Przyzwyczajenia na pewno robiły dużo, nietraktowanie żywych istot jak przedmioty – również. Laurent, jako osoba, która zajmowała się zawodowo i prywatnie magicznymi stworzeniami, który był tak lubiany, delikatny – na pewno doskonale zdawał sobie sprawę z siły uczuć i emocji. Z siły przywiązania… Bo jeśli coś oswoisz, to jesteś za to odpowiedzialny. Na pewno nie raz i nie dwa przeszło mu to po głowie i to w obu kierunkach, prawda? Czy myślałeś o tym, co się z tymi wszystkimi stworzeniami stanie, po twojej śmierci? Nie nagłej, nie. Spodziewanej, ze starości, takiej, która spotyka każdą osobę, czy była czarodziejem, czy nie…
Mężczyzna przez moment przyglądał się Laurentowi, który wyraźnie rozkojarzył się na kilka chwil – co było powodem? Czy zaprzątało mu to myśli? Zaraz jednak poszedł za blondynem, który wskazał mu odpowiedni kierunek, zamachał teczką, wkroczył do środka, a Kieran za nim.
– Chętnie je zobaczę i posłucham, co ma pan do powiedzenia – potwierdził i poprawił swoje dłonie, podrzucając też odrobinę swoją marynarkę i poprawiając jej ułożenie na przedramieniu. Przez moment obserwował wnętrze stajni, zdawało się, że chłonął jej spokój i tę senność, jaka tutaj panowała. Było to jednak najwyraźniej tylko wrażenie, zaś jeśli Laurent zastanawiał się, czy Avery zwrócił uwagę na to jego dziwne zawahanie wcześniej – to owszem, zwrócił. – Ciężka noc? – rzucił od niechcenia. – Wczoraj był ten cały pojedynek, był pan popatrzeć? – zagaił, zerkając jednak na ogromne boksy, w większości jednak puste.