Vespera nadal czuła obawy przed posiadaniem dziecka. Na pewno na razie nie myślała o następny, najpierw chciała skupić się na tym, aby urodzić chociaż jedno. Podziwiała Imogen, że dała radę urodzić trójkę dzieci, ale naprawdę ją samą przerażało rodzenie. Bała się tego, co też zrobi to z jej ciałem, bała się tego, że nie zniesie noszenia życia pod sercem. Ona to życie odbierała, a nie dawała, prawda? Zawsze czuła się jak pająk, który atakował z ukrycia, gnębił i dręczył, a teraz miała bawić się w matkę i kochaną żonę. O ile to drugie było możliwe, że naprawdę ceniła sobie Perseusa i to jaki był, to bycie matką było czymś gorszym w jej wyobrażeniach niż spotkanie Czarnego Pana. Może była to kwestia braku doświadczenia, może kwestia tego, że bała się małych dzieci, może to, że nigdy nie potrafiła sobie siebie wyobrazić jako matki. Nikomu nie mówiła o swoich wątpliwościach, nikomu się z tego nie zwierzała, nie miała też czasu, aby porozmawiać o tym z Augustusem. Był ojcem trójki dzieci, może by jej pomógł, ale widziała, że ten miał swoje problemy na głowie, większą presję od niej, więc upadała w swoich myślach, w wyobrażaniu sobie tego, co najgorsze. Licząc w głębi serca, że jednak to nie będzie takie straszne. Nie chciała też zawieść oczekiwań Blacka, bo widziała jak on bardzo cieszył się z tego, że będzie miał z nią dziecko. Na samą myśl żołądek jej się kurczył, ale dzisiejszy dzień, wianek na głowie, wizja rydwanu w płomieniach sprawiał, że te myśli nie były aż tak natrętne, że głowa próbowała ją uspokajać, że wszystko będzie dobrze, więc na ustach nawet tlił się szczery, enigmatyczny uśmiech, a oczy patrzyły nawet z dozą przychylności do otaczającego ją świata. Czasem spojrzała z pogardą na jakieś osoby, które nie pasowały do jej otoczenia, ale starała się skupić na swoim narzeczonym.
Zauważyła dziwną zmianę w zachowaniu Perseusa, ale nie starała się go teraz ciągnąć za język, nie chciała tworzyć niepotrzebnych nieporozumień, czy też kłótni w takim miejscu. Ciężkie rozmowy zazwyczaj powinny odbywać się w domu, a nie wśród obcych ludzi, którzy mogą opacznie zinterpretować zasłyszane przypadkiem słowa. Aktualnie nie chciała skandali, kiedyś na nich żyła, ale teraz? Teraz wolała nie ryzykować tym, że ktoś dowie się o jej sytuacji, o jej występku i tak była na językach ludzi z powodu tego, że Perseus tak szybko znalazł sobie nową kobietę.
– Nasze losy naprawdę się w takim razie łączą, bo mnie też czeka podróż – odparła i spojrzała na niego jakby próbując wyczytać z niego jego myśli.
– Weźmiemy jedzenie i pod namioty? – zapytała rozglądając się po straganach. – Ja chyba bym chciała zjeść coś lżejszego, póki nie mam mdłości. Nie chciałabym tutaj… – spojrzała na niego mając nadzieję, że zrozumie. W ostatnim czasie coraz mniej czuła się źle, a częściej przychodziły dni kiedy potrafiła normalnie żyć. Rano jedynie czuje się podle, ale szybko jej mija. Miała nadzieję, że będzie lepiej.