15.12.2023, 00:13 ✶
To prawda - Olivia nie potrafiła długo trzymać języka za zębami. Tak po prostu już miała i to od dziecka. Poza tym potrafiła zachwycać się naprawdę przyziemnymi rzeczami, których inni w ogóle nie dostrzegali. Świetlikami, motylami czy ładnymi drzewami. Nawet jak liście miały nietypowy dla siebie kolor, potrafiła przystanąć i się im przyglądać. Teraz jednak, mimo wszystko, starała się nie zatrzymywać za często. Spieszyli się, bo jak tylko dotkną świstoklika - gra się zacznie.
Gdy tylko Tristan potwierdził, że tak, to to miejsce, to zadowolona opuściła mapę i złożyła ją tak, żeby mieć przed sobą oznaczenie świstoklika. A potem ruszyła wąską ścieżką, przedzierając się przez krzaki. Bo chwilę musieli się przedzierać - nie był to jednak gęsty busz, wystarczyło odsunąć gałęzie, by móc spokojnie iść. Normalnie Olivia popędziłaby do przodu, ale mając na uwadze, że za nią idzie Ward nie tylko zwolniła, ale i przytrzymywała gałązki, żeby któraś go przypadkiem nie smagnęła. Nawet upewniała się, czy nie oberwał przypadkiem. Jeszcze tego brakowało, by przypieprzyła mu gałęzią - to byłoby piękne zwieńczenie wycieczki. A przecież czekała ich przygoda! On poczuł w sobie odpowiedzialność za drugą osobę, że aż szkoda, że tą osobą była Olivia Quirke. Bo można było o niej powiedzieć wiele dobrego, ale na pewno nie to, że była osobą rozważną i ostrożną.
Udało im się wyjść na polanę - ścieżka, którą szli, zniknęła. Najwyraźniej była mało uczęszczana, bo na kolejne kroki musieli uważać. Było tu pełno korzeni i kamieni, a nawet lekkie wzniesienie, ale chociaż skończyły się krzaki i niskie drzewka, a zaczęły pojawiać się rzadsze, wyższe drzewa, tworzące listowie nad ich głowami. Olivia wyciągnęła listek z włosów i rozejrzała się.
- No dobra, ale jak on wygląda... Przecież nie będziemy dotykać każdego kamienia - zatrzymała się i kucnęła, by zacząć grzebać w plecaku. Zmieściła się w nim cała ręka, aż po bark. - Miałam ją gdzieś...
Mruczała do siebie, przewalając to, co zapakowała do środka. Tristan mógł w tym czasie podziwiać... No, las. Kamienie, szyszki, gałęzie i listowie. Nic tu nie wyglądało inaczej niż zwykły las. Normalnie pewnie to byłby dobry znak, ale przecież czegoś szukali. Gdy Tristan rozejrzał się uważniej, zaczął dostrzegać więcej szczegółów. W oddali dostrzegł drewnianą, spróchniałą ławkę, która swoje lata miała dawno za sobą i kilka pieńków, ustawionych nieopodal. Widział też kamień, który chyba był kiedyś jakimś pomnikiem naturalnym? Był dość wysoki, ale ukryty za drzewem, wystawał lekko za niego. Był wysoki i smukły, pokryty w całości mchem.
- Dobra, mam - pisnęła triumfalnie, wyciągając rękę. W ręku trzymała instrukcję, którą szybko przeleciała wzrokiem. - Super. Teraz się skup. "Jestem pożyteczny, lecz robię też szkody. Daję ludziom ciepło i boję się wody."
Olivia uniosła brew. Spojrzała na Tristana, a potem na instrukcję. Potem znowu na Tristana. I znowu na kartkę papieru, którą miała w ręku.
- ... - nie wypowiedziała żadnego słowa, ale znowu spojrzała na Tristana. On pracował w księgarni, był oczytany w końcu, niech się wykaże. Bo jej chyba nie szło.
Gdy tylko Tristan potwierdził, że tak, to to miejsce, to zadowolona opuściła mapę i złożyła ją tak, żeby mieć przed sobą oznaczenie świstoklika. A potem ruszyła wąską ścieżką, przedzierając się przez krzaki. Bo chwilę musieli się przedzierać - nie był to jednak gęsty busz, wystarczyło odsunąć gałęzie, by móc spokojnie iść. Normalnie Olivia popędziłaby do przodu, ale mając na uwadze, że za nią idzie Ward nie tylko zwolniła, ale i przytrzymywała gałązki, żeby któraś go przypadkiem nie smagnęła. Nawet upewniała się, czy nie oberwał przypadkiem. Jeszcze tego brakowało, by przypieprzyła mu gałęzią - to byłoby piękne zwieńczenie wycieczki. A przecież czekała ich przygoda! On poczuł w sobie odpowiedzialność za drugą osobę, że aż szkoda, że tą osobą była Olivia Quirke. Bo można było o niej powiedzieć wiele dobrego, ale na pewno nie to, że była osobą rozważną i ostrożną.
Udało im się wyjść na polanę - ścieżka, którą szli, zniknęła. Najwyraźniej była mało uczęszczana, bo na kolejne kroki musieli uważać. Było tu pełno korzeni i kamieni, a nawet lekkie wzniesienie, ale chociaż skończyły się krzaki i niskie drzewka, a zaczęły pojawiać się rzadsze, wyższe drzewa, tworzące listowie nad ich głowami. Olivia wyciągnęła listek z włosów i rozejrzała się.
- No dobra, ale jak on wygląda... Przecież nie będziemy dotykać każdego kamienia - zatrzymała się i kucnęła, by zacząć grzebać w plecaku. Zmieściła się w nim cała ręka, aż po bark. - Miałam ją gdzieś...
Mruczała do siebie, przewalając to, co zapakowała do środka. Tristan mógł w tym czasie podziwiać... No, las. Kamienie, szyszki, gałęzie i listowie. Nic tu nie wyglądało inaczej niż zwykły las. Normalnie pewnie to byłby dobry znak, ale przecież czegoś szukali. Gdy Tristan rozejrzał się uważniej, zaczął dostrzegać więcej szczegółów. W oddali dostrzegł drewnianą, spróchniałą ławkę, która swoje lata miała dawno za sobą i kilka pieńków, ustawionych nieopodal. Widział też kamień, który chyba był kiedyś jakimś pomnikiem naturalnym? Był dość wysoki, ale ukryty za drzewem, wystawał lekko za niego. Był wysoki i smukły, pokryty w całości mchem.
- Dobra, mam - pisnęła triumfalnie, wyciągając rękę. W ręku trzymała instrukcję, którą szybko przeleciała wzrokiem. - Super. Teraz się skup. "Jestem pożyteczny, lecz robię też szkody. Daję ludziom ciepło i boję się wody."
Olivia uniosła brew. Spojrzała na Tristana, a potem na instrukcję. Potem znowu na Tristana. I znowu na kartkę papieru, którą miała w ręku.
- ... - nie wypowiedziała żadnego słowa, ale znowu spojrzała na Tristana. On pracował w księgarni, był oczytany w końcu, niech się wykaże. Bo jej chyba nie szło.