12.12.2023, 23:25 ✶
To, co Leon zobaczył, nie było wcale pocieszające. Olivia widziała w płomieniach postać z niemowlęciem na ręku i koroną na głowie. Postać, która powinna napełnić ją przeświadczeniem, że ktoś pomoże przejść jej przez trudy losu, kto wesprze ją, gdy się potknie, gdy zwątpi. I naprawdę przez chwilę to czuła, pomyślała o Tristanie i uśmiechnęła się. Lecz uczucie szybko zniknęło, a zamiast niego pojawił się strach.
Strach, który szybko wypełnił jej płuca i ścisnął jak gąbkę. Jakby niewidzialna ręka chwyciła jej gardło, próbując wydusić z niej życie, wyrwać z jej wspomnień przeszłość. Poczuła okropny, psychiczny ból, gdy przypomniała sobie, że przed chwilą w płomieniach ujrzała niemowlę. Niemowlę, które ona miała trzymać na rękach. Dziecko półkrwi, niechciane przez ojca, porzucone, ale wyczekiwane przez nią. Dziecko, którego nie było dane jej donosić. Z oczu Olivii natychmiast pociekły strumienie łez.
Leon mógł zobaczyć w swojej wizji, że Olivia rzuca się do ucieczki, przepycha wśród ludzi, potyka o korzenie zapłakana, nie widząc dokąd biegnie. Ucieka do lasu, biegnie w stronę świstoklika, żeby opuścić Lithę, by znaleźć się z powrotem w Londynie. Że biegnie, mijając Dziurawy Kocioł, że biegnie dalej, do miejsca, w którym kiedyś znalazł ją ojciec, ze strzykawką, nieprzytomną, dławiącą się własnymi wymiocinami, wśród butelek taniego alkoholu. Widział też to, co zobaczyła w płomieniach, bo ona sama odtwarzała to teraz w głowie, w kółko i w kółko. Sama miała przed sobą obrazy pełne krwi i deformacji, białe szpitalne pościele splamione krwią, twarze uzdrowicieli, wycelowane w nią różdżki - wszystko to mieszało się z twarzami przerażonych rodziców i obrazami przeszłości. Leon widział butelki wódki, papierosy, skręty i zaplamiony materac gdzieś w kącie, wśród brudu niemytych od lat podłóg. Nie znał tego miejsca, ale wyglądało okropnie obrzydliwie.
Olivia jednak stała, nie mogąc w tej sekundzie się ruszyć. Łapała oddech, próbując wyrwać się przerażeniu, by spróbować rzucić się do ucieczki.
Strach, który szybko wypełnił jej płuca i ścisnął jak gąbkę. Jakby niewidzialna ręka chwyciła jej gardło, próbując wydusić z niej życie, wyrwać z jej wspomnień przeszłość. Poczuła okropny, psychiczny ból, gdy przypomniała sobie, że przed chwilą w płomieniach ujrzała niemowlę. Niemowlę, które ona miała trzymać na rękach. Dziecko półkrwi, niechciane przez ojca, porzucone, ale wyczekiwane przez nią. Dziecko, którego nie było dane jej donosić. Z oczu Olivii natychmiast pociekły strumienie łez.
Leon mógł zobaczyć w swojej wizji, że Olivia rzuca się do ucieczki, przepycha wśród ludzi, potyka o korzenie zapłakana, nie widząc dokąd biegnie. Ucieka do lasu, biegnie w stronę świstoklika, żeby opuścić Lithę, by znaleźć się z powrotem w Londynie. Że biegnie, mijając Dziurawy Kocioł, że biegnie dalej, do miejsca, w którym kiedyś znalazł ją ojciec, ze strzykawką, nieprzytomną, dławiącą się własnymi wymiocinami, wśród butelek taniego alkoholu. Widział też to, co zobaczyła w płomieniach, bo ona sama odtwarzała to teraz w głowie, w kółko i w kółko. Sama miała przed sobą obrazy pełne krwi i deformacji, białe szpitalne pościele splamione krwią, twarze uzdrowicieli, wycelowane w nią różdżki - wszystko to mieszało się z twarzami przerażonych rodziców i obrazami przeszłości. Leon widział butelki wódki, papierosy, skręty i zaplamiony materac gdzieś w kącie, wśród brudu niemytych od lat podłóg. Nie znał tego miejsca, ale wyglądało okropnie obrzydliwie.
Olivia jednak stała, nie mogąc w tej sekundzie się ruszyć. Łapała oddech, próbując wyrwać się przerażeniu, by spróbować rzucić się do ucieczki.