17.12.2023, 03:44 ✶
Ulysses patrzył intensywnie na twarz Eunice. Czekał na jej reakcję. Czekał na... w sumie nie miał zielonego pojęcia na co czekał. Chyba na cichy atak złości. Albo okrzyk niemego bólu. Albo oznakę udanego zobojętnienia, idealnie odegranego, ale kompletnie nieprawdziwego. Nie dało się usłyszeć pewnych informacji i pozostawać nieczułym.
A ona się roześmiała. Młody Rookwood zamrugał, jak zwykle skonfundowany, bo zrozumienie cudzych reakcji po raz kolejny go przerosło. A potem, wreszcie (czyli jednak nie pomylił się aż tak, jak mu się wydało), Eunice okazała bardziej pojętą dla niego emocję: złość. Nawet jeśli przykrytą sporą dawką rozbawienia.
- To moja siostra – przypomniał.
I nie, to nie tak, że nie zauważył jak niewiele czasu minęło między rozwodem Perseusa i Eunice a ciążą Vespery. To była zbyt banalna matematyka, by ją przeoczyć, nawet jeśli bardzo próbował to zrobić. Chodziło o to, że rozmawiali akurat o jego siostrze i miał nadzieję, że ta nijak nie przyczyniła się do rozpadu małżeństwa Blacków. Zresztą, nawet jeśli się przyczyniła to była… była jego siostrą. Kochał ją. Nie chciał by była obrażana. Już i tak krążyły o Vesperze nieprzyjemne plotki związane ze śmiercią jej dwóch poprzednich mężów.
- O ile wiem, chcą się pobrać. – Tak przynajmniej twierdziła jego siostra a on nie miał powodu, by jej nie wierzyć. Ulysses podniósł rękę i dotknął palcami nasady nosa. Potarł mocno, zdając sobie sprawę jakie to było pokręcone i nieprzyjemne jednocześnie.
Jakaś jego część chciała przepraszać Eunice. I już nawet nie za to, że przyszedł z nią zerwać, ale za całą tę sytuację. I za to, że się trochę cieszył, że jednak nie musieli się pobierać.
- Strasznie niezręcznie. Pozabijalibyśmy się wszyscy jeszcze przed podaniem zupy – zgodził się odruchowo. Przez parę sekund wyglądał nawet tak, jakby sam się miał roześmiać – raczej nerwowo i mało wesoło. Chyba do całej sprawy podszedł dużo mniej lekko niż jego (była już, chyba, w tej chwili) narzeczona. Już to widział: on, Eunice, Vespera, Perseus, ich dziecko, Imogen, Augustus, trójka ich pociech oraz, oczywiście, głowa rodu Chester Rookwood, przy wspólnym obiedzie. Ten obiad zakończyłby się katastrofą.
- Mogę ci coś poradzić? – zapytał niespodziewanie. Zwilżył językiem spierzchnięte wargi. – Gdyby twój ojciec miał pretensję, możesz wszystko zrzucić na mnie. To moja decyzja. Ja myślę, że właściwa, że tak trzeba. - Myślał też o tym, że Eunice była młoda, ładna i mądra. I zasługiwała na związek z człowiekiem, który będzie ją szczerze kochał, nawet jeśli pierwsze małżeństwo miała nieudane a oficjalny związek z nim trwał krótko i w ostatecznym rozrachunku przypominał niechcianą farsę. - Chciałbym... chciałbym, byśmy jednak pozostali w przyjaźni. O ile to możliwe.
A ona się roześmiała. Młody Rookwood zamrugał, jak zwykle skonfundowany, bo zrozumienie cudzych reakcji po raz kolejny go przerosło. A potem, wreszcie (czyli jednak nie pomylił się aż tak, jak mu się wydało), Eunice okazała bardziej pojętą dla niego emocję: złość. Nawet jeśli przykrytą sporą dawką rozbawienia.
- To moja siostra – przypomniał.
I nie, to nie tak, że nie zauważył jak niewiele czasu minęło między rozwodem Perseusa i Eunice a ciążą Vespery. To była zbyt banalna matematyka, by ją przeoczyć, nawet jeśli bardzo próbował to zrobić. Chodziło o to, że rozmawiali akurat o jego siostrze i miał nadzieję, że ta nijak nie przyczyniła się do rozpadu małżeństwa Blacków. Zresztą, nawet jeśli się przyczyniła to była… była jego siostrą. Kochał ją. Nie chciał by była obrażana. Już i tak krążyły o Vesperze nieprzyjemne plotki związane ze śmiercią jej dwóch poprzednich mężów.
- O ile wiem, chcą się pobrać. – Tak przynajmniej twierdziła jego siostra a on nie miał powodu, by jej nie wierzyć. Ulysses podniósł rękę i dotknął palcami nasady nosa. Potarł mocno, zdając sobie sprawę jakie to było pokręcone i nieprzyjemne jednocześnie.
Jakaś jego część chciała przepraszać Eunice. I już nawet nie za to, że przyszedł z nią zerwać, ale za całą tę sytuację. I za to, że się trochę cieszył, że jednak nie musieli się pobierać.
- Strasznie niezręcznie. Pozabijalibyśmy się wszyscy jeszcze przed podaniem zupy – zgodził się odruchowo. Przez parę sekund wyglądał nawet tak, jakby sam się miał roześmiać – raczej nerwowo i mało wesoło. Chyba do całej sprawy podszedł dużo mniej lekko niż jego (była już, chyba, w tej chwili) narzeczona. Już to widział: on, Eunice, Vespera, Perseus, ich dziecko, Imogen, Augustus, trójka ich pociech oraz, oczywiście, głowa rodu Chester Rookwood, przy wspólnym obiedzie. Ten obiad zakończyłby się katastrofą.
- Mogę ci coś poradzić? – zapytał niespodziewanie. Zwilżył językiem spierzchnięte wargi. – Gdyby twój ojciec miał pretensję, możesz wszystko zrzucić na mnie. To moja decyzja. Ja myślę, że właściwa, że tak trzeba. - Myślał też o tym, że Eunice była młoda, ładna i mądra. I zasługiwała na związek z człowiekiem, który będzie ją szczerze kochał, nawet jeśli pierwsze małżeństwo miała nieudane a oficjalny związek z nim trwał krótko i w ostatecznym rozrachunku przypominał niechcianą farsę. - Chciałbym... chciałbym, byśmy jednak pozostali w przyjaźni. O ile to możliwe.