12.12.2023, 21:56 ✶
Kompletne wariactwo. Pojebało mnie totalnie. Na dobrą sprawę dopiero docierało do mnie, co najlepszego zrobiłem... i potem to drugie, co zrobiłem, a teraz... Ugh! Szybka analiza na nic się zdawała, bo rąbała mnie głowa ze zmęczenia, umysł domagał się snu, a ja kurwa płynąłem w jednej kajucie z porwaną laską, siostrą mojego przyjaciela, właściwie ukochanego, przedymałem ją i omal nie zabiłem, kiedy wspólnie braliśmy prysznic. Musiałem przyznać, że tego jeszcze nie grałem, ogólnie nie grali zapewne. Chyba że ktoś na tym świecie mógł mieć podobnie pojebane pomysły co ja, wtedy współczułem. I nie wiem, co ja sobie myślałem na każdym etapie realizacji tego pokrętnego (nie)planu, ale z pewnością nie byłem za bardzo trzeźwy. Wciąż nie myślałem trzeźwo, smyrając się po wargach, więc zaprzestałem.
I myślenia, i smyrania.
Zaprzestałem, w sensie. Nie myślałem i nie smyrałem się.
Oczywiście, nie na długo...
Bo zaraz przypomniało mi się jej przerażone spojrzenie. Aż żałowałem, że zmyłem z jej twarzy słodki uśmiech, a powinienem się przecież cieszyć, bo o to właśnie chodziło. Miała się bać, aby siedzieć grzecznie w kajucie i mnie nie wkurwiać, a wyszło jak wyszło, że teraz miałem głowę zapierdoloną frazesami. Odetchnąłem głęboko, a właściwie westchnąłem. Nie zamierzałem mieć wyrzutów przez żadną idiotkę, więc czas na relaks. Poza tym musiałem obmyślić, gdzie ją składować w Anglii. Skoro już ją porwałem, to porwałem. Musiałem się trzymać tego, co zrobiłem, poza tym wściekły Otto, to jakikolwiek Otto w moim przypadku. O ile żył. Żył czy nie żył...?
...ale czy takie chuchro mogło zrobić komukolwiek coś złego? - pomyślałem, kiedy podniosłem na nią wzrok. Ubierała się w moją koszulę, ale w żaden sposób tego nie skomentowałem. Niech sobie nosi. Wyglądała w niej nawet całkiem seksownie, choć te rękawy... Nie, jednak wyglądała zabawnie. Ale zabiłem w sobie jakiekolwiek oznaki rozbawienia, tylko skinąłem jej głową na łóżko.
- Kładź się. Jutro męczący dzień będzie. Aż mi się morda cieszy - stwierdziłem niezbyt optymistycznie, właściwie wcale. Brzmiałem na zmęczonego, zrezygnowanego, a wściekłości we mnie nie było, ale zaraz na powrót mogła się pojawić, jeśli panienka Degenhardt sobie życzyła. Przekręciłem jedynie oczami z lekkim podirytowaniem, żeby się... usprawiedliwić? W życiu! Może inaczej, zaoferować nietykalność w zamian za bycie kukłą. Coś w tym stylu. - Nie bój się. Już cię nie tknę, aby nic nie mów... Najlepiej nic nie rób. Ogólnie zapomnij, że cokolwiek miało tu miejsce. Tak będzie lepiej dla mnie i dla ciebie - odparłem rzeczowo, bo brzmiało to jak najbardziej sensownie w mojej głowie. Niech sobie rozpamiętuje tych innych kochanków, a ja... Jeśli chodziło o chude panienki, to tylko do kościanych dziwek, tak, tylko do nich się przyznam. Żadnej Persephony Degenhardt - pod tym kątem byłem dziewicą, a właściwie prawiczkiem.
Myślałem, czy sobie nie zapalić jeszcze z jednego papierosa, ale postanowiłem być jednak rozważnym. Gdybym spalił łódź, to poszlibyśmy na dno, a tego to ja raczej chciałem uniknąć. Jedyne na co sobie pozwoliłem, to wskoczenie pod kołderkę i... odwrócenie się do Persephony plecami. Zastanawiałem się, czy życzyć jej miłych snów, ale taka suka jak ona raczej nie lubiła czułych słówek.
I myślenia, i smyrania.
Zaprzestałem, w sensie. Nie myślałem i nie smyrałem się.
Oczywiście, nie na długo...
Bo zaraz przypomniało mi się jej przerażone spojrzenie. Aż żałowałem, że zmyłem z jej twarzy słodki uśmiech, a powinienem się przecież cieszyć, bo o to właśnie chodziło. Miała się bać, aby siedzieć grzecznie w kajucie i mnie nie wkurwiać, a wyszło jak wyszło, że teraz miałem głowę zapierdoloną frazesami. Odetchnąłem głęboko, a właściwie westchnąłem. Nie zamierzałem mieć wyrzutów przez żadną idiotkę, więc czas na relaks. Poza tym musiałem obmyślić, gdzie ją składować w Anglii. Skoro już ją porwałem, to porwałem. Musiałem się trzymać tego, co zrobiłem, poza tym wściekły Otto, to jakikolwiek Otto w moim przypadku. O ile żył. Żył czy nie żył...?
...ale czy takie chuchro mogło zrobić komukolwiek coś złego? - pomyślałem, kiedy podniosłem na nią wzrok. Ubierała się w moją koszulę, ale w żaden sposób tego nie skomentowałem. Niech sobie nosi. Wyglądała w niej nawet całkiem seksownie, choć te rękawy... Nie, jednak wyglądała zabawnie. Ale zabiłem w sobie jakiekolwiek oznaki rozbawienia, tylko skinąłem jej głową na łóżko.
- Kładź się. Jutro męczący dzień będzie. Aż mi się morda cieszy - stwierdziłem niezbyt optymistycznie, właściwie wcale. Brzmiałem na zmęczonego, zrezygnowanego, a wściekłości we mnie nie było, ale zaraz na powrót mogła się pojawić, jeśli panienka Degenhardt sobie życzyła. Przekręciłem jedynie oczami z lekkim podirytowaniem, żeby się... usprawiedliwić? W życiu! Może inaczej, zaoferować nietykalność w zamian za bycie kukłą. Coś w tym stylu. - Nie bój się. Już cię nie tknę, aby nic nie mów... Najlepiej nic nie rób. Ogólnie zapomnij, że cokolwiek miało tu miejsce. Tak będzie lepiej dla mnie i dla ciebie - odparłem rzeczowo, bo brzmiało to jak najbardziej sensownie w mojej głowie. Niech sobie rozpamiętuje tych innych kochanków, a ja... Jeśli chodziło o chude panienki, to tylko do kościanych dziwek, tak, tylko do nich się przyznam. Żadnej Persephony Degenhardt - pod tym kątem byłem dziewicą, a właściwie prawiczkiem.
Myślałem, czy sobie nie zapalić jeszcze z jednego papierosa, ale postanowiłem być jednak rozważnym. Gdybym spalił łódź, to poszlibyśmy na dno, a tego to ja raczej chciałem uniknąć. Jedyne na co sobie pozwoliłem, to wskoczenie pod kołderkę i... odwrócenie się do Persephony plecami. Zastanawiałem się, czy życzyć jej miłych snów, ale taka suka jak ona raczej nie lubiła czułych słówek.