14.12.2023, 02:46 ✶
Po takich rzeczach w ciele jeszcze długo pozostawało napięcie. Dla Aveliny to była pewnie zapewne nowość, a dla Crowa stanowiła smutną, szarą codzienność. Tak, wszyscy, widząc ludzi jego pokroju, takich emanujących złą energią, atakujących utarte schematy słowem, gestem, ubiorem, nawet fryzurą... spodziewali się ludzi nieczułych, potrafiących wyłączyć w sobie empatię albo w ogóle jej nie posiadający, ale jeżeli tak było, on stanowił wśród nich wyjątek. Był żywiołowy, czuł o wiele za dużo, potrafił zrobić coś wbrew własnym zasadom, bo się za bardzo spił lub najzwyczajniej w świecie zdenerwował, ale generalnie nie był aż tak zły. Może bardziej - był zły, ale nie w ten przerysowany sposób. Daleko mu było od czarnych charakterów z powieści czytanych do poduszki - łączyła ich zagmatwana przeszłość prowadząca do przynajmniej częściowego upadku, ale nie bycie potworem.
Adrenalina opadała. Tych ludzi nie było już w środku, a on wciąż stał na środku pomieszczenia i oddychał głęboko, próbując uspokoić walące serce i te fale przelewających się przez niego emocji. Zaciskanie palców na czyjejś skórze w celu zrobienia mu krzywdy, zadawanie mu ciosów - potrafił to robić tak dobrze, a jednocześnie nosiło to wielki ciężar w jego postrzeganiu samego siebie.
Spojrzał na Avelinę, sięgnął do swojej kieszeni po fajki i wykonał niemy gest, jakby chciał zapytać „mogę?” w sensie zapalenia papierosa w środku, ale nie zdążył otworzyć paczki, a dziewczyna znalazła się tuż przy nim. Kompletnie tym zmieszany, nie wiedział, jak w pierwszej chwili zareagować, więc dał się jej pociągnąć na to zaplecze, pocierając palcami zakrwawioną twarz i chowając papierosy tam gdzie były.
- Wiesz, że mogę wytrzeć się sam? - Zapytał, śmiejąc się. Zdawał sobie sprawę z tego, na jak odklejonego musiał wychodzić, jeżeli śmiał się po czymś takim, ale to przecież wizerunek, który był mu na rękę. Mimo wszystko dał jej to zrobić, rozkraczając się na tym krześle, jakby potrzebował stale zajmować możliwie jak największą przestrzeń. - Dzięki za fatygę, ale nie. - Odmówił przyjęcia od niej jakiegokolwiek specyfiku. Delikatnie. Nie zamierzał jednak dać się przekonać. - Czujesz się ok? - Znów na nią spojrzał i drugi raz wyciągając z kieszeni fajki. Tym swoim spojrzeniem znów pytał - czy może? Bo w gruncie rzeczy mógł sobie stąd iść. Nie musiał znajdować się w środku, żeby obserwować czy nie wrócą.
Adrenalina opadała. Tych ludzi nie było już w środku, a on wciąż stał na środku pomieszczenia i oddychał głęboko, próbując uspokoić walące serce i te fale przelewających się przez niego emocji. Zaciskanie palców na czyjejś skórze w celu zrobienia mu krzywdy, zadawanie mu ciosów - potrafił to robić tak dobrze, a jednocześnie nosiło to wielki ciężar w jego postrzeganiu samego siebie.
Spojrzał na Avelinę, sięgnął do swojej kieszeni po fajki i wykonał niemy gest, jakby chciał zapytać „mogę?” w sensie zapalenia papierosa w środku, ale nie zdążył otworzyć paczki, a dziewczyna znalazła się tuż przy nim. Kompletnie tym zmieszany, nie wiedział, jak w pierwszej chwili zareagować, więc dał się jej pociągnąć na to zaplecze, pocierając palcami zakrwawioną twarz i chowając papierosy tam gdzie były.
- Wiesz, że mogę wytrzeć się sam? - Zapytał, śmiejąc się. Zdawał sobie sprawę z tego, na jak odklejonego musiał wychodzić, jeżeli śmiał się po czymś takim, ale to przecież wizerunek, który był mu na rękę. Mimo wszystko dał jej to zrobić, rozkraczając się na tym krześle, jakby potrzebował stale zajmować możliwie jak największą przestrzeń. - Dzięki za fatygę, ale nie. - Odmówił przyjęcia od niej jakiegokolwiek specyfiku. Delikatnie. Nie zamierzał jednak dać się przekonać. - Czujesz się ok? - Znów na nią spojrzał i drugi raz wyciągając z kieszeni fajki. Tym swoim spojrzeniem znów pytał - czy może? Bo w gruncie rzeczy mógł sobie stąd iść. Nie musiał znajdować się w środku, żeby obserwować czy nie wrócą.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.