13.12.2023, 04:41 ✶
Liście paproci zafalowały na jej głowie, kiedy w pierwszym odruchu zgięła się, dukając szybko w kierunku Septimy wszelkie zatroskane przepraszajki. Jeszcze przed chwilą czuła, jak wszystko miało być absolutnie dobrze i po trochu wciąż obejmował ją ten stan, ale teraz nieco zniekształcił się, kiedy w jej serce zakradły się małe wątpliwości wynikające głównie z tego, jaką okropną gapą potrafiła czasem być.
Cokolwiek też sobie do Septimy mówiła, ta wydawała jej nie słuchać jej absolutnie, podążając spojrzeniem nie na zatroskaną Crawley, a gdzieś dalej, po trawie i w kierunku ogniska. Pewnie ktoś mógłby uznać to za absurdalnie niegrzeczne i będące świadectwem tego, że Ollivander niewiele interesowały przeprosiny czy sama osoba Dory, ale sama zainteresowana miała na ten temat dokładnie zero przemyśleć, zwyczajnie podążając spojrzeniem w ślad za wzrokiem Timmy. Między źdźbłami traw, po ziemi i otworzyła oczy nieco szerzej, kiedy zdała sobie sprawę, co się po niej turla. Te puste dłonie kobiety, które wyglądały jakby coś przed chwilą trzymały, faktycznie jeszcze parę uderzeń serca były zajęte, a teraz wyciągały się w pośpiechu za zgubą, która radośnie, jak gdyby nigdy nic, podążała w kierunku roztańczonych, podskakujących gorliwie ku górze płomieni ogniska.
- Przepraszam! - wrzuciła z siebie znowu Dora, tym razem już nieco bardziej panicznie, bo przecież w życiu nie chciała być powodem dla czyjegoś smutku i rozczarowania, a do takich pewnie można było zaliczyć zgubienie drewnianej bransolety w płomieniach.
Płomienie tańczyły i czarowały, ale Crawley wyciągnęła ręce zdecydowanie, chcąc naprędce spleść zaklęcie, które przyciągnęłoby bransoletkę do jej ręki i uchroniły ją od spopielenia się wewnątrz ogniska.
ja, as translokacji, rzucam na to czy bransoletka do mnie wróci
Cokolwiek też sobie do Septimy mówiła, ta wydawała jej nie słuchać jej absolutnie, podążając spojrzeniem nie na zatroskaną Crawley, a gdzieś dalej, po trawie i w kierunku ogniska. Pewnie ktoś mógłby uznać to za absurdalnie niegrzeczne i będące świadectwem tego, że Ollivander niewiele interesowały przeprosiny czy sama osoba Dory, ale sama zainteresowana miała na ten temat dokładnie zero przemyśleć, zwyczajnie podążając spojrzeniem w ślad za wzrokiem Timmy. Między źdźbłami traw, po ziemi i otworzyła oczy nieco szerzej, kiedy zdała sobie sprawę, co się po niej turla. Te puste dłonie kobiety, które wyglądały jakby coś przed chwilą trzymały, faktycznie jeszcze parę uderzeń serca były zajęte, a teraz wyciągały się w pośpiechu za zgubą, która radośnie, jak gdyby nigdy nic, podążała w kierunku roztańczonych, podskakujących gorliwie ku górze płomieni ogniska.
- Przepraszam! - wrzuciła z siebie znowu Dora, tym razem już nieco bardziej panicznie, bo przecież w życiu nie chciała być powodem dla czyjegoś smutku i rozczarowania, a do takich pewnie można było zaliczyć zgubienie drewnianej bransolety w płomieniach.
Płomienie tańczyły i czarowały, ale Crawley wyciągnęła ręce zdecydowanie, chcąc naprędce spleść zaklęcie, które przyciągnęłoby bransoletkę do jej ręki i uchroniły ją od spopielenia się wewnątrz ogniska.
ja, as translokacji, rzucam na to czy bransoletka do mnie wróci
Rzut O 1d100 - 39
Akcja nieudana
Akcja nieudana
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.