• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[17.07.1972, Sycylia, Taormina] Świstoklikiem w piękny rejs

[17.07.1972, Sycylia, Taormina] Świstoklikiem w piękny rejs
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
14.12.2023, 23:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2023, 23:13 przez Victoria Lestrange.)  

Dla niej Laurent był właśnie taką osobą: której chciała mówić rzeczy; to co jej grało w duszy i w sercu, co przychodziło jej do głowy. Pamiętała doskonale, jak rok temu siadali w trawie, z wysokości oglądając morze i rozmawiali, gdy ona ze ździebeł zaplatała warkocze, albo proste wianki. A mieli wiele spraw, o których można było rozmawiać, bo Victoria była niemalże bezgranicznie ciekawa, ale też dzieliła się innymi rzeczami. A jednak zważała na słowa, właśnie dlatego, że nie chciała wyrządzić krzywdy tym, że coś nierozważnie powiedziała. Zdarzało się, oczywiście… ale była też osobą, która szybko tłumaczyła co ma na myśli, świadoma, że być może jej bezpośrednie słowa zostały odebrane nie tak, jakby sobie tego życzyła. Nie miała w sobie morza empatii, ale po jej czynach i słowach widać było, że to nie jest kobieta, która chce czyjeś krzywdy. Że być może w tej jej głowie dzieją się inne rzeczy, na zupełnie innym poziomie. Ludzie czasami jej mówili, że jest naprawdę niesamowitą czarownicą, i nie chodziło wcale o wyniki w szkole czy w pracy, a o to nieszablonowe, nieco pokrętne myślenie. W obecnym stanie, w jakim się znajdowali, rzeczywiście gdyby byli ze sobą w związku, to raczej pociągnęliby się na dno – zbyt mocno przygniatały ich inne rzeczy, ale gdyby byli od tego zdrowi i pogodzeni z własnym ja…? Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają, ale jeśli tych przeciwieństw jest zbyt wiele, to też nie było dobrze. Jednak łatwiej było zbudować coś z kimś do siebie podobnym. Podobnym – bo nie byli identyczni, ona i Laurent. Może w innych czasach mogliby być dla siebie kimś inny. Teraz jednak ani jedno, ani drugie, w ogóle o tym nie myślało. I to też nie było nic złego.

To dobrze, że zdawał sobie z tego sprawę. Ale zdawać sprawę to jedno… Victoria przyglądała mu się przez chwilę w ciszy, nie chcąc niepotrzebnie zaogniać sytuacji, bo czasami Laurent zachowywał się, jakby nie dostrzegał, że dla rodziny to był biznes i nic innego się nie liczyło. Victoria nie miała złudzeń, bo doskonale pamiętała jak to było przy jej pierwszych zaręczynach – co jej powiedziała matka na to, że „nawet go nie zna”. Powiedziała jej, że nie ma go znać, tylko spełnić swój obowiązek, czyli wyjść za mąż i urodzić dziecko; nikogo nic więcej nie obchodziło. Pamiętała też, że wtedy cała rozedrgana i wkurwiona przyszła do Laurenta opowiedzieć mu co zrobiła jej rodzina, jak ją potraktowali… Była wściekła, gdy pierwszy szok minął, a słowa matki były jak policzek. Dlatego złudzeń nie miała żadnych, że u niego w rodzinie może być inaczej. Że pod fasadą wszystkich słodkich słówek i zagrywek nie czaiło się to: czysty biznes, dla którego jesteś tylko towarem, przedmiotem. Nawet jeśli Laurent nikomu o tym nie mówił, to czasami niektóre słowa się ulewały… A że Victoria była przeczulona, to była w stanie coś tam z tego poskładać. I współczuła mu bardzo. Gdyby była mądrzejsza, to już dawno temu by się postawiła rodzinie, ale brakowało jej odwagi, brakowało jej spojrzenia z dystansu, brakowało jej… miejsca na oddech.

– Biorąc pod uwagę co twoja matka – Lestrange wiedziała, że to jego macocha, ale i tak nazywała ją jego matką. – wymyśliła, to to naprawdę jest szczęście. Pod warunkiem, że w ogóle będą chcieli stanąć razem na ślubnym kobiercu – i pod warunkiem, że jego rodzice zaakceptują jej wybranka. Bo jeśli nie… to mieli dwie katastrofy na głowie: próba zmuszenia Laurenta do czegoś, czego nie chciał i próba zmuszenia córki do zerwania z kimś, kogo oni nie chcieli. To brzmiało jak przepis na naprawdę okropny los dla dwójki dzieci Edwarda Prewetta. Tym bardziej by im się radziła postawić, bo to obojga prowadziło na drogę ku rozpaczy i to w imię zachcianki rodziców. Obrzydliwe. Aż Victoria na moment skrzywiła usta. Nagłe spięcie w Laurencie nie umknęło jednak jej uwadze. Przycisnęła za mocno? Powiedziała coś zbyt bezpośrednio? Intencje miała dobre. Nie chciała, by popełniał jej błędy. Cholera, chyba widział na własne oczy jak się męczyła w tym pierwszym narzeczeństwie. Jak męczyły ją decyzje rodziców, którym ona ślepo potakiwała, nie potrafiąc powiedzieć „nie”. I chyba widział, dokąd ją to zaprowadziło.

– Zdarzyło się… rozumiem – powiedziała, i Laurent nie musiał dodawać nic więcej. Naprawdę już wszystko rozumiała. – Ona nie ma racji – powiedziała cicho. I wiedziała, że to nie jest wcale czarno-białe, że nikt nie jest całkiem dobry, jak nikt nie jest całkiem zły. Jednak chcąc nie chcąc Aydaya w dużej mierze była tutaj czarnym charakterem. Victoria rozumiała to, że mogło jej się nie podobać, że jej mąż miał kochankę na boku – ba, jej samej też by się to nie podobało. Ale to nie była wina Laurenta, tylko Edwarda. To jego powinna za to karać, a nie bezbronne dziecko... Teraz już nie takie bezbronne. – Tak, to prawda. Ale to właśnie miałam na myśli. Oni nawet nie próbują zrozumieć, ani przerwać tej spirali, tylko ciągną to dalej, żeby to sobie odbić za własne krzywdy – zrobiła dwa kolejne łyki i znowu ugryzła rogalika, po czym uśmiechnęła się do Laurenta. – Bądź wdzięczny, ale myślę, że oni też muszą w końcu zrozumieć, że nie wszystko na tym świecie będzie tak, jak to sobie wymyślą. Bo tobie też się należy iść własną drogą – mieli wolną wolę i przecież to odróżniało ich od zwierząt, które szły za instynktem. Zaś rodzina może i chciała dobrze… tylko pytanie – dla kogo? Dla siebie czy dla ciebie? W przypadku tego wymuszenia, jakie Aydaya rzuciła na Laurenta i Pandorę – chyba jednak bardziej dla siebie. – Może. Ale chyba dlatego, ze chcemy dać im szansę – jedni z niej korzystali z wdzięcznością i odmieniali swoje życie, o ile swoje błędy widzieli, a drudzy… tę szansę marnowali. Jednak bez końca usprawiedliwiać się ludzi chyba nie dało.

Nie sądziła, że jej słowa tak do niego dotarły, że tak go poruszyły. Ale… to chyba dobrze, że tak się stało? Ciemnowłosa sama stała na rozdrożu, boleśnie świadoma, że jeśli cos źle pójdzie… to za trzy miesiące będzie martwa. Że to mogą być ostatnie trzy miesiące jej życia. Chyba dlatego się nie wahała, dlatego przestała spoglądać przez szkiełka, które zakrzywiały rzeczywistość i ją okłamywały; że chciała przez te być może ostatnie sto dni jej życia spędzić je na swoich warunkach. Poczuć szczęście i nie żałować, ze czegoś nie zrobiła, bo się bała. Dopiero układała sobie to w głowie. Nie, oczywiście, że nie chciała umierać.

Odwróciła swoją rękę i zacisnęła palce na jego dłoni, chcąc mu dodać otuchy.

– Nie masz za co mi dziękować. Mi się podobasz taki jak jesteś, niezależnie od twoich wyborów – już mu to zresztą mówiła… ale naprawdę miała to na myśli. – Skończyła mi się kawa… Chcesz się przejść? Czy mam zamówić sobie drugą?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4378), Victoria Lestrange (5597)




Wiadomości w tym wątku
[17.07.1972, Sycylia, Taormina] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 05.12.2023, 19:54
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 06.12.2023, 19:36
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 06.12.2023, 23:09
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 07.12.2023, 20:35
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 07.12.2023, 21:57
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 08.12.2023, 14:33
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 08.12.2023, 22:06
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 11.12.2023, 00:08
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 11.12.2023, 18:40
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 13.12.2023, 09:07
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 13.12.2023, 13:41
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 14.12.2023, 20:31
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 14.12.2023, 23:09
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 16.12.2023, 11:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa