19.11.2022, 20:41 ✶
Próbował słuchać Brenny i powstrzymać łzy w tym samym momencie, oddychanie wydawało się teraz najtrudniejszą rzeczą, jaką mógł sobie wyobrazić, ale powoli wypuścił powietrze pozwalając kolejnym łzom płynąć, zmoczyć materiał i tak przesiąkniętej poranną, wiosenną wilgocią bluzy.
Dotyk ciepłych dłoni na swoich skostniałych, zmarzniętych i dygoczących z emocji był tak samo kojący jak komfortowa atmosfera domu; uspokajał na chwilę, pozwalał zebrać myśli, zatrzymać wodospad łez, który czaił się za kanalikami i czekał tylko na kolejne uderzenie fali emocji.
Popełnił tyle błędów, był tak nierozważny i lekkomyślny. Każda z tych myśli nie pozwalała mu poddać się rozpaczy, trzymała go na baczności i prawdopodobnie sprawiła też, że wciąż żył i wykonał logiczne akcje zamiast dać ponieść się emocjom. Dopiero, gdy przekroczył próg posiadłości Longbottomów zaczął walczyć ze zmęczeniem, wcześniej wydawało się ono jedynie muchą latającą wokół słodyczy w bardzo ciepły dzień; irytowało, dało się je zauważyć, ale było do odgonienia, nie zwalało z nóg i nie sprawiało, że wydawały się one jak z waty.
Skinął jedynie głową na jej słowa, nie chciał, aby ktokolwiek mu współczuł, aby komukolwiek było przykro. Czuł się wystarczajaco winny w całej tej sytuacji, a wina bardzo szybko przekształcała się w złość i chęć odwetu.
- Nie byłem taki pewien na początku, czy w ogóle powinienem, ale przyjście tutaj wydawało się najlogiczniejszą opcją. Taką, w której niczyje inne życie nie będzie narażone. Chociaż to też może egoistyczne z mojej strony, tak uważać... - bąknął, bo udało mu się opanować płacz i doprowadzić struny głosowe do stanu używalności. Uciął ostatnie zdanie, bo nie chciał, aby emocje, które w nim buzowały wylały się na zewnątrz tak samo jak chwile temu zrobił to ciepłe, słone łzy.
Bez chwili zawahania ruszył do kuchni, nieprzejęty panującym w niej bałaganem. Właściwie nawet nie zwrócił na niego uwagi, mieszkanie brata, gdy w nim przebywał, było zazwyczaj podobnie zagracone, dopóki cierpliwość Fineasa się nie skończyła i wykopywał go za próg, stwierdzając, że pora wynieść śmieci i zrobić regularne uprzątnięcie. Uśmiechnął się pod nosem, dość smutno, na samo wspomnienie dość częstego żartu robionego przez brata, ale zaraz uciął tę myśl, nie chcąc, aby doprowadziła go ona do kolejnych, przyjemnych wspomnień, jakie miał ze starszym mężczyzną.
Zajął krzesło przy stole kładąc torbę obok niego, dość blisko nóg, w taki sposób jakby zaraz miał ją podnieść i wybiec z pomieszczenia. Zrobił to raczej podświadomie. Całą noc musiał tułać się po dziwnych lokalizacjach, przeciskać się przez ciemne zaułki i znajdywać drogę na oślep. Ale żył. Powinien być wdzięczny, ze jeszcze oddycha, a nie narzekać na zmęczenie, skarcił się w myślach i spojrzał na Longbottom.
- Nie. Wszyscy mieli maski. - parsknął pod nosem wyrażając pogardę jaką darzył całą tę zgraję tchórzy. Skoro tak bardzo chcieli walczyć o 'jedyny, poprawny' porządek świata to mogli to robić jawnie, bez całej tej farsy. Czuł jak złość wzrasta z każda, kolejną myślą, więc przygryzł wnętrze policzka - Żadne z nich nie ma wystarczająco jaj, aby wykrzykiwać takie zaklęcia pokazując innym swoją twarz, ale myślę, że po głosie mógłbym ich poznać. - dodał, bo mimo, że nie pracował w tym samym departamencie co Brenna, to jako Amnezjator zdawał sobie sprawę w jaki sposób wyglądały śledztwa i jakie odpowiedzi i szczegóły mogłyby być pomocne - banda tchórzy i hipokrytów. - mruknął, już ciszej, pod nosem, widać było, że powstrzymuje się od rantu na ten temat i, że flaki przewracają mu się w żołądku na samo nawet wspomnienie. Przekuwał rozpacz i stratę w złość, nie chciał opłakiwać brata i byłej dziewczyny, chciał coś zdziałać, aby ich śmierć nie była na marne.
Rozpiął suwak bluzy ukazując biała koszulę, teraz wygniecioną i ubrudzoną w niektórych miejscach, krawat luźno spinał kołnierz tak, że ten nie był pod szyją.
- Zaprosiłaś Christe na bal. Mieliśmy na nim być - powiedział jeszcze, tłumacząc swój aktualny ubiór - Nie miałem jak skontaktować się z Heather i Cameronem, żeby powiedzieć, ze mnie nie będzie. Obawiam się, że mogą mnie szukać, a mieszkanie mojego brata, gdzie zazwyczaj przesiadywałem, nie jest aktualnie najbezpieczniejszym miejscem. Tak samo jak pokój, który wynajmowała Christie. - nie wiedział, co z tym zrobić, więc spojrzał na Brennę z nadzieją, że to ona da mu odpowiedź albo chociaż podsunie kierunek, w którym miałby działać.
Dotyk ciepłych dłoni na swoich skostniałych, zmarzniętych i dygoczących z emocji był tak samo kojący jak komfortowa atmosfera domu; uspokajał na chwilę, pozwalał zebrać myśli, zatrzymać wodospad łez, który czaił się za kanalikami i czekał tylko na kolejne uderzenie fali emocji.
Popełnił tyle błędów, był tak nierozważny i lekkomyślny. Każda z tych myśli nie pozwalała mu poddać się rozpaczy, trzymała go na baczności i prawdopodobnie sprawiła też, że wciąż żył i wykonał logiczne akcje zamiast dać ponieść się emocjom. Dopiero, gdy przekroczył próg posiadłości Longbottomów zaczął walczyć ze zmęczeniem, wcześniej wydawało się ono jedynie muchą latającą wokół słodyczy w bardzo ciepły dzień; irytowało, dało się je zauważyć, ale było do odgonienia, nie zwalało z nóg i nie sprawiało, że wydawały się one jak z waty.
Skinął jedynie głową na jej słowa, nie chciał, aby ktokolwiek mu współczuł, aby komukolwiek było przykro. Czuł się wystarczajaco winny w całej tej sytuacji, a wina bardzo szybko przekształcała się w złość i chęć odwetu.
- Nie byłem taki pewien na początku, czy w ogóle powinienem, ale przyjście tutaj wydawało się najlogiczniejszą opcją. Taką, w której niczyje inne życie nie będzie narażone. Chociaż to też może egoistyczne z mojej strony, tak uważać... - bąknął, bo udało mu się opanować płacz i doprowadzić struny głosowe do stanu używalności. Uciął ostatnie zdanie, bo nie chciał, aby emocje, które w nim buzowały wylały się na zewnątrz tak samo jak chwile temu zrobił to ciepłe, słone łzy.
Bez chwili zawahania ruszył do kuchni, nieprzejęty panującym w niej bałaganem. Właściwie nawet nie zwrócił na niego uwagi, mieszkanie brata, gdy w nim przebywał, było zazwyczaj podobnie zagracone, dopóki cierpliwość Fineasa się nie skończyła i wykopywał go za próg, stwierdzając, że pora wynieść śmieci i zrobić regularne uprzątnięcie. Uśmiechnął się pod nosem, dość smutno, na samo wspomnienie dość częstego żartu robionego przez brata, ale zaraz uciął tę myśl, nie chcąc, aby doprowadziła go ona do kolejnych, przyjemnych wspomnień, jakie miał ze starszym mężczyzną.
Zajął krzesło przy stole kładąc torbę obok niego, dość blisko nóg, w taki sposób jakby zaraz miał ją podnieść i wybiec z pomieszczenia. Zrobił to raczej podświadomie. Całą noc musiał tułać się po dziwnych lokalizacjach, przeciskać się przez ciemne zaułki i znajdywać drogę na oślep. Ale żył. Powinien być wdzięczny, ze jeszcze oddycha, a nie narzekać na zmęczenie, skarcił się w myślach i spojrzał na Longbottom.
- Nie. Wszyscy mieli maski. - parsknął pod nosem wyrażając pogardę jaką darzył całą tę zgraję tchórzy. Skoro tak bardzo chcieli walczyć o 'jedyny, poprawny' porządek świata to mogli to robić jawnie, bez całej tej farsy. Czuł jak złość wzrasta z każda, kolejną myślą, więc przygryzł wnętrze policzka - Żadne z nich nie ma wystarczająco jaj, aby wykrzykiwać takie zaklęcia pokazując innym swoją twarz, ale myślę, że po głosie mógłbym ich poznać. - dodał, bo mimo, że nie pracował w tym samym departamencie co Brenna, to jako Amnezjator zdawał sobie sprawę w jaki sposób wyglądały śledztwa i jakie odpowiedzi i szczegóły mogłyby być pomocne - banda tchórzy i hipokrytów. - mruknął, już ciszej, pod nosem, widać było, że powstrzymuje się od rantu na ten temat i, że flaki przewracają mu się w żołądku na samo nawet wspomnienie. Przekuwał rozpacz i stratę w złość, nie chciał opłakiwać brata i byłej dziewczyny, chciał coś zdziałać, aby ich śmierć nie była na marne.
Rozpiął suwak bluzy ukazując biała koszulę, teraz wygniecioną i ubrudzoną w niektórych miejscach, krawat luźno spinał kołnierz tak, że ten nie był pod szyją.
- Zaprosiłaś Christe na bal. Mieliśmy na nim być - powiedział jeszcze, tłumacząc swój aktualny ubiór - Nie miałem jak skontaktować się z Heather i Cameronem, żeby powiedzieć, ze mnie nie będzie. Obawiam się, że mogą mnie szukać, a mieszkanie mojego brata, gdzie zazwyczaj przesiadywałem, nie jest aktualnie najbezpieczniejszym miejscem. Tak samo jak pokój, który wynajmowała Christie. - nie wiedział, co z tym zrobić, więc spojrzał na Brennę z nadzieją, że to ona da mu odpowiedź albo chociaż podsunie kierunek, w którym miałby działać.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you