20.11.2022, 12:06 ✶
Nie przedłużał kontaktu wzrokowego z Erikiem. Wyjaśniał to, co potrafił.
- Znalezienie tej osoby pozostawiam wam, jesteście w tym najlepsi. Jeśli będziecie chcieli zawęzić okres istnienia tej klątwy to za parę dni wyślę wam szczegółowy opis. Może trochę wam to ułatwi zadanie. - dodał. Jako Klątwołamacz nie powinien angażować się w poszukiwanie sprawcy. Mógłby występować jedynie jako rzeczoznawca klątwy i podać szczegółowy opis badania. Reszta działań wychodziła poza jego kwalifikacje. Mimo, że przyjaźnił się z Brenną to nie oferował jej pomocy w znalezieniu sprawcy. To nie jego komik, nie potrafi rozmawiać z ludźmi i szczerze, wątpił aby życzyli sobie jego obecności w trakcie dochodzenia. Miło zatem jest przekazać pałeczkę detektywom.
- Zrobiłem to, co mogłem. Nie podam wszystkiego na tacy. - odpowiedział Erikowi ale w jego postawie było widać już znaczącą rezerwę i powolne dystansowanie się do tej sytuacji. Potarł czoło wnętrzem dłoni i sięgnął po rolkę pergaminu. Do jego ręki wskoczyło orle pióro i zaczął spisywać "receptę", jak to Cynthia lubiła nazywać. Zerknął na Brennę i uśmiechnął się słabo.
- To jedynie reakcja na chaos, Bren. A mugolskich ołówków nie noszę więc możesz być spokojna. - w innej sytuacji zaśmiałby się z jej przypuszczeń. Widząc jej minę wyobrażał sobie ile sił kosztuje ją powstrzymanie przedstawienia szczegółowego planu działania. Miała w oczach tę pasję, którą i on czasami odczuwał kiedy mógł zająć się czymś ambitnym. Wziął głęboki wdech i zaczął tłumaczyć to, co zapisał na pergaminie.
- Przez trzy tygodnie trzeba brać dwa różnego rodzaju eliksiry. Najlepiej zamówić je u alchemika bo nie są powszechnie dostępne w sklepach. Ten tutaj rano pół fiolki, a ten drugi wieczorem trzy i pół kropli po posiłku. Przed pełnią i po pełni lepiej tego nie zażywać, aby nie kolidowało z eliksirem tojadowym. - pokazywał nazwy na pergaminie, które brzmiały czysto łacińsko. Po prostu nie znał normalnych odpowiedników więc podawał to, czego się uczył. Nie były to przedmioty tanie i ogólnodostępne jednak był o to spokojny. Pracowali w BUMie, mieli głowy na karku i wiedzieli jak działać. Co innego gdyby miał do czynienia ze zwyczajnymi, skromnymi czarodziejami.
- Do tego potrzeba trzy razy w tygodniu po dwadzieścia minut naświetlać zaklęciem wygaszającym, zapisałem szczegółową nazwę w tej rubryce... Tutaj mogą zdziałać dużo uzdrowiciele. Moja siostra również, gdybyście chcieli sprawdzonej osoby. - kierował słowa do obojga Longbottomów ale w głównej mierze spoglądał na Brennę.
- Po tym naświetlaniu mogą pojawić się tymczasowe powikłania - nudności, zawroty głowy bądź senność. Najlepiej na ten okres czasu zrezygnować z alkoholu, wtedy efekt leczenia nie wydłuży się. Gdyby pojawiła się niepokojąca reakcja to od razu skontaktujcie się ze mną. Polecam również zrezygnować z wizyt w kuchni, aby niepotrzebnie nie uaktywniać tej klątwy. - w końcu mógł schować różdżkę i swoje rzeczy.
- Czy macie jeszcze jakieś pytania? - teraz popatrzył też na Erika. Sięgnął po walizkę, odkrywając przy tym dyskomfort w okolicach nadgarstka; całkowicie to zignorował. Wyglądał na zmęczonego ale nie pozwalał Brennie wyczytać na nim czy ich dyskusje miały na to wpływ. Zachowywał się dosyć formalnie.
- Znalezienie tej osoby pozostawiam wam, jesteście w tym najlepsi. Jeśli będziecie chcieli zawęzić okres istnienia tej klątwy to za parę dni wyślę wam szczegółowy opis. Może trochę wam to ułatwi zadanie. - dodał. Jako Klątwołamacz nie powinien angażować się w poszukiwanie sprawcy. Mógłby występować jedynie jako rzeczoznawca klątwy i podać szczegółowy opis badania. Reszta działań wychodziła poza jego kwalifikacje. Mimo, że przyjaźnił się z Brenną to nie oferował jej pomocy w znalezieniu sprawcy. To nie jego komik, nie potrafi rozmawiać z ludźmi i szczerze, wątpił aby życzyli sobie jego obecności w trakcie dochodzenia. Miło zatem jest przekazać pałeczkę detektywom.
- Zrobiłem to, co mogłem. Nie podam wszystkiego na tacy. - odpowiedział Erikowi ale w jego postawie było widać już znaczącą rezerwę i powolne dystansowanie się do tej sytuacji. Potarł czoło wnętrzem dłoni i sięgnął po rolkę pergaminu. Do jego ręki wskoczyło orle pióro i zaczął spisywać "receptę", jak to Cynthia lubiła nazywać. Zerknął na Brennę i uśmiechnął się słabo.
- To jedynie reakcja na chaos, Bren. A mugolskich ołówków nie noszę więc możesz być spokojna. - w innej sytuacji zaśmiałby się z jej przypuszczeń. Widząc jej minę wyobrażał sobie ile sił kosztuje ją powstrzymanie przedstawienia szczegółowego planu działania. Miała w oczach tę pasję, którą i on czasami odczuwał kiedy mógł zająć się czymś ambitnym. Wziął głęboki wdech i zaczął tłumaczyć to, co zapisał na pergaminie.
- Przez trzy tygodnie trzeba brać dwa różnego rodzaju eliksiry. Najlepiej zamówić je u alchemika bo nie są powszechnie dostępne w sklepach. Ten tutaj rano pół fiolki, a ten drugi wieczorem trzy i pół kropli po posiłku. Przed pełnią i po pełni lepiej tego nie zażywać, aby nie kolidowało z eliksirem tojadowym. - pokazywał nazwy na pergaminie, które brzmiały czysto łacińsko. Po prostu nie znał normalnych odpowiedników więc podawał to, czego się uczył. Nie były to przedmioty tanie i ogólnodostępne jednak był o to spokojny. Pracowali w BUMie, mieli głowy na karku i wiedzieli jak działać. Co innego gdyby miał do czynienia ze zwyczajnymi, skromnymi czarodziejami.
- Do tego potrzeba trzy razy w tygodniu po dwadzieścia minut naświetlać zaklęciem wygaszającym, zapisałem szczegółową nazwę w tej rubryce... Tutaj mogą zdziałać dużo uzdrowiciele. Moja siostra również, gdybyście chcieli sprawdzonej osoby. - kierował słowa do obojga Longbottomów ale w głównej mierze spoglądał na Brennę.
- Po tym naświetlaniu mogą pojawić się tymczasowe powikłania - nudności, zawroty głowy bądź senność. Najlepiej na ten okres czasu zrezygnować z alkoholu, wtedy efekt leczenia nie wydłuży się. Gdyby pojawiła się niepokojąca reakcja to od razu skontaktujcie się ze mną. Polecam również zrezygnować z wizyt w kuchni, aby niepotrzebnie nie uaktywniać tej klątwy. - w końcu mógł schować różdżkę i swoje rzeczy.
- Czy macie jeszcze jakieś pytania? - teraz popatrzył też na Erika. Sięgnął po walizkę, odkrywając przy tym dyskomfort w okolicach nadgarstka; całkowicie to zignorował. Wyglądał na zmęczonego ale nie pozwalał Brennie wyczytać na nim czy ich dyskusje miały na to wpływ. Zachowywał się dosyć formalnie.