Prawdopdobnie Mavelle w Wartowni bywała częściej niż Morpheus od czasu, gdy przeniósł się (może awansował? Ciężko powiedzieć w tym przypadku) do Departamentu Tajemnic. Niczym jakiś upiór, zdarzyło mu się krążyć po korytarzach w ciemną noc, coś licząc czy zasypiać w środku dnia na kanapie, zrywać się i bez słowa znów znikać w paszczy Ministerstwa Magii. Zupełnie jakby już postradał zmysły, a nie dopiero był na prostej drodze do tego. Czasami w jego pokoju pojawiała się warstewka kurzu, a pościel leżała na łóżku nienaruszona, jak ją Malwa nałożyła, tak trwała przez kilka miesięcy, by jasnowidz wrócił, zazwyczaj z prezentami w postaci alkoholu oraz słodkości, oznajmiając, że był w Peru, nie może nic opowiedzieć, ale proszę, oto suweniry.
Wyglądał na wielce skupionego nad jakąś książką, która swoje lata świetności miała dawno za sobą i zdawała się trzymać jedynie na ślinę i modlitwę. Niektóre strony mężczyzna po prostu wyciągał i przekładał na drugą stronę. Z daleka było widać, że są to ręczne notatki, zapisywane w bardzo dziwny sposób, bez ładu i składu i Morpheus mozolnie je przepisuje w bardziej przystępną formę. Kolejne labirynty słów rozplątywane w proste rzędy znaków pięknym charakterem pisma, czasami przekreślane cienką, stabilną linią, by wyłuskać z chaosu oryginału inną nić treści.
Zamrugał kilkukrotnie, gdy dźwięk z tła zniknął, przerwany głosem jego siostrzenicy.
— Znów o nim gadają? — odłożył pióro na bok i splótł dłonie w koszyczek, wyciągnął ramiona w górę, aż strzeliło mu w kręgosłupie, aby się przeciągnąć. — Aż żałuję, że poczekałem na ten awans w Wizengamocie. Może by wybrali mnie, zamiast jego i gadaliby o nowym kroju szat, a nie jakichś mugolskich wydarzeniach. Co to kogo obchodzi. Zresztą, czy on już nie jest jedną nogą w grobie? Gość zupełnie jak ten...hmm... Papież katolicki co nie jest Włochem pierwszy raz od zawsze? Albo coś mi się pomyliło. W klażdym razie, jedyne czym się różni od reszty, to pochodzenie.
W tym momencie Morpheus Longbottom nie zwrócił uwagi na to, że wprowadził na tron papieski Karola Wojtyłę prawie dekadę za wcześnie i zwyczajnie to, co przyszłe i to, co nadejdzie, zmieszało się w informacjach, które nieszczególnie go interesowały i zbytnio nie dotyczyły.