Nie bardzo miał w tej kwestii wybór. Zwłaszcza, kiedy obok kręciła się matka. Ciężko było zadowolić Jennifer, zawsze znalazło się coś, co można było zrobić lepiej. Było to coś z czym musieli się mierzyć wszyscy Yxaleyowie. Również w tym przypadku Theon mógł zająć się lepiej przedstawianiem gości. Matka dała mu to aż nadto wyraźnie do zrozumienia wtrącając się w cały proces. Przedstawiając innym Séraphine Anne oraz jej ojca. Nie bardzo rozumiał komu były potrzebne dodatkowe szczegóły, ale nie zamierzał tego komentować. Tak samo nie zareagował na wtrącenie Theseusa, który poprawił go w kwestii imienia. Jakby dla kogokolwiek miało znaczenie to, jakie imię nosił pierwszy lepszy czarodziej półkrwi. Było to raczej... cóż, raczej małó prawdopodobne. Przynajmniej w oczach Theona.
Nie zatrzymywał swojej partnerki, kiedy ta wyraziła zainteresowanie rozmową z kuzynką. Sam nie ruszył się z miejsca. Jakoś nie paliło mu się do tego, żeby chodzić z jednego końca salonu na drugi i z powrotem. Odetchnął z ulgą, kiedy opuściła ich matka. Skupił się na ojcu, kiedy ten postanowił wygłosić toast i zaprosił wszystkich zgromadzonych do tego, żeby sięgnęli po szampana. Sam oczywiście od alkoholu się nie migał, zrobił co należało. Wypił całą zawartość lampki. Odczekał kilka chwil, pozwolił, żeby pierwsze osoby podeszły do szkatułki po czym sam również ruszył w kierunku kominka. Wyłowił odpowiednią karteczkę. Odsunął się na bok, żeby nie blokować nikomu dostępu. Odczytał imię partnerki, która została mu zaoferowana przez los.
- Bez alkoholu się tutaj nie obejdzie. - Skomentował to na głos. Oczywiście słowa wypowiedział pod nosem, nie na tyle głośno, żeby mogły dotrzeć do większej grupy osób. O ile w ogóle ktokolwiek miał możliwość je wychwycić. Sporna kwestia.
Rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu Logana. Potrzebne mu było odpowiednie towarzystwo, zanim trafi w objęcia Eden. Może można było się jeszcze jakoś od tego wymigać? Jeśli znalazłaby się odpowiednia wymówka, coś w stylu... zapomnianych dokumentów, które pilnie trzeba dostarczyć szefowi. Bo to wcale nie tak, że dokumentami Theon się zbyt wiele nie zajmował, odkąd przenieśli go do Biura Łączników z Centaurami.
Nie widząc nigdzie kuzyna, Yaxley zdecydował się ruszyć w stronę jego partnerki. Odnalezienie tej na szczęście nie sprawiało równie wielu trudności.
Jeśli chodzi o Seraphine, ta przed toastem usłyszała jeszcze o dawnych przewodnikach po faunie i florze Walii. Ponoć w bibliotece należącej do Yaxleyów, można było znaleźć kilka historycznych prac, jeszcze średniowiecznych, traktujących o Teyrnas Gwynedd - Królestwie Walii, które dopiero w XIII wieku stało się częścią Anglii. Gerard nie miał wystarczającej ilości czasu, żeby powiedzieć na ten temat coś więcej. Trzeba było zająć się swoimi obowiązkami. Całe szczęście kobieta zdecydowała się do niego wrócić po toaście i kontynuować wcześniejszą rozmowę. Widać trafił na kogoś, kto choć trochę szanował historię.
- Zależy o co pytasz, Seraphino. - Odpowiedział, pozwalając sobie upić kolejnego łyka brandy. Niewiele alkoholu pozostało w szklance, ale może to i dobrze. Nie powinien wlewać w siebie zbyt dużej ilości procentów. - Dawniej polowania służyły nie tyle rozrywce, co zapewnieniu pożywienia. Ptactwo, dziki, jelenie, króliki... - Wymieniając, prostował kolejne palce wolnej dłoni, którą wcześniej zacisnął w coś na kształt pięści. Ot, wyliczał. - ...kiedyś były jeszcze wilki, niedźwiedzie. Ludzie o wiele częściej się na nie udawali, szkoliliśmy w tym celu zwierzęta. Mój pradziadek chociażby, to po nim otrzymałem imię, prowadził tutaj hodowlę psów...
W tym właśnie momencie, kiedy Gerard zaczął coraz bardziej rozwodzić się nad tematem, do Gerarda i Seraphiny podszedł Theon. Przez chwilę wszystkiemu się przysłuchiwał, ale będąc świadomym, że w tych okolicznościach przyszłoby mu długo czekać na odpowiedni moment do zadania pytania, zdecydował się przerwać ojcu.
- Logana gdzieś wywiało? Czyżby przestraszył się, że ktoś go trafi w dupę z kuszy? - Zapytał.