Morpheus uwielbiał przestrzeń różdżkarni. Z jakiegoś powodu zawsze miał wrażenie, że złote drobinki kurzu w przestrzeni są naładowane magią i układają się w przyszłość bardziej, niż w innych miejscach. Zwłaszcza tam, gdzie zwykle pierwszoroczniaki stawały, aby testować kolejne modele, w celu znalezienia tego, który przemówi fontanną iskier. Przez chwilę wpatrywał się trochę niewidzącym wzrokiem w pył oświetlony jeszcze wiosennym słońcem. W takie dni łatwo mu przychodziło zrozumienie, że ludzkie dusze nie są spętane naszym trójwymiarowym wszechświatem. Że czas jest względny.
Zamknął oczy i wrócił do Septimy, wyglądającej... Pasowała do tego miejsca, o tej urodzie, która gdy dojrzała i utraciła dziecięcą okrągłość, straciła mierzalny cyframi wiek. W twarzy miała coś, co przekraczało granice wiekowe, coś przedwiecznego i nieco grząskiego. Jedni nazywali to powołaniem, inni dojrzałymi rysami twarzy, jeszcze inni natchnieniem. On nie nazywał tego wcale, były wszak rzeczy, które im bardziej nazywane, tym traciły swój sens i przestawały oznaczać to, co chciało się opisać. Niektóre rzeczy prawdziwie pozostawały niewymowne, by być w najszczerszej postaci.
— Powracam z podarkami — zaczął, podając torebkę kobiecie przez ladę. W środku znajdowały się dwie butelki greckiego wina. — Jak będzie złe, to nie powiem
Odpowiedział Septimie z uśmiechem, wyciągnąć swoją różdżkę na blat. Jego egzemplarz, chociaż zadbany, nie należał do tych wyjątkowych dzieł sztuki, gdy drewno zaśpiewało do twórcy pieśń o rzeźbach, zdobieniach i pracowaniu ze słojami, aby stworzyć jakąś niesamowitą iluzję. Nieszczególnie długa, gdzieś pośrodku, zupełnie gładka i polerowana. Jedynym ozdobnikiem był dodany srebrny monogram na trzonku już po zakupieniu jej.
Morpheus miał swoją różdżkę od trzydziestu jeden lat i dzięki swojej skrupulatności wyglądała prawie jak nowa. Prawie, bowiem blisko trzonka obecnie znajdowało się wąskie wgniecenie, długie na jakieś dwa cale, które bardzo się odznaczało na całości. Już widać, dlaczego pospieszył się z wizytą o jakieś dwa miesiące.
Morpheus spojrzał na swój zegarek, obliczając odpowiednią godzinę planetarną. Któż rządził niebem o tej porze? Wyciągnął dłoń po filiżankę z fusami, zamykając jednocześnie oczy i inwokując w myślach. Merkury, stwórco, filozofie, który rządzisz umysłami największych z mówców, najbardziej biegły w logicznych argumentach, który rozdaje talenty w sztuce i rzemiośle, przybądź.