- Tak, jesteś w stanie wleźć w ogień, by drugiej osobie nie stała się krzywda, chociaż nie do końca o to mi chodziło. - Znały się na tyle, że Wood już potrafiła przewidzieć to, jak zachowa się Brenna, nie miała granic jeśli chodziło o ochronę najbliższych. Miała szansę nawet sama doświadczyć troski Longbottom. Zresztą nie raz.
- Jak na razie, skąd wiesz, że ci nie odpadnie? - Nigdy nie wiadomo, jak może się to zakończyć, kto wie, czy to zaklęcie nie miało jakiegoś opóźnionego efektu, Wood nie znała się na klątwach prawie wcale.
- Jasne, rozumiem, znajdziemy coś, kto jeśli nie my? - To tylko jeszcze bardziej motywowało ją do tego, aby faktycznie znaleźć jakieś dowody. Bardzo dokładnie zwiedzała mieszkanie, czuła, że coś tu znajdą, że będą miały podkładkę.
Nie zawiodła się, po długich poszukiwaniach zauważyła rękę. Wyglądała na prawdziwą, zaintrygowało ją to. Pamiętała o tym, co powiedziała Brenna aby niczego nie dotykała skorzystała więc z zaklęcia, aby przy pomocy lewitacji wyciągnąć rękę i zanieść ją do partnerki. - Widzisz, mogłaś skończyć jak ta ręką. - Pomachała jej swoim znaleziskiem przed twarzą.
Zbiegło to się z otwarciem przez Brennę drzwi i pojawieniem reszty pracowników departamentu. No nic, najwyżej uznają, że się bawi dowodami.
Spędziły na miejscu zbrodni jeszcze trochę czasu, zabezpieczyły dowody i zasięgnęły pomocy profesjonalistów, później udały się do biura, gdzie musiały napisać raport, co było zdecydowanie mniej przyjemną częścią ich pracy.