Tutaj również się różnił, Geraldine niby widziała wiele, świetnie odnajdywała się w tropieniu śladów zwierząt, jednak w przypadku swoich bliskich często nie zauważała najbardziej widocznych zmian. No, chyba, że ktoś przypadkiem podczas wakacji stał się wilkołakiem - to by jej na pewno nie umknęło.
- Piękne mamy lato, płaszcza szkoda, ale niedługo znowu będę mogła wyciągnąć go z szafy. - Czuła, że pogoda nie będzie ich rozpieszczać zbyt długo, zresztą zawsze wyglądało to podobnie, będzie mogła wrócić do swojego standardowego stylu. Ciężko było poruszać się po lesie, kiedy było tak gorąco, a z każdej strony czaiło się zagrożenie, w końcu nie pójdzie w teren w sukience, wolałaby również nie odparzyć sobie tyłka w skórzanych spodniach, ale coś za coś.
- Dużo osób interesuje się tym tematem, bo to coś zupełnie nowego. Właściwie spotkałam nawet Atreusa podczas jednej wyprawy, nic nam się jednak nie udało znaleźć. - Znała go tyle, co wcale, jednak wiedziała, jak wygląda brat Florence, on pewnie nawet nie miał pojęcia, że łączy je przyjaźń, co nie było niczym dziwnym.
- Tak, to przegięcie, przesadził faktycznie. Wiesz, że szukałam chłopca, który zaginął, a odnaleźliśmy go w ciele starego człowieka? W sensie, mentalnie nadal został dzieckiem, ale te widma zmieniły jego ciało, jakby żywiły się młodością, sama nie wiem, co powinnam o tym myśleć. - Nie do końca była to dziedzina, w której się odnajdywała. Jasne, mogła polować na różne stworzenia, ale widma wydawały się nie być materialne, nie sądziła jednak, że ministerstwo posiada specjalistów w tej dziedzinie. Było to przecież zupełnie nowe zagrożenie, jakiego świat jeszcze nie widział. Szukała informacji na ten temat, jednak nic jej się nie udało znaleźć i miała wrażenie, że nie tylko jej, zważając na to, że inni zwracali się również do niej.
- Myślę, że przeszkadzałby mi spokój. Masz rację, że to całkiem wygodne mieć wszystko na wyciągnięcie ręki, mi jednak bardziej brakowałoby tego życia, które w mieście toczy się ciągle. Zawsze można spotkać jakieś ciekawe osoby, napić się z nimi i posłuchać historii. Do wsi wydaje mi się, że mało kto zagląda. - Takie przynajmniej miała wrażenie, być może zupełnie niepotrzebne i mylne. Dobrze jednak było raz na jakiś czas oderwać się od rzeczywistości i zobaczyć, jak to jest za miastem, gdy czas płynie zdecydowanie wolniej, a ludzie nigdzie się nie spieszą.
- Myślę, że szybko by zatęsknili, wiesz, jak to jest z rodzeństwem, niby ciągle na nich narzekasz, a gdy nagle znikną to zaczyna ci ich brakować. - Przynajmniej tak się jej wydawało. Sama Gerry oddaliła się nieco od rodziny kiedy zamieszkała w Londynie, to jednak nie zmieniało jej podejścia, ciągle myślała o swojej bardzo ciepło.
- Jeśli chcesz, to możemy tam podejść, przynajmniej będziemy miały jakiś cel. - Nie, żeby sklep papierniczy był pierwszym wyborem Geraldine, bo raczej nie odwiedzała takich sklepów, jednak skoro Flo miała na to ochotę, to pójdą tam zobaczyć, co Bagshoci mają do zaoferowania.
Westchnęła ciężko, jakby chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Najwyraźniej zabrakło jej odwagi, aby wspomnieć przyjaciółce o tym, co leżało jej na sercu. Sięgnęła do swojej torebki, z której wyciągnęła piersiówkę, znajdowała się w niej pigówka, wyciągnęła ją w stronę Bulstrode, chociaż wiedziała, że jej odmówi, ale nie chciała być niesympatyczna, później sama upiła z niej niewielki łyk.