- Mówię kiedy trzeba, jak nie trzeba to nie mówię. - Miała ochotę znowu kopnąć Flynna w łydkę, bo dzisiaj zdecydowanie miała go dość. Niby próbował jej pomóc, tyle, że wyszło jak zawsze i wszystko się jeszcze bardziej zjebało przez ten jego cudowny występ. - Nie zajebałam mu portfela, on my wypadł, nie widziałeś? - Oczywiście nie zamierzała wziąć winy na siebie, przy tym trzecim typie, który stał przed nimi w całym umundurowaniu. Dopóki nie złapali jej za rękę, nie będzie mówiła, że to jej ręka i tyle.
Fiery też nie do końca wiedziała o co chodzi między Flynnem, a tym aurorem, zdecydowanie się znali, tyle, że no właśnie, zupełnie nie umiała odczytać tego, co ich łączyło. W sumie nie jej sprawa, chociaż teraz trochę tak, bo najwyraźniej miało ich to uratować przed wylądowaniem na dołku, co jednak było raczej plusem tej całej pojebanej sytuacji.
Nie spodziewała się jednak, że tym szturchnięciem obudzi w nim diabła. Widziała, jak się zbliża, jak sięga do swojej kieszeni. Z początku wyglądało to całkiem nieszkodliwie, tyle, że oczywiście szybko zmieniła zdanie na ten temat. - Popierdoliło cię do reszty Flynn. - Próbowała się od niego odsunąć, bo wystraszył ją trochę. - Pilnuj tych włosów, bo się mogą przydać. - Dodała jeszcze, bo ten typ zaszedł jej za skórę. Mogliby te włosy z klaty wykorzystać przeciwko niemu, zauważyła też, że reszta była zdziwiona, że akurat jemu zaleźli za skórę, jakby to był jakiś ważny typek wśród aurorów. Nie miała pojęcia dlaczego.
Trochę jej się nie spodobało, że Cain powiedział, że to Flynn popełnił błąd. Nie znosiła, kiedy ktoś miał za nią ponosić konsekwencje za to, co powinno być jej odpowiedzialnością. - Izvini! On nic nie zrobił. To moja wina. - Nie byłaby sobą, gdyby się nie odezwała.
Wtedy jeszcze zupełnie znienacka ktoś do nich podszedł. Kobieta wyglądała, jakby uciekła z cyrku... a może z lasu, kto wie, trudno jej było ocenić. Fiery słuchała tego, co tamta ma jej do powiedzenia, zmrużyła przy tym oczy, jakby chciała to bardzo mocno przeanalizować.