane problemy z duchami nieco się nasiliły, jednak opętanie wbrew pozorom nie było jedynym rozwiązaniem. Błąd medyczny? Może facet wcale nie był martwy, a tak naprawdę przebywał w jakiejś dziwnej śpiączce. Aż do teraz, to jest. A może do domu pogrzebowego trafiła ofiara czarnej magii? Jeśli to ghoul, to Sebastian nie mógł za bardzo pomóc.