Nie była głupia i od początku wiedziała, że coś tutaj kombinują. Że działo się coś, co nie jest mówione na głos – Ginny podejrzewała, że chodzi o coś nielegalnego w Anglii, ale mało ją to obchodziło tak długo, jak nikomu nie działa się krzywda. Uśmiechała się więc i nic nie mówiła – ale swoje wiedziała, bo jak to jej Cathal powiedział, „pewne badania” wskazywały, że filarów faktycznie było siedem i że ten ostatni powinien znajdować się pod ziemią. Jej pytanie było więc zupełnie nieprzypadkowe. Jak chcieli się bawić w te podchody, to proszę bardzo – nie wiedziała tylko, czy to Cathal sam prowadził te „badania”, czy byli w to zamieszani inni, a jeśli tak – to ile osób.
– Ale wiesz jak to mówią… Od przybytku głowa nie boli – odpowiedziała spokojnie Lecie. Z drugiej strony było też powiedzenie, że co za dużo to niezdrowo, czy jakoś tak? Czego się Ginevra nauczyła w pracy z egipskimi zabezpieczeniami to tego, że nigdy nie można było mieć pewności, że zabezpieczeń było „już dość”.
– Co to dokładnie te diabelskie sidła? – zapytała w końcu, bo wszyscy tu wiedzieli, o czym mowa, a ona tak… nie do końca. Znaczy kojarzyła, że roślina, ale na tym jej wiedza mogłaby się skończyć. Pomału nadrabiała braki, już sobie zanotowała, że powinna poprosić babcię o jakieś podręczniki i poczytać to i owo, żeby się tak nie dziwić następnym razem. Bo oczywiście będzie następny raz… prawda? Zwisanie jak szynki było na tyle obrazowe w głowie Guinevere, że po prostu musiała się zapytać.
– Wiem, oglądałam jeden – poszła tam na wszelki wypadek z Nell i Cathalem, by zobaczyć miejsce ze swojej wizji; wsparcie było pożądane, biorąc pod uwagę, co się działo przy zwykłych papierach. Na szczęście filar niczego w niej nie wywołał. – Cathal mówił, że pewne badania wskazują, że siódmy jest w podziemiach – dodała. Zrobiła nacisk na dwa słowa, ale w gruncie rzeczy nie miała zielonego pojęcia, co one znaczą.
Duch, tak? Rzeczywiście Jamil by się przydał, ale zdaje się, że chwilowo był nieosiągalny. A może to o co inne chodziło, dlatego Shafiq nie wziął go ze sobą?
– Mogę wam o Jamilu co nieco poopowiadać, jak chcecie – odezwała się z końca tego pochodu. Powinna być poważna, znajdowali się właśnie pod ziemią i mieli zrobić rekonesans, ale gdy tak Nell się odpaliła na dość niewinne pytanie Lety, to aż… niemogłasiepowstrzymać. To znaczy mogła… ale nie chciała. Próbowała za to się nie uśmiechać złośliwie i gdyby któreś się teraz odwróciło, żeby na nią spojrzeć, to byłoby po niej widać, jak bardzo kobieta ze sobą walczy i że to naprawdę trudna walka. – Trudno go było upilnować w szkole, wiecie, ile razy lądował na dywaniku u opiekuna i maszerował grzecznie na szlaban?
Cathal zapalił różdżkę, zaś Ginevra mocniej ścisnęła swoją, a jej oczy w mig zmieniły się z ludzkich w kocie, by łatwiej wyłapywać wszelkie poruszenie – kocie oczy były na to wyczulone, tak jak na detale otoczenia, nie mówiąc o tym, ze zdecydowanie lepiej widziały w ciemności. Przecisnęła się przez tunel jako ostatnia, pilnując, by nic nie stało się tej drewnianej torbie, którą miała ze sobą. Bardzo szybko dostrzegła ruch na końcu korytarza, ten od rośliny.
– Całkiem sporo tego – powiedziała po chwili, świadoma, ze zapewne widzi lepiej od całej reszty.