12.12.2023, 23:44 ✶
Dom Longbottomów był obozem wojskowym, gdzie niczego winne dzieciaki wyrywało się z dobrego snu i ciągnęło wczesnym rankiem, już-zaraz skoro świt, na treningi szermiercze. Z początku nie miałem pojęcia, co się najlepszego dzieje, póki nie skupiłem swojego wzroku na podnieconej wiją treningu Alice. Dla mnie to nie było jakieś wydarzenie stulecia, szczególnie że przy Alice to musiałem sie naprawdę skupić by nie wyjść na amatora, ale dla niej... Wiedziałem, że jej się spodoba ten pomysł, więc wybłagałem ciocię Brennę byśmy mogli razem w szermierkę, a teraz trochę tego żałowałem, ale trochę też czułem satysfakcję, bo się tak super cieszyła, tylko też nie musiała być aż tak brutalna z tym budzeniem.
Pacnąłem tyłkiem na podłogę, ale fakt faktem, że mnie to przebudziło skutecznie. Nie zamierzałem bardziej jej podpadać, a tym bardziej cioci Brennie, więc się czym prędzej ubrałem i zszedłem na śniadanie by mieć siłę walczyć, a tam było pełno Alice, pełno opowieści Alice i jej słów. Zażynała właśnie skrzatkę swoją osobą, ale nieźle dawała sobie radę. Trzymała się jeszcze na dwóch nogach, a ja uśmiechałem się pod nosem, sięgając ręką po tosta i ziewając przeciągle. Zasłoniłem przy tym usta, bo wychowany to ja byłem, ale zaspany, więc niestety nie mogłem się powstrzymać z drugim ziewnięciem.
- A ty nie jesz...? - zapytałem Alice, nieświadomy, że ona w te parę minut zdążyła wciągnąć całe śniadanie. A kto wie...? Może tak naprawdę zwleczenie się na dół zajęło mi więcej czasu aniżeli mógłbym się spodziewać? Cóż, nieistotne, bo wstałem i za chwilę będę mógł spełnić jedno z jej drobnych marzeń.
I choć to ja tu miałem z rana mniej energii i ledwo otwarte oczy, to właśnie Alice ponownie wylądowała na ziemi. Pomogłem jej wstać i nawet zamierzałem pomóc jej ze sznurówką, ale - oczywiście - była szybsza. Już chwilę później skakała w kierunku Brenny, a ja tylko patrzyłem oniemiały i odprowadzałem ją wzrokiem.
Dobra, Longbottom. Obudź się. Trzeba się nieco ożywić by nie dostać bęcek od dziewczyny. To by zakrawało o niezłą ujmę na honorze, zdecydowaną porażkę. Choć też nie chciałem by Alice przegrała, więc... Plan był taki, trzeba to było zrobić tak, że będę wygrywał za wszelką cenę, a potem świadomie pozwolę jej wygrać żeby była dumna i zadowolona, o!
- Dzień dobry, ciociu Brenno - przywitałem się z lekkim uśmiechem, poruszając swoimi nadgarstkami w ramach rozgrzewki. Alice to od rana dziesięciokrotnie zdążyła rozgrzać każdy mięsień swojego ciała, a ja... Ja rozgrzałem powieki, co by się nie zamykały. Zresztą, otworzyły się ożywione, kiedy zobaczyłem szpady. Miałem szansę na tym szkoleniu.
Pacnąłem tyłkiem na podłogę, ale fakt faktem, że mnie to przebudziło skutecznie. Nie zamierzałem bardziej jej podpadać, a tym bardziej cioci Brennie, więc się czym prędzej ubrałem i zszedłem na śniadanie by mieć siłę walczyć, a tam było pełno Alice, pełno opowieści Alice i jej słów. Zażynała właśnie skrzatkę swoją osobą, ale nieźle dawała sobie radę. Trzymała się jeszcze na dwóch nogach, a ja uśmiechałem się pod nosem, sięgając ręką po tosta i ziewając przeciągle. Zasłoniłem przy tym usta, bo wychowany to ja byłem, ale zaspany, więc niestety nie mogłem się powstrzymać z drugim ziewnięciem.
- A ty nie jesz...? - zapytałem Alice, nieświadomy, że ona w te parę minut zdążyła wciągnąć całe śniadanie. A kto wie...? Może tak naprawdę zwleczenie się na dół zajęło mi więcej czasu aniżeli mógłbym się spodziewać? Cóż, nieistotne, bo wstałem i za chwilę będę mógł spełnić jedno z jej drobnych marzeń.
I choć to ja tu miałem z rana mniej energii i ledwo otwarte oczy, to właśnie Alice ponownie wylądowała na ziemi. Pomogłem jej wstać i nawet zamierzałem pomóc jej ze sznurówką, ale - oczywiście - była szybsza. Już chwilę później skakała w kierunku Brenny, a ja tylko patrzyłem oniemiały i odprowadzałem ją wzrokiem.
Dobra, Longbottom. Obudź się. Trzeba się nieco ożywić by nie dostać bęcek od dziewczyny. To by zakrawało o niezłą ujmę na honorze, zdecydowaną porażkę. Choć też nie chciałem by Alice przegrała, więc... Plan był taki, trzeba to było zrobić tak, że będę wygrywał za wszelką cenę, a potem świadomie pozwolę jej wygrać żeby była dumna i zadowolona, o!
- Dzień dobry, ciociu Brenno - przywitałem się z lekkim uśmiechem, poruszając swoimi nadgarstkami w ramach rozgrzewki. Alice to od rana dziesięciokrotnie zdążyła rozgrzać każdy mięsień swojego ciała, a ja... Ja rozgrzałem powieki, co by się nie zamykały. Zresztą, otworzyły się ożywione, kiedy zobaczyłem szpady. Miałem szansę na tym szkoleniu.