Niestety samo odsunięcie tematu i problemu nie sprawiało, że ten zniknie. To byłaby najpiękniejsza magia na świecie – znikające problemy. Rozwiązujące się same… Śmierć jednak… Hah. W pewnym sensie taką magią była. Osoba, która znikała, przestawała mieć problemy i tematy, które musiałaby od siebie odsuwać.
– Ach tak… – mruknął do Laurenta, najwyraźniej całkowicie niespeszony jego słowami. Nie odpowiedział jednak na nie tak bezpośrednio, jak zrobił to selkie – właściwie w ogóle tego nie zrobił. Chrząknął tylko, obserwując piękną, perłową klacz, która chyba też okazała mu zainteresowanie. Przynajmniej umiarkowane. – Kibicowałem, by sprawiedliwości stało się zadość – odpowiedział po chwili, chyba nie do końca łapiąc haczyk, jaki na wędce zarzucił Prewett. – Ale przy remisie trudno jej oczekiwać – dodał i pokiwał zaraz głową, kiedy Laurent opowiedział co nieco o umaszczeniu abraksanów, jakie miał w stajni i jakie hodował.
Czy na pewno dalej mówił o abraksanie? Ha – faktycznie, można było mieć wątpliwość, kiedy tak intensywnie wpatrywał się w Laurenta. Tak jak można było wątpić, czy wcześniejsze słowa, które tak zignorował, faktycznie do niego nie dotarły. Czy mu przeszkadzały… a może Laurent robił dokładnie to, czego sobie Kieran zażyczył?
– Abraksany kojarzą mi się z wolnością, to chyba przez te skrzydła – powrócił ponownie spojrzeniem do klaczy, ale tylko na chwile. – A panu, panie Prewett? To dlatego zdecydował się pan na hodowlę?