- Ty nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać, wiesz? - Podejście Brenny nadal wzbudzało w niej ogromne emocje. Ona była gotowa ryzykować swoim zdrowiem, aby nikomu innemu nie stała się krzywda. Trochę przypominało to samą Wood, tyle, że miała problem z akceptowaniem takiego zachowania u innych, kiedy sama naprawdę lubiła ryzykować. Musiała się jednak pogodzić z tym, że z Brenną nie miała szans.
- Na pewno? - Jakby nie do końca wierzyła w słowa swojej mentorki. Nie znała się jednak na takich sprawach, więc nie mogła sprawdzić, na ile jej słowa są prawdziwe. Trudno, oby szybko pojawił się klątwołamacz.
- Wiesz, mógł nieświadomie je kupić, chociaż w tym przypadku wątpię w to. - Zdarzało się przecież, że w ręce niczego nie świadomych czarodziejów trafiały przeklęte przedmioty. Zresztą sama Wood została przeklęte, nie wiadomo kiedy i dlaczego, klątwa żywiołów była jej skazą, z którą musiała nauczyć się żyć.
- Zrozumiałam, będę trzymać ręce przy sobie. - Zostawiła Brennie rozpracowywanie drzwi, a sama postanowiła rozejrzeć się po mieszkaniu w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogło okazać się być przydatne. Faktycznie nakaz by im się przydał.
Akcja nieudana
Sukces!
W między czasie dotarł do niej dźwięk, jakby coś lub ktoś w coś uderzyło. Szkoda, że nie widziała Brenny która kopie drzwi, na pewno by ją to bardzo rozbawiło.