15.12.2023, 18:14 ✶
Życie Florence toczyło się zwykle utartym rytmem, bez większych niespodzianek i wstrząsów, dzielone pomiędzy szpital i bliskich. Niespodziewane wycieczki nie były w jej stylu, mimo to nie odmówiła Geraldine. Trochę dlatego, że miała wobec Yaxley ciepłe uczucia, a tych nie żywiła do bardzo wielu osób. A trochę, bo i tak został jej jeszcze dzień krótkiego urlopu, i może naprawdę warto było go wykorzystać faktycznie na odpoczynek i zrobienie czegoś innego niż spędzenie wieczora z filiżanką herbaty.
Wczorajszy dzień był zwyczajnie ciężki, mimo pozornie sielskiej atmosfery w domku letniskowym rodziców. Rozmowa z bratem sprawiła, że martwiła się o niego podwójnie, już nie tylko z powodu chłodu jego ciała, ale i pożaru, który zdawał się trafić jego umysł. Ze względu na przeczucie - siostry czy jasnowidza? - że szedł na skraju otchłani, a ona nie była pewna, czyja dłoń mogłaby go chwycić, gdyby stracił równowagę. Kłótnia z Edwardem zabarwiła jej aurę i zmartwieniem o Laurenta, rozpadającego się na kawałki.
Nie wspominając o tym, że przeczuwała problemy. Edwardem.
Pojawiła się więc na stacji, choć niezbyt lubiła i mugolskie pociągi, i niespodzianki. Obiecały w końcu sobie spotkać się w nieco mniej dramatycznych okolicznościach niż zwykle.
- Witaj, Geraldine - przywitała się, podchodząc do niej. Zlustrowała Yaxley uważnym spojrzeniem jasnych oczu, a że była uzdrowicielką, nie umknęło jej uwadze, że kobieta wygląda na zmęczoną.
Zdawało się, że to lato nie jest łatwe dla nikogo.
- Kupiłaś już bilety?
Ona sama wyglądała dość typowo dla siebie: przede wszystkim schludnie. Biała koszula, niebieska spódnica, a do tego kapelusz, mający chronić twarz przed słońcem, w kolorze dopasowanym do pojemnej torby i wygodnych butach na płaskim obcasie.
Wczorajszy dzień był zwyczajnie ciężki, mimo pozornie sielskiej atmosfery w domku letniskowym rodziców. Rozmowa z bratem sprawiła, że martwiła się o niego podwójnie, już nie tylko z powodu chłodu jego ciała, ale i pożaru, który zdawał się trafić jego umysł. Ze względu na przeczucie - siostry czy jasnowidza? - że szedł na skraju otchłani, a ona nie była pewna, czyja dłoń mogłaby go chwycić, gdyby stracił równowagę. Kłótnia z Edwardem zabarwiła jej aurę i zmartwieniem o Laurenta, rozpadającego się na kawałki.
Nie wspominając o tym, że przeczuwała problemy. Edwardem.
Pojawiła się więc na stacji, choć niezbyt lubiła i mugolskie pociągi, i niespodzianki. Obiecały w końcu sobie spotkać się w nieco mniej dramatycznych okolicznościach niż zwykle.
- Witaj, Geraldine - przywitała się, podchodząc do niej. Zlustrowała Yaxley uważnym spojrzeniem jasnych oczu, a że była uzdrowicielką, nie umknęło jej uwadze, że kobieta wygląda na zmęczoną.
Zdawało się, że to lato nie jest łatwe dla nikogo.
- Kupiłaś już bilety?
Ona sama wyglądała dość typowo dla siebie: przede wszystkim schludnie. Biała koszula, niebieska spódnica, a do tego kapelusz, mający chronić twarz przed słońcem, w kolorze dopasowanym do pojemnej torby i wygodnych butach na płaskim obcasie.