- No jasne, najlepiej, żeby wybuchło właśnie w ciebie, co nie? - Pokręciła w zaprzeczeniu głową i przewróciła oczami. Idealny argument, lepiej gdyby jedna dostała, oczywiście najlepiej, gdyby to była właśnie Brenna. Wiedziała jednak, że z nią nie wygra, chociaż miała w zwyczaju zawsze się spierać, to w przypadku Longbottom wolała nie dyskutować, nie miało to większego sensu. Wiedziała, że nie wygra - jak z prawdziwą mamą.
Heather udało się rzucić zaklęcie, które miało im pokazać, czy mogą coś tutaj znaleźć. Nie było sensu póki co ruszać jegomościa, który odpoczywał na podłodze. Zajmą się tym specjaliści, one się tym nie zajmowały. Mogły jednak bardzo dokładnie przeszukać to mieszkanie, może uda im się znaleźć jakieś odpowiedzi. Przynajmniej taką miała nadzieję. Czar który rzuciła ujawnił skrytkę, może znajdowało się tam coś ciekawego? Musiały to sprawdzić, na pewno ktoś chciał tam coś ukryć. Nie bez powodu ukrył to, aby nie było widać na pierwszy rzut oka.
Stanęła obok Brenny, gdy ta otwierała zamek. Z ciekawością wpatrywała się w skrytkę, zastanawiało ją, co znajdą w środku. Różdżkę miała uniesioną, gotową do ewentualnej obrony, nigdy nie wiadomo, kiedy może pojawić się niebezpieczeństwo. Stała czujność - jak to powtarzał jeden z bardzo zdolnych aurorów.
Nie do końca tego się spodziewała. W tej pilnie strzeżonej skrytce znalazły bowiem tylko zdjęcia. Czy ten typ był jakimś zwyrolem, który interesował się kobietami wbrew ich woli? To było pierwsze, co przyszło jej na myśl, chociaż równie dobrze mogła założyć, że to ktoś z jej rodziny. Nauczyła się jednak w BUM, że lepiej jest przygotować się na najgorsze.
- Tak, będziemy musiały się dowiedzieć. - Na pewno nie będzie jej to dawało spokoju. Co jeśli ktoś nadal szukał tych dziewcząt, może gdzieś przepadły, zniknęły, może je zabił? Było wiele możliwości. Naprawdę okrutnych.
Szła za Brenną niczym cień, nie opuszczała jej na krok, mimo, że trzymała się za nią. Nie zdążyła zareagować, kiedy partnerka poparzyła sobie rękę. - Wszystko w porządku? Brenn, jesteś cała? - Nie widziała zbyt wiele zza jej pleców.
Na całe szczęście przyjaciółce nic się nie stało. Kamień z serca, znaczy stało, ale było to raczej drobne uszkodzenie ciała. - To jakiś świr, przynajmniej tak mi się wydaje. Kto normalny, aż tak odcina się od świata? - Nie wydawało jej się to zbyt zdrowe.