15.12.2023, 20:03 ✶
Florence i Geraldine różniły się, jak niebo i ziemia. Ta pierwsza zrównoważona, nieco chłodna, zawsze elegancka, przestrzegająca dobrych manier i uprzejma nawet w złośliwości. Ta druga nieco gwałtowna, trochę nieokrzesana, pełna energii i nie dbająca o zasady. Być może gdyby poznały się teraz, gdy obie przekroczyły już trzydziesty rok życia, nie polubiłyby się ani trochę – ale Florence pamiętała Geraldine z Hogwartu i zadzierzgnięte wtedy nici sympatii ułatwiały dogadanie się. Nie wtrącała się i w jej życie, nawet jeżeli czasem kręciła głową nad kolejnym poparzeniem czy unosiła brwi, zastając w sypialni mężczyznę wyraźnie dziwacznego.
To w końcu były wybory Geraldine, a Florence nie była jej matką, siostrą czy przełożoną w szpitalu, by pozwalać sobie na słowa krytyki.
– To dobrze, bo ja nie mam nawet funta. Tylko sykle – przyznała Florence szczerze. Po niemagicznym Londynie chadzała zwykle spotykając się z Patrickiem i na co dzień nie nosiła ze sobą mugolskiej gotówki. Zdecydowanie wolała więc oddać Yaxley pieniądze za bilet w magicznej walucie niż wystawać przed bankiem Gringotta. – Dziękuję. Ciebie ledwo z daleka poznałam – powiedziała Florence, ale uśmiechnęła się przy tym lekko, nie wyglądało więc na to, że to przytyk: raczej dostrzeżenie różnicy pomiędzy tym, jak Yaxley prezentowała się zwykle, a jak teraz. Ona sama zawsze nosiła ubrania starannie dobrane i dość neutralne, bo ze swoją nerwicą natręctw po prostu nie umiała inaczej, z kolei strojenie pozostawiała na specjalne okazje.
Pociąg zmierzyła nieco nieufnym spojrzeniem, ale wsiadła do środka za Geraldine. To nie tak, że pociągi były jej całkiem obce – ba, kojarzyły się całkiem przyjemnie, bo z Hogwarts Express, a Florence całkiem lubiła szkołę. Ten jednak był… cóż, na wskroś mugolski.
– Przy oknie, proszę – oświadczyła, bez oporów wyrażając swoje preferencje i zajęła miejsce, po czym wygładziła spódnicę. – Chcesz odwiedzić w Dolinie Godryka konkretne miejsce? Mam nadzieję, że nie Knieję. Pamiętaj, że ja nie jestem Gryfonką: nie mam dość odwagi, żeby łowić widma – powiedziała. Co nieco o tej sprawie wiedziała, w końcu ukazywały się artykuły, a i jej bracia byli aurorami, ojciec i wuj natomiast pracowali w Departamencie Tajemnic. W Dolinie Godryka było jednak i kilka innych lokacji, które mogły nadać się na beztroski wypoczynek poza miastem w ciepły, letni dzień.
To w końcu były wybory Geraldine, a Florence nie była jej matką, siostrą czy przełożoną w szpitalu, by pozwalać sobie na słowa krytyki.
– To dobrze, bo ja nie mam nawet funta. Tylko sykle – przyznała Florence szczerze. Po niemagicznym Londynie chadzała zwykle spotykając się z Patrickiem i na co dzień nie nosiła ze sobą mugolskiej gotówki. Zdecydowanie wolała więc oddać Yaxley pieniądze za bilet w magicznej walucie niż wystawać przed bankiem Gringotta. – Dziękuję. Ciebie ledwo z daleka poznałam – powiedziała Florence, ale uśmiechnęła się przy tym lekko, nie wyglądało więc na to, że to przytyk: raczej dostrzeżenie różnicy pomiędzy tym, jak Yaxley prezentowała się zwykle, a jak teraz. Ona sama zawsze nosiła ubrania starannie dobrane i dość neutralne, bo ze swoją nerwicą natręctw po prostu nie umiała inaczej, z kolei strojenie pozostawiała na specjalne okazje.
Pociąg zmierzyła nieco nieufnym spojrzeniem, ale wsiadła do środka za Geraldine. To nie tak, że pociągi były jej całkiem obce – ba, kojarzyły się całkiem przyjemnie, bo z Hogwarts Express, a Florence całkiem lubiła szkołę. Ten jednak był… cóż, na wskroś mugolski.
– Przy oknie, proszę – oświadczyła, bez oporów wyrażając swoje preferencje i zajęła miejsce, po czym wygładziła spódnicę. – Chcesz odwiedzić w Dolinie Godryka konkretne miejsce? Mam nadzieję, że nie Knieję. Pamiętaj, że ja nie jestem Gryfonką: nie mam dość odwagi, żeby łowić widma – powiedziała. Co nieco o tej sprawie wiedziała, w końcu ukazywały się artykuły, a i jej bracia byli aurorami, ojciec i wuj natomiast pracowali w Departamencie Tajemnic. W Dolinie Godryka było jednak i kilka innych lokacji, które mogły nadać się na beztroski wypoczynek poza miastem w ciepły, letni dzień.