17.12.2023, 07:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2024, 00:04 przez Alexander Mulciber.)
– Żadne plotki. Była tam cała śmietanka towarzyska Londynu – Axel włożył w to określenie odpowiednią ilość pogardy, tak jak przystało na standardy ich dwuosobowej loży szyderców, nawykłej do oplotkowywania miałkich dramatów czarodziejskiej socjety – Możesz sobie wyobrazić, że chujów było tam wystarczająco, by nie mieszać do tego jeszcze chuja Merlina – powtórzył boomerskie powiedzonko Alberta z lekkim rozbawieniem w głosie.
– A ja… Po co miałbym się bić o coś, co jest moje? – spytał tylko, ściągając brwi, jakby szczerze zdziwiły go ponure podejrzenia Alberfa.
Nie przeszkadzały mu jego podszyte pesymizmem, przesycone powątpiewaniem i oschłością przemyślenia na temat natury ludzkiej czy natury samych kobiet, ba, sam im przytakiwał – choć ten w myślach zapewne nazywał go hipokrytą, przez to, jak uganiał się za Lorettą…
Tak, uganiał się za nią, i co z tego? Nie widział powodu do wstydu w tym, że kocha go kobieta pożądana przez wszystkich. Kto by nie chciał mieć serca Loretty na własność?
– Nie, słuchaj… Ja po prostu próbuję zrozumieć – wyjaśnił Axel, a choć jego ton był opanowany, w oczach widać było targające nim wzburzenie. Mówił powoli, jakby każde słowo było przemyślane, a zapomniany papieros tlił się w jego dłoni, aż kompletnie dogasł przy filtrze. – O co chodzi Louvainowi? Dyszy nad cnotą mojej żony jak wściekły pies, tak jakby była jego kochanką, a nie siostrą. – Alexander pokręcił głową, wyraźnie zdegustowany wizją, która roztaczała się teraz przed jego oczami; razem z Dianą już długo roili sobie różne wyobrażenia w swoich podatnych na teorie spiskowe ćpuńskich móżdżkach, próbując wytłumaczyć nienaturalną bliskość bliźniąt Lestrange, choć wielka debata siblings or dating w dalszym ciągu pozostała inkonkluzywna.
– I dlaczego wyzwał na pojedynek właśnie Notta? Przecież ten nie śmiałby tknąć mojej Loretty; wiem, że nie mogło do niczego dojść między nimi, typ jest równie tępy, co trzonek jego miotły – dodał, kręcąc z niedowierzaniem głową, krótko podsumowując targające nim dylematy, które przypieczętował wychyleniem ostatniego ze stojących przed nimi szotów.
Podparł ciężką głowę dłonią, wsłuchując się w odpowiedź mężczyzny. Zdążył już zapomnieć o niefortunnym kelnerze, a jego myśli znów krążyły wokół pojedynku. Sceptycyzm Rookwooda wobec uczucia, jakim Mulciber był święcie przekonany, że darzy go Loretta, kłuł we wciąż tkliwą ranę na sercu Axela – od kiedy jej lojalność była dla niego wszystkim?, pomyślał, chociaż wiedział, że to przez ich ślub stał się tym łatwowiernym głupcem, który usprawiedliwiał wszystkie jej grzeszki, bo przecież w głębi ducha wciąż wierzył jej przysięgom – jednak zblazowane rozbawienie, z jakim Albert podchodził do całej tej sytuacji, dystans wobec perypetii wszystkich tych ludzi… Mulciber poczuł się odrobinę spokojniejszy. Prawie już nie myślał o tym, co zaszło na afterparty, choć zapewne wrócą do tego tematu w przyszłości. Na razie pozwolił sobie zgnieść w popielniczce resztkę zmarnowanego papierosa, a myślom – błądzić.
– Pewnie dlatego, że tyle w nich alkoholu, co w piwie kremowym – skonstatował Mulciber, podnosząc się z miejsca, już zajęty grzebaniem w wewnętrznej kieszeni marynarki, gdzie trzymał…
Pióro wieczne?
Sam zdziwił się na widok przedmiotu podanego odruchowo Albertowi, chwilę po naciśnięciu na klamkę od drzwi męskiej toalety. Czasami jego przeczucia były ledwo uświadomione, niepoparte konkretnymi wizjami, a ledwie migawką, przelotną impresją, która przebiegała ciało niczym nagły prąd.
Rookwood nie pytał o pióro, pytał o substancje wyskokowe, więc dlaczego…
– List? – zapytał nieufnie, jakby Rookwood kazał mu właśnie napisać kilkustronicowe wypracowanie z eliksirów. Przechylił głowę, spoglądając na niego z tafli łazienkowego lustra. Tak, chyba o list chodziło. – Chcesz teraz pisać list? – Nie mów mi, że mam ci teraz pomagać pisać jakiś wiersz do kochanki, pomyślał, rozbawiony. – Papier toaletowy jest tylko w ostatniej kabinie, jak potrzebujesz jeszcze papeterii – rzucił lekko, wyciągając z kieszeni zgrabne puzderko, w którym trzymał kokainę. Niedługo będzie musiał uzupełnić zapasy.
– A ja… Po co miałbym się bić o coś, co jest moje? – spytał tylko, ściągając brwi, jakby szczerze zdziwiły go ponure podejrzenia Alberfa.
Nie przeszkadzały mu jego podszyte pesymizmem, przesycone powątpiewaniem i oschłością przemyślenia na temat natury ludzkiej czy natury samych kobiet, ba, sam im przytakiwał – choć ten w myślach zapewne nazywał go hipokrytą, przez to, jak uganiał się za Lorettą…
Tak, uganiał się za nią, i co z tego? Nie widział powodu do wstydu w tym, że kocha go kobieta pożądana przez wszystkich. Kto by nie chciał mieć serca Loretty na własność?
– Nie, słuchaj… Ja po prostu próbuję zrozumieć – wyjaśnił Axel, a choć jego ton był opanowany, w oczach widać było targające nim wzburzenie. Mówił powoli, jakby każde słowo było przemyślane, a zapomniany papieros tlił się w jego dłoni, aż kompletnie dogasł przy filtrze. – O co chodzi Louvainowi? Dyszy nad cnotą mojej żony jak wściekły pies, tak jakby była jego kochanką, a nie siostrą. – Alexander pokręcił głową, wyraźnie zdegustowany wizją, która roztaczała się teraz przed jego oczami; razem z Dianą już długo roili sobie różne wyobrażenia w swoich podatnych na teorie spiskowe ćpuńskich móżdżkach, próbując wytłumaczyć nienaturalną bliskość bliźniąt Lestrange, choć wielka debata siblings or dating w dalszym ciągu pozostała inkonkluzywna.
– I dlaczego wyzwał na pojedynek właśnie Notta? Przecież ten nie śmiałby tknąć mojej Loretty; wiem, że nie mogło do niczego dojść między nimi, typ jest równie tępy, co trzonek jego miotły – dodał, kręcąc z niedowierzaniem głową, krótko podsumowując targające nim dylematy, które przypieczętował wychyleniem ostatniego ze stojących przed nimi szotów.
Podparł ciężką głowę dłonią, wsłuchując się w odpowiedź mężczyzny. Zdążył już zapomnieć o niefortunnym kelnerze, a jego myśli znów krążyły wokół pojedynku. Sceptycyzm Rookwooda wobec uczucia, jakim Mulciber był święcie przekonany, że darzy go Loretta, kłuł we wciąż tkliwą ranę na sercu Axela – od kiedy jej lojalność była dla niego wszystkim?, pomyślał, chociaż wiedział, że to przez ich ślub stał się tym łatwowiernym głupcem, który usprawiedliwiał wszystkie jej grzeszki, bo przecież w głębi ducha wciąż wierzył jej przysięgom – jednak zblazowane rozbawienie, z jakim Albert podchodził do całej tej sytuacji, dystans wobec perypetii wszystkich tych ludzi… Mulciber poczuł się odrobinę spokojniejszy. Prawie już nie myślał o tym, co zaszło na afterparty, choć zapewne wrócą do tego tematu w przyszłości. Na razie pozwolił sobie zgnieść w popielniczce resztkę zmarnowanego papierosa, a myślom – błądzić.
– Pewnie dlatego, że tyle w nich alkoholu, co w piwie kremowym – skonstatował Mulciber, podnosząc się z miejsca, już zajęty grzebaniem w wewnętrznej kieszeni marynarki, gdzie trzymał…
Pióro wieczne?
Sam zdziwił się na widok przedmiotu podanego odruchowo Albertowi, chwilę po naciśnięciu na klamkę od drzwi męskiej toalety. Czasami jego przeczucia były ledwo uświadomione, niepoparte konkretnymi wizjami, a ledwie migawką, przelotną impresją, która przebiegała ciało niczym nagły prąd.
Rookwood nie pytał o pióro, pytał o substancje wyskokowe, więc dlaczego…
– List? – zapytał nieufnie, jakby Rookwood kazał mu właśnie napisać kilkustronicowe wypracowanie z eliksirów. Przechylił głowę, spoglądając na niego z tafli łazienkowego lustra. Tak, chyba o list chodziło. – Chcesz teraz pisać list? – Nie mów mi, że mam ci teraz pomagać pisać jakiś wiersz do kochanki, pomyślał, rozbawiony. – Papier toaletowy jest tylko w ostatniej kabinie, jak potrzebujesz jeszcze papeterii – rzucił lekko, wyciągając z kieszeni zgrabne puzderko, w którym trzymał kokainę. Niedługo będzie musiał uzupełnić zapasy.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat