Kłapie... co? Nie, nie spodobało mu się to.
- Skoro o rodzinie mowa, to poznaj moją siostrę. Musisz mi uwierzyć na słowo - no bo jednak była kleptomanką - ale ma bardzo dobre serce. - Niestety to bardzo dobre serce było kierowane bardzo malutkim, mysim rozumkiem, który ich zaprowadził właśnie tutaj, gdzie go... do kurwy nędzy, będzie rugał akurat ON? Seerioooo? Może ta opcja z byciem aresztowanym przez Rookwooda nie była wcale tą złą, co prawda zrobiłby z nich kompletnych frajerów, ale przynajmniej nie musiałby gryźć się w język co pięć sekund i to w dodatku z mizernym skutkiem. Niby coś tam mu trąbiło w głowie, że powinien przestać, ale to był właśnie jego gigantyczny problem - myślenie nie przychodziło mu gładko, kiedy górę brały emocje, a emocją, jaka dominowała w nim od chwili zetknięcia się ciałami ze starym Aurorem, był stres. Tym właśnie sposobem z kogoś, kto potrafił milczeć godzinami, stał się kimś... Jak to w ogóle opisać? Istniało tyle rodzajów ludzi, na przykład tacy wiedzący, żeby odzywać się, kiedy mieli coś istotnego do powiedzenia, albo tacy z dowcipem, ale wciąż wiedzący kiedy czegoś pod żadnym pozorem nie mówić. Gdzieś w tle długiej kolejki stojącej po swój los w „kiedy otworzyć mordę” znajdował się on - czekający na jeden z najkrótszych patyczków. Najwyraźniej znajdował się w swojej własnej lidze.
- Ojeej, a nie przeskrobałem już wystarczająco? Pan Rookwood powiedział, że - naprawdę udał głos tego starego piernika - „należy mnie usunąć z widoku publicznego, abym nie gorszył świętujących swoim wizerunkiem”. Jak dla mnie to jakieś pięć lat w Azkabanie lub 20 knutów grzywny. - Kusiło go nawiązanie do tej rozmowy o Katakumbach, ale to sprowadziłoby rozmowę na to, że bardzo chciałby tego Rookwooda do tych Katakumbów zaciągnąć, zabrać mu kompas, mapę i różdżkę i wepchnąć go do dołu prowadzącego na tak niskie piętro Ścieżek, że nawet jeżeli kiedyś się stamtąd wydostanie, to rodzina go już nie pozna. Prawdę mówiąc, nie był do końca pewny, dlaczego jest na niego aż tak wkurwiony. To chyba oni go tak na to wszystko nakręcili, ile razy usłyszał dzisiaj to nazwisko? - Żeby jeszcze to był portfel, to była jakaś sakwa jak w pierdolonym średniowieczu, ale to mnie akurat nie dziwi, bo totalnie wyglądał, jakby miał w 1972 nosić ciżemki. - Niby sobie robił żarty, niby brnął w ten niby-dowcip o podrywie na kasztana, ale z narastającej w środku frustracji kopnął jakiś kamień i obserwował go kilka długich sekund, jakby miało mu to pomóc. Niestety kiedy ten znowu zetknął się z trawą i leżał tam w bezruchu, Flynn wciąż miał ochotę złapać się za głowę i krzyczeć. To było oczywiste, nie mógł się uspokoić.
- Jest w twoim typie, że mam ci pilnować jego włosów? Podarłem mu tę koszulę jak ostatnia fajtłapa, a ty mnie nawet nie złapałaś. Masz - otworzył jej dłoń na siłę i umieścił tam ten guzik - smacznego, zapiecz to sobie w toście czy coś. - A on nie chcąc w Caina wybuchnąć, nawet jeżeli w jego oczach zachowywał się teraz jak skończony buc, wyciągnął drugiej kieszeni swoje papierosy i odpalił sobie jednego od palca. Zaciągnął się tak szybko, jakby potrzebował tego dymu bardziej niż tlenu. - A możesz mi przynajmniej wytłumaczyć jakiego typu problemy możesz mieć? Zgubiłem się w tym gdzieś w momencie, kiedy nas sobie przekazaliście, prowadząc piekielnie dramatyczną rozmowę.
Szeptuchę odgonił od siebie jak muchę.
- Nie wkurwiaj mnie nawet tymi wierszykami.
- Skoro o rodzinie mowa, to poznaj moją siostrę. Musisz mi uwierzyć na słowo - no bo jednak była kleptomanką - ale ma bardzo dobre serce. - Niestety to bardzo dobre serce było kierowane bardzo malutkim, mysim rozumkiem, który ich zaprowadził właśnie tutaj, gdzie go... do kurwy nędzy, będzie rugał akurat ON? Seerioooo? Może ta opcja z byciem aresztowanym przez Rookwooda nie była wcale tą złą, co prawda zrobiłby z nich kompletnych frajerów, ale przynajmniej nie musiałby gryźć się w język co pięć sekund i to w dodatku z mizernym skutkiem. Niby coś tam mu trąbiło w głowie, że powinien przestać, ale to był właśnie jego gigantyczny problem - myślenie nie przychodziło mu gładko, kiedy górę brały emocje, a emocją, jaka dominowała w nim od chwili zetknięcia się ciałami ze starym Aurorem, był stres. Tym właśnie sposobem z kogoś, kto potrafił milczeć godzinami, stał się kimś... Jak to w ogóle opisać? Istniało tyle rodzajów ludzi, na przykład tacy wiedzący, żeby odzywać się, kiedy mieli coś istotnego do powiedzenia, albo tacy z dowcipem, ale wciąż wiedzący kiedy czegoś pod żadnym pozorem nie mówić. Gdzieś w tle długiej kolejki stojącej po swój los w „kiedy otworzyć mordę” znajdował się on - czekający na jeden z najkrótszych patyczków. Najwyraźniej znajdował się w swojej własnej lidze.
- Ojeej, a nie przeskrobałem już wystarczająco? Pan Rookwood powiedział, że - naprawdę udał głos tego starego piernika - „należy mnie usunąć z widoku publicznego, abym nie gorszył świętujących swoim wizerunkiem”. Jak dla mnie to jakieś pięć lat w Azkabanie lub 20 knutów grzywny. - Kusiło go nawiązanie do tej rozmowy o Katakumbach, ale to sprowadziłoby rozmowę na to, że bardzo chciałby tego Rookwooda do tych Katakumbów zaciągnąć, zabrać mu kompas, mapę i różdżkę i wepchnąć go do dołu prowadzącego na tak niskie piętro Ścieżek, że nawet jeżeli kiedyś się stamtąd wydostanie, to rodzina go już nie pozna. Prawdę mówiąc, nie był do końca pewny, dlaczego jest na niego aż tak wkurwiony. To chyba oni go tak na to wszystko nakręcili, ile razy usłyszał dzisiaj to nazwisko? - Żeby jeszcze to był portfel, to była jakaś sakwa jak w pierdolonym średniowieczu, ale to mnie akurat nie dziwi, bo totalnie wyglądał, jakby miał w 1972 nosić ciżemki. - Niby sobie robił żarty, niby brnął w ten niby-dowcip o podrywie na kasztana, ale z narastającej w środku frustracji kopnął jakiś kamień i obserwował go kilka długich sekund, jakby miało mu to pomóc. Niestety kiedy ten znowu zetknął się z trawą i leżał tam w bezruchu, Flynn wciąż miał ochotę złapać się za głowę i krzyczeć. To było oczywiste, nie mógł się uspokoić.
- Jest w twoim typie, że mam ci pilnować jego włosów? Podarłem mu tę koszulę jak ostatnia fajtłapa, a ty mnie nawet nie złapałaś. Masz - otworzył jej dłoń na siłę i umieścił tam ten guzik - smacznego, zapiecz to sobie w toście czy coś. - A on nie chcąc w Caina wybuchnąć, nawet jeżeli w jego oczach zachowywał się teraz jak skończony buc, wyciągnął drugiej kieszeni swoje papierosy i odpalił sobie jednego od palca. Zaciągnął się tak szybko, jakby potrzebował tego dymu bardziej niż tlenu. - A możesz mi przynajmniej wytłumaczyć jakiego typu problemy możesz mieć? Zgubiłem się w tym gdzieś w momencie, kiedy nas sobie przekazaliście, prowadząc piekielnie dramatyczną rozmowę.
Szeptuchę odgonił od siebie jak muchę.
- Nie wkurwiaj mnie nawet tymi wierszykami.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.