13.12.2023, 06:01 ✶
Lyssa nie raz, nie dwa, za to nieobecne spojrzenie dostawała burę. Wyrzuty robiła jej tak samo matka, jak i jej nauczyciele, czy zniesmaczone koleżanki w szkolnym dormitorium, kiedy była obecna z nimi tylko ciałem, duchem błądząc gdzieś w niebycie, zamiast słuchać najświeższych ploteczek z korytarzy. Czasem nawet nie wiedziała o czym tak dokładnie myślała, bo wszystko zdawało się napływać falami i wręcz całkiem ją zalewać.
- Cóż... - czasem łapała się na tym, a nawet bardzo często, że nie wiedziała na ile szczerości może, albo powinna zdobyć się w jego obecności. Spędzili już ze sobą całkiem sporo czasu, ale wciąż odnosiła czasem wrażenie, że źle postawiony krok mógłby Vakela wyrzucić na zupełnie nową orbitę jeśli chodziło o poziom szeroko pojmowanego dramatyzmu. Może krył się gdzieś za tym jakiś podstęp, ale Lyssa dość szybko nawet zdecydowała się, czy faktycznie tego chce. - W sumie to tak - odpowiedziała więc, uśmiechając się do niego lekko, może nawet trochę przepraszająco, jakby mimo wszystko czuła, że wykręca się od jakiejś narzuconej jej powinności.
- Nie sądzę, że to temat jest problemem - rzuciła pod nosem, bardziej do siebie, niż do ojca, oglądając się za nim, jak na moment opuszcza pomieszczenie, tylko po to, żeby zaraz wrócić i zakomunikować jej, że herbata niedługo będzie gotowa.
Pochyliła się do przodu, opierając łokcie o blat stołu, przy którym siedziała, a brodę składając na dłoniach. Przez moment myślała, przygryzając od wnętrza policzki i patrząc to na niego, to na jeszcze przed chwilą zapisywaną tablicę.
- Sztuka? Secesja jest całkiem przyjemna. Nawet myślałam, czy nie zapisać się do "Muzy". Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - przekrzywiła lekko głowę, uśmiechając się przy tym delikatnie, w głębi ducha prosząc o to, by jej właśnie nie powiedział, że absolutnie się na to nie zgadza.
- Ale tak oprócz tego, to sobie pomyślałam, czy oprócz twierdzenia Jeansa moglibyśmy porobić coś innego? Nie wiem czy to można by to nazwać nauką, ale chyba chciałabym lepiej zrozumieć widmowidzenie? Nie wiem na czym mogłabym bezpiecznie poćwiczyć... - urwała, nieco niepewnie. Kiedy pierwszy raz zaczerpnęła swojego daru, wzięło ją to absolutnie z zaskoczenia. Było to uczucie niezwykle obce i wręcz alienujące, a Lyssa przez dłuższy czas zwyczajnie oswajała się z myślą, by lepiej się z tą sztuką zaznajomić. Biorąc jednak pod uwagę, że były ona powodem, przez którego ojca w ogóle odnalazła, jakaś część niej zwyczajnie wzbraniała się przez działaniem na własną rękę. Nie chciała zobaczyć nic, czego nie powinna. Nie teraz, kiedy mimo wszystko tak chciała jego aprobaty i też zwyczajnie mając w pamięci reakcję matki, która zwyczajnie zadowolona nie była.
- Cóż... - czasem łapała się na tym, a nawet bardzo często, że nie wiedziała na ile szczerości może, albo powinna zdobyć się w jego obecności. Spędzili już ze sobą całkiem sporo czasu, ale wciąż odnosiła czasem wrażenie, że źle postawiony krok mógłby Vakela wyrzucić na zupełnie nową orbitę jeśli chodziło o poziom szeroko pojmowanego dramatyzmu. Może krył się gdzieś za tym jakiś podstęp, ale Lyssa dość szybko nawet zdecydowała się, czy faktycznie tego chce. - W sumie to tak - odpowiedziała więc, uśmiechając się do niego lekko, może nawet trochę przepraszająco, jakby mimo wszystko czuła, że wykręca się od jakiejś narzuconej jej powinności.
- Nie sądzę, że to temat jest problemem - rzuciła pod nosem, bardziej do siebie, niż do ojca, oglądając się za nim, jak na moment opuszcza pomieszczenie, tylko po to, żeby zaraz wrócić i zakomunikować jej, że herbata niedługo będzie gotowa.
Pochyliła się do przodu, opierając łokcie o blat stołu, przy którym siedziała, a brodę składając na dłoniach. Przez moment myślała, przygryzając od wnętrza policzki i patrząc to na niego, to na jeszcze przed chwilą zapisywaną tablicę.
- Sztuka? Secesja jest całkiem przyjemna. Nawet myślałam, czy nie zapisać się do "Muzy". Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - przekrzywiła lekko głowę, uśmiechając się przy tym delikatnie, w głębi ducha prosząc o to, by jej właśnie nie powiedział, że absolutnie się na to nie zgadza.
- Ale tak oprócz tego, to sobie pomyślałam, czy oprócz twierdzenia Jeansa moglibyśmy porobić coś innego? Nie wiem czy to można by to nazwać nauką, ale chyba chciałabym lepiej zrozumieć widmowidzenie? Nie wiem na czym mogłabym bezpiecznie poćwiczyć... - urwała, nieco niepewnie. Kiedy pierwszy raz zaczerpnęła swojego daru, wzięło ją to absolutnie z zaskoczenia. Było to uczucie niezwykle obce i wręcz alienujące, a Lyssa przez dłuższy czas zwyczajnie oswajała się z myślą, by lepiej się z tą sztuką zaznajomić. Biorąc jednak pod uwagę, że były ona powodem, przez którego ojca w ogóle odnalazła, jakaś część niej zwyczajnie wzbraniała się przez działaniem na własną rękę. Nie chciała zobaczyć nic, czego nie powinna. Nie teraz, kiedy mimo wszystko tak chciała jego aprobaty i też zwyczajnie mając w pamięci reakcję matki, która zwyczajnie zadowolona nie była.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.