Lato przyniosło wiele zmian. Niektóre konsekwencje po wydarzeniach podczas Beltane nadal dawały o sobie znać. Geraldine doszły słuchy o różnych, dziwnych przypadkach. Miała sporo zleceń, no i te nieszczęsne widma w Dolinie. Sporo się działo, ostatni czas był dla niej naprawdę pracowity, bo coraz więcej osób potrzebowało łowcy potworów. Cieszyło ją to, ale również nieco martwiło. W końcu sama nie będzie w stanie złapać ich wszystkich, a szkoda by było, żeby komuś stała się krzywda przez to, że nie miał kto im pomóc. Profesjonalistów, jak ona było coraz mniej. Czarodzieje woleli ciepłe posadki w ministerstwie, nie wszyscy chcieli sobie brudzić ręce w błocie.
- Też nie widziałam czegoś takiego, przynajmniej nie w Anglii, może w Egipcie dawno temu, ale nie tutaj. - Miejsce wyglądało, jak istne pobojowisko, jakby komuś nie udał się tutaj jakiś eksperyment, może wybuchł nieudany eliksir, albo ktoś się uczył rzucać bombardy, ale mu nie wyszło.
- Nie wiem tylko po co ktoś miałby to robić, mam wrażenie, że ziemia daje znać o swoim niezadowoleniu. - W końcu w czarodziejskim świecie trwała wojna, może i natura miała tego dosyć? Kto właściwie wiedział, jak dokładnie działał ten świat.
Z tego, co opowiedział jej Erik, to wydarzyło się to praktycznie z dnia na dzień. Nie miała pojęcia, jak mogło do tego dojść. Trzęsienie ziemi? Tylko jakim cudem, zazwyczaj zdarzały się one w miejscach, w których stykały się ze sobą różne płyty tektoniczne. Miała wrażenie, że coś kryje się w głębi i nie stało się to samo. Dobrze by było sprawdzić teren i ustalić, co lub kto za tym stał. Z entuzjazmem przyjęła propozycję Erika, chętnie towarzyszyła mu w oględzinach terenu. Cieszyło ją to, że ufał jej na tyle, że postanowił skorzystać z jej pomocy. Zaufanie w czasach, które trwały nie było czymś oczywistym.
- Sklątki? Jeśli one byłyby za to odpowiedzialne, to musiało by być ich tutaj baaardzo dużo, nie spotkałam się jeszcze z takimi ogromnymi szkodami w miejscach w których one bytowały. - Nie wydawało jej się, żeby to one zaszkodziły temu miejscu, jednak może to była jakaś anomalia? Nie powinni wykluczać póki co żadnej wersji. - Wielki kret? Tak właściwie, to kto wie, co może siedzieć pod ziemią. - Było to jakieś podejrzenie, tyle, że przez lata swojej łowczej kariery też jeszcze nie spotkała takiego stworzenia.
Geraldine rozglądała się po okolicy w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów. Co chwila nachylała się nad ziemią, żeby sprawdzić, czy uda jej się znaleźć jakikolwiek trop, czy znak.
Sukces!
Slaby sukces...
- Po co ci ktoś z biura kontroli nad magicznymi stworzeniami, jeśli masz mnie? - Rzuciła zaczepnie, widać było, że jest pewna siebie i nie zamierza komukolwiek już teraz przekazać tego zadania skoro się tutaj pojawiła. Nie spocznie dopóki nie znajdzie sprawcy winnemu temu całemu zamieszaniu. - Właściwie to dobrze, jeśli to coś działała w nocy, to teraz pewnie śpi, nie powinno nas zaatakować, jeśli będziemy w miarę cicho. - Pewnie też bardzo się zirytuje, gdy się obudzi, ale o tym wolała nie wspominać Erikowi.
Geraldine była przygotowana do działania, miała na stopach ciężkie buty ze smoczej skóry, mimo gorąca jaki panował na świeżym powietrzu. Warunki w jakich się znaleźli nie miały jednak litości. Spodnie też wolała ubrać długie i skórzane, czego trochę żałowała, bo zaczynały jej się kleić do tyłka, ale nie ma zmiłuj, dobrze ze nie wzięła swojego płaszcza, bo może i dodawał jej uroku, ale by się w nim chyba ugotowała. Przy pasie miała srebrny sztylet, z którego korzystała podczas polowań, chociaż bała się, że może nie wystarczyć, aby pokonać to, co czai się pod ziemią. Takie stworzenia miały raczej grube pancerze, ale nie bez powodu potrafiła też przecież czarować.