20.11.2022, 12:33 ✶
Trzeba przyznać, że przebywanie w towarzystwie Loretty było okraszone spokojem i wyniosłością. Mimo wszystko potrafiła wzburzyć krew i to nie tylko swoją nietuzinkową aparycją ale i słowami. Czasami nie wiedział czego ona od niego chciała, potrafiła tak zawile okazywać myśli i mamić gestami. Rozmowy z nią bywały wyczerpujące choć jeśli pozwalała sobie na trochę więcej swobody to czerpał z tego niemałą przyjemność. Doskonale wiedział, że z tej dwójki to ona jest drapieżnikiem. Nie zgadzał się na rolę ofiary więc zwracał uwagę bez obaw, że może wywołać w niej nieprzyjemne reakcje. Nie byli dziećmi, a on ma swoją dumę i nie pozwalał siebie zgniatać do poziomu paprocha.
- Drażliwy jestem wtedy kiedy ktoś próbuje mnie obrazić, a nie ma ku temu żadnych podstaw. - odparł tonem spokojnym choć z pewną dozą rezerwy na twarzy. Nie był człowiekiem konfliktowym. Kojarzył się bardziej ze stałością, spokojem, pewnego rodzaju siłą i upartością.
- Nie wiem co chcesz osiągnąć ale zdajesz sobie sprawę, że wolę brutalną prawdę, nawet w brzydkich słowach aniżeli słodkie zagrania i ukryte motywy? Wierz mi, Loretto, szybciej osiągniesz efekt bez wodzenia mnie za nos. - dopiero kiedy zwróciła mu uwagę na jego drażliwość to zdał sobie sprawę, że faktycznie coś jest na rzeczy. Czuł w swoim wnętrzu jakieś zdenerwowanie choć nie potrafił jednoznacznie określić źródła. Stłumił je kopniakiem i nie pozwalał wyjść na światło dzienne. Unikał też spoglądania na dłonie Loretty, które zaczęły oscylować przy jej dekolcie. Robiła to specjalnie, był tego pewien. Musiał na moment zamknąć oczy, zebrać się w sobie a po ich otwarciu zatrzymać spojrzenie na jej twarzy i tylko twarzy.
- Odwracasz psidwaka ogonem, Loretto. - zaśmiał się cicho, sucho. Opary tytoniu docierały do jego nozdrzy i musiał przyznać, że ten zapach go nie odrzucał.
- Śmiem przypuszczać, że za moimi pragnieniami pojawi się słodka obietnica wsparcia. - odchylił się lekko do oparcia krzesła i popatrzył z odległości na kobietę. Uśmiechnął się kącikiem ust.
- Powiedz mi, spotykasz się teraz ze mną aby rozdrażnić swoich adoratorów? Tak bardzo mnie cenisz, że kierujesz ich rozdrażnienie na moją osobę? - czy miałby jej to za złe, gdyby okazało się to prawdą? Nie był pewien, ale chyba nie byłby w stanie złościć się na Lorettę zbyt długo. Była ujmująca i potrafiła wygaszać gniew. Jednocześnie dbał o to, aby nie podawać odpowiedzi na tacy. Skoro lubiła tak wodzić za nos to chciał, aby postarała się bardziej w próbach wyciągnięcia od niego tych słów, które chciała.
- Drażliwy jestem wtedy kiedy ktoś próbuje mnie obrazić, a nie ma ku temu żadnych podstaw. - odparł tonem spokojnym choć z pewną dozą rezerwy na twarzy. Nie był człowiekiem konfliktowym. Kojarzył się bardziej ze stałością, spokojem, pewnego rodzaju siłą i upartością.
- Nie wiem co chcesz osiągnąć ale zdajesz sobie sprawę, że wolę brutalną prawdę, nawet w brzydkich słowach aniżeli słodkie zagrania i ukryte motywy? Wierz mi, Loretto, szybciej osiągniesz efekt bez wodzenia mnie za nos. - dopiero kiedy zwróciła mu uwagę na jego drażliwość to zdał sobie sprawę, że faktycznie coś jest na rzeczy. Czuł w swoim wnętrzu jakieś zdenerwowanie choć nie potrafił jednoznacznie określić źródła. Stłumił je kopniakiem i nie pozwalał wyjść na światło dzienne. Unikał też spoglądania na dłonie Loretty, które zaczęły oscylować przy jej dekolcie. Robiła to specjalnie, był tego pewien. Musiał na moment zamknąć oczy, zebrać się w sobie a po ich otwarciu zatrzymać spojrzenie na jej twarzy i tylko twarzy.
- Odwracasz psidwaka ogonem, Loretto. - zaśmiał się cicho, sucho. Opary tytoniu docierały do jego nozdrzy i musiał przyznać, że ten zapach go nie odrzucał.
- Śmiem przypuszczać, że za moimi pragnieniami pojawi się słodka obietnica wsparcia. - odchylił się lekko do oparcia krzesła i popatrzył z odległości na kobietę. Uśmiechnął się kącikiem ust.
- Powiedz mi, spotykasz się teraz ze mną aby rozdrażnić swoich adoratorów? Tak bardzo mnie cenisz, że kierujesz ich rozdrażnienie na moją osobę? - czy miałby jej to za złe, gdyby okazało się to prawdą? Nie był pewien, ale chyba nie byłby w stanie złościć się na Lorettę zbyt długo. Była ujmująca i potrafiła wygaszać gniew. Jednocześnie dbał o to, aby nie podawać odpowiedzi na tacy. Skoro lubiła tak wodzić za nos to chciał, aby postarała się bardziej w próbach wyciągnięcia od niego tych słów, które chciała.