Kiedy go uwiodła? W którym momencie zaszły w ich relacji zmiany, które zaprowadziły ich w to miejsce? Pytanie zarazem trudne, jak i dziecinnie łatwe. To wszystko bowiem działo się stopniowo. Powoli. Dziewczyna będąca dla niego przez długie lata niczym kolejny kumpel z podwórka, nie okazała się kobietą nagle. Nieoczekiwanie. Nie towarzyszył temu szok, niedowierzanie i tysiące pytań bez odpowiedzi.
Bo przecież od dawna dostrzegał, że pod przyjętą pozą była właśnie taka.
- To było chyba w ten dzień, kiedy rzuciłaś we mnie tym kaflem, pamiętasz? - nie padła z jego strony odpowiedź poważna. Zamiast tego kolejne nawiązanie do przeszłości. Tej odległej. Szkolnej. Do prawdziwych początków ich długoletniej znajomości. Możliwe, iż nieco zabawnych. Będących w stanie przywołać na twarz uśmiech. Wywołujących jednoznacznie ciepłe uczucia.
Na jej odpowiedź dotyczącą zarzutu opętania, odpowiedział uśmiechem. Był momentami trochę jak ten nastolatek, który gubił się, będąc przy dziewczynie wywołującej szybsze bicie serca. A przecież nastolatkiem nie był już od bardzo dawna. Doświadczenia też mu nie brakowało. Podobnie jak pewności siebie, czasem zdającej się graniczyć z głupotą. Jakimś cudem jednak jej znajome przecież towarzystwo działało na niego w ten sposób.
Rzecz wręcz niepojęta.
Kelner ich wreszcie opuścił, na zamówienie musieli trochę poczekać. Jedynym, co otrzymali wcześniej, było zamówione wino. Na ich stole znalazła się cała butelka oraz dwa kieliszki. Te drugie zostały z miejsca napełnione przez pracownika. Mogli więc skosztować razem z Lycoris tego, co ponoć było w tym lokalu najlepsze.
W przeciwieństwie do Lycoris nie czekał, nie wahał się. Choć nie był do wina przyzwyczajony, tak po prostu wyciągnął dłoń w kierunku lampki.
- O co konkretnie mielibyśmy się założyć? - dopytał, chętnie wchodząc w tę grę. Podobnie jak to robił wielokrotnie w przeszłości. Nie zawsze z pozytywnym skutkiem. Niezbyt często wygrywając.
Tylko czy wygrana miała w tym przypadku jakieś znaczenie?
Wreszcie upił łyk wina. Niewielki. Nieśpiesznie. Jakby oceniająco. Zamiast na swoją towarzyszkę, spojrzenie przeniósł na kieliszek. Nad czymś myślał?
- Hm. - padło z jego strony, zanim odstawił go ponownie na stół. Co miało to znaczyć? Ano tyle, że cudem tylko udało mu się wszystkiego nie wypluć. - Nie wiem jak można to pić. - wreszcie podzielił się z Lycoris swoją opinią. Wino było zbyt cierpkie. Przynajmniej odrobinę za ciężkie. Dla Theona nieco zbyt dziwne w smaku. Może po części z tego względu, iż do takich alkoholi zwyczajnie nie był przyzwyczajony. - Jeśli faktycznie chcesz zachować pozory pierwszej randki, być może nie powinnaś tego w ogóle próbować. - dorzucił, odwołując się do jej słów. - Jest okropne.
Co go podkusiło, żeby zabrać Lycoris w takie miejsce? Byli przecież tutaj niczym dwa słonie w składzie porcelany. Niekoniecznie pasowali do obrazka, choć obydwoje starali się to poniekąd zatuszować. Na tyle na ile byli w stanie.
Ale jak to się mówiło o ludziach szlajających się po spelunach Nokturnu? Możesz wyciągnąć czarodzieja ze speluny na Nokturnie, ale przyzwyczajeń z tym związanych tak łatwo nie wyplenisz. Niestety.