Może też dzięki temu się nadal ze sobą trzymały? Ponoć przeciwieństwa się przyciągały, a nie dało się nie zauważyć, że one były zupełnie różne. Odmienne charaktery, zupełnie inny styl bycia, a jednak umiały znaleźć nić porozumienia. Czasem się dziwiła, jak to właściwie jest możliwe, ale wolała tego nie drążyć. Odpowiadało jej to, że Flo należała do jej bliskiego otoczenia, naprawdę lubiła z nią przebywać, pomimo tych różnic. Zupełnie jej to nie przeszkadzało, ale Gerry też należała do tych osób, które w innych widziały głównie zalety, nigdy nie skupiała się na wadach, bo po co? Nie miało to większego sensu. Wtedy musiałaby być też bardziej krytyczna wobec siebie, a nie do końca lubiła się biczować.
- Wyjątkowo to ja się przygotowałam. - Mrugnęła do niej jeszcze nim ją opuściła. Było to coś nowego, bo Geraldine jako ta bardziej chaotyczna zawsze zapominała o tym, co miała przygotować. Tym razem jednak było inaczej, może to jej szczęśliwy dzień?
- Nie dziwię ci się, pewnie sama bym siebie nie poznała. Rzadko kiedy ściągam mój płaszcz i spodnie ze skóry, ale dzisiaj nie zamierzam biegać po lesie. - Dodała z uśmiechem. Wiedziała, że wygląda zdecydowanie inaczej, ale czasem i ona miała w sobie coś z kobiety, chociaż zdarzało się to naprawdę rzadko. Profesja, jaką sobie wybrała była typowo męska, nosiła się też po męsku, brakowało jej przez to tej kobiecej delikatności, jednak bywały dni jak te, że potrafiła zadziwić samą siebie. Oczywiście jeśli zdarzała się okazja, jak bal, lśniła niczym diament. Zazwyczaj osoby jak ona wydawały się wtedy zdecydowanie bardziej zadbane, bo bardzo mocno kontrastowało to z tym, jak wyglądały na co dzień.
Gerry lubiła pociągi, nie zawsze miała czas, aby z nich korzystać, bo podróże tym środkiem komunikacji zazwyczaj zabierały go sporo, jednak akurat dzisiaj im się nigdzie nie spieszyło. Miały przed sobą cały dzień. - Rozgość się więc przy oknie. - Przesunęła się, aby wpuścić Florence na jej miejsce. Następnie zajęła miejsce obok przyjaciółki. Chwilę jej zajęło wygodne usadzenie swojego tyłka, bo z jej wzrostem wcale nie tak łatwo było się wpasować w pociągowe otoczenie. Musiała nieco skulić nogi, ale jakoś jej się udało. - Nie zabrałabym cię do Kniei, byłam tam już, polowałam na widma, widziałam je nawet, chociaż widziałam to chyba zbyt dużo powiedziane. Okropne to uczucie, kiedy pojawiają się w pobliżu. - Na samą myśl o tych stworzeniach po plecach przeszedł jej dreszcz. Wolałaby do tego nie wracać i nie natknąć się na nie przypadkiem.
- Bardziej myślałam o tym, że możemy pójść na spacer do wioski, niewiele jest podobnie urokliwych miejsc. Zastanawiałam się nawet kiedyś, czy by tam nie zamieszkać, chociaż mam wrażenie, że brakowałoby mi zgiełku miasta. - Chociaż, czy właściwie była jakaś różnica i tak nie spędzała w domu zbyt wiele czasu.