Wiedząc, że dla Olivii problemem jest zrozumienie pełnych zdań, pokazywanych w języku migowym, Tristan ograniczył się prostych słów i swojej reakcji, robiąc minę pytającą. Chciał wiedzieć, czy jej rodzice są świadomi tego, że jedzie gdzieś na wycieczkę. Pamiętał, że nie byli pozytywnie nastawieni, aby gdziekolwiek ją puszczać poza Londyn. Nie samą. Miał prawo się martwić.
Przyjaciółka zapewniła go z uśmiechem, o dziwo z rozbawieniem. Zgodzili się. Wiedzą, że nie jedzie sama, ale z nim. Przyjacielem. Jej matka była u niego w księgarni? Ale nie on ją zapewne obsługiwał. Wiedział, że Olivia jest dorosła, ale mimo wszystko i tak martwił się. Gdy wspomniała o serii pytań ze strony swojej rodzicielki, z instrukcją jak ma się zachowywać, chyba w sercu i mózgu zabił mu alarm. Chyba nie biorą go za jej… chłopaka? Często rodzice na kolegów, przyjaciół z męskiego grona, zasypują swoje córki różnymi pytaniami. Najbardziej chyba obawiał się reakcji na swoje pochodzenie. Czy wiedzieli, że przyjaciel ich córki jest mugolakiem?
Olivia starała się go uspokoić, zapewnić żeby się nie martwił. Że jadą się zabawić. Pokręcił głową w odpowiedzi na jej pytanie, że nie zdarzyło się aby kiedykolwiek złamała daną mu obietnicę. Bo to była prawda. Kiedy objęła jego rękę, uniemożliwiła mu trochę używania jednej z nich do używania języka migowego. Przy niektórych słowach, potrzebne były dwie dłonie. Musiał jej zaufać. Choć miał nadal obawy. Nie miną one szybko, póki nie będzie miał pewności, że faktycznie będzie bezpiecznie. Uśmiechnął się rozbawiony jej wzmianką o trollach. Mają być tylko zagadki. Oby.
Bycie na celowniku śmierciożerców, nie było takie samo jak stanie się ofiarą przypadkową. Tristan cudem przeżył spotkanie z nimi, które skończyło się okaleczeniem jego umysłu i ciała. Przeżył, bo nie pozwolili mu umrzeć. Ale sprawili, że myśli samobójcze same do niego wracały. Gdyby nie Olivia, jej uśmiech, pomysły i wspólne spędzanie czasu. Dożyłby dzisiejszego dnia?
Oczekiwany autobus przyjechał. Jeżeli potrzebowała pomocy w przeliczeniu monet za bilety, pomógł jej z tym, ale za siebie zapłacił sam. Żeby było sprawiedliwie. Zajęli wolne miejsca obok siebie. Słysząc jej pytanie, pokręcił głową, że nie jest zmęczony. Wolałby nawet nie myśleć o drzemkach w transporcie publicznym. Jego czujne oczy, wolały obserwować otoczenie. Nie miał nic przeciwko temu, żeby Olivia się zdrzemnęła. Tak się też stało, kiedy poczuł jej głowę na swoim ramieniu. Uśmiechnął się do niej czule. Wyglądała ładnie, kiedy tak drzemała. Nie miał serca jej budzić. Przesiedział całą drogę, choć nie wiedział gdzie powinni wysiąść. A ona mu nie powiedziała. Tak, to pilnowałby przystanków.
Quirke przebudziła się, kiedy dojeżdżali do końcowego przystanku. Tristan w odpowiedzi tylko się uśmiechnął, ale też kiwnął głową potwierdzająco. Zdarza się, że jak droga jest dobrze przejezdna i pasażerów nie ma za wielu, można dotrzeć szybko na miejsce docelowe.
Wysiedli. Tristan rozejrzał się, gdzie wylądowali. Tereny leśne i uprawne, po przeciwnych stronach. Jak dobrze, że jest to w ciągu dnia, a nie w nocy. Ward spojrzał na mapę, jaką wyciągnęła jego przyjaciółka. Przyjrzał się punktowi na mapie, a po chwili na teren przed nimi, jakby kalkulował czas przejścia. Nie miał jednak pojęcia ile go mają, aby zdążyć na nie wiadomo co. Kiwnął głową znacznie, zachęcając do tego, aby ruszyli w drogę. Swój plecak miał na plecach, jej wziął do ręki. Chyba że chciała go nosić sama, to pomógł jej go założyć. Weszli razem w las, podążając ścieżką na mapie.