17.12.2023, 21:03 ✶
– Ja stoję w tej kolejce od dawna. Cathal na pewno ustąpi mi miejsca, jeżeli wie, co dla niego dobre. I wiesz co? Jeżeli przestaniecie się tak zachowywać, jak się zachowujecie, to ja wam jakieś łóżko tutaj sprawdzę. Może być nawet z baldachimem, takie wielkie i w ogóle. Nie wiem, czy się zmieści do namiotu, ale jak wywalimy wszystko… – odparła Nell Lecie. I kto wie? Może faktycznie byłaby gotowa postarać się załatwić jakieś wielkie łóżko i jego transport do Walii. Panna Baghost niekiedy zdawała się funkcjonować… odrobinę poza schematem.
Czego wyraz dała ledwo chwilę potem, kiedy Guinevere powiedziała, że może im opowiedzieć co nieco o Jamilu.
- Jasne, jasne, koniecznie poopowiadaj o Jamilu. Na przykład, czy już w szkole RZUCAŁ W LUDZI SKORPIONAMI? - zaczęła Nell. Gdy dziewczyna już się odpaliła, potrafiła gadać, gadać i gadać. W nieco inny sposób niż Pandora, która była gadatliwa, ale po prostu wesoła. Słowa Bagshot zwykle były pełne absurdalnych porównań, dziwnych opowieści i gryzącego sarkazmu. A skorpiony… To chyba najwyraźniej była ta historyjka, o której nie tak dawno opowiadał Cathal, ale odmówił podania szczegółów… - A może przegrywał koleżanki z pracy w karty? Chociaż nie, wtedy nie miał pracy. To może koleżanki ze szkoły? Albo potrafił zwalić się z wydmy i jakimś cudem skręcić sobie kostkę, chociaż tak jakby to on jest Egipcjaninem, a my Anglikami, więc nie powinien trafiać do uzdrowicielki trzy razy w tygodniu? - plotła kobieta.
Cathal westchnął.
Mógłby sprostować, że właściwie to Jamil nie przegrał Nell w karty, tylko pieniądze i ją rozważano jako spłatę długu i ta trochę podsłuchała piąte przez dziesiąte, uznał jednak, że nie ma sensu. Z początku chciał przeczekać, naprawdę. Ale mówiła Ginny, zawtórowała jej Nell, a potem jeszcze dołączyła Leta...
Shafiq przystanął. Zamyślił się. Nic niezwykłego w jego wypadku, ale tym razem ta kontemplacja była bardzo głęboka, nie do końca charakterystyczna dla niego - bo w takich chwilach zwykle naprawdę próbował się skupiać na tu i teraz, nie uciekać pamięcią gdzieś w przeszłość, a teraz byli w podziemiach, przed morderczą rośliną... i kiedy Nell ruszyła do przodu, z wyciągniętą różdżką, Cathal nieoczekiwanie zablokował jej drogę.
- Poczekaj - stwierdził w końcu, wreszcie ocknąwszy się ze swojego stanu zawieszenia. - Nie będziemy ich usuwać. Daj mi chwilę.
- Na co? - spytała Nell skonsternowana.
- Aż się zastanowię, kogo w nie wepchnąć - powiedział niemalże łagodnym tonem. - Którąś z was czy może jednak Jamila...
Czego wyraz dała ledwo chwilę potem, kiedy Guinevere powiedziała, że może im opowiedzieć co nieco o Jamilu.
- Jasne, jasne, koniecznie poopowiadaj o Jamilu. Na przykład, czy już w szkole RZUCAŁ W LUDZI SKORPIONAMI? - zaczęła Nell. Gdy dziewczyna już się odpaliła, potrafiła gadać, gadać i gadać. W nieco inny sposób niż Pandora, która była gadatliwa, ale po prostu wesoła. Słowa Bagshot zwykle były pełne absurdalnych porównań, dziwnych opowieści i gryzącego sarkazmu. A skorpiony… To chyba najwyraźniej była ta historyjka, o której nie tak dawno opowiadał Cathal, ale odmówił podania szczegółów… - A może przegrywał koleżanki z pracy w karty? Chociaż nie, wtedy nie miał pracy. To może koleżanki ze szkoły? Albo potrafił zwalić się z wydmy i jakimś cudem skręcić sobie kostkę, chociaż tak jakby to on jest Egipcjaninem, a my Anglikami, więc nie powinien trafiać do uzdrowicielki trzy razy w tygodniu? - plotła kobieta.
Cathal westchnął.
Mógłby sprostować, że właściwie to Jamil nie przegrał Nell w karty, tylko pieniądze i ją rozważano jako spłatę długu i ta trochę podsłuchała piąte przez dziesiąte, uznał jednak, że nie ma sensu. Z początku chciał przeczekać, naprawdę. Ale mówiła Ginny, zawtórowała jej Nell, a potem jeszcze dołączyła Leta...
Shafiq przystanął. Zamyślił się. Nic niezwykłego w jego wypadku, ale tym razem ta kontemplacja była bardzo głęboka, nie do końca charakterystyczna dla niego - bo w takich chwilach zwykle naprawdę próbował się skupiać na tu i teraz, nie uciekać pamięcią gdzieś w przeszłość, a teraz byli w podziemiach, przed morderczą rośliną... i kiedy Nell ruszyła do przodu, z wyciągniętą różdżką, Cathal nieoczekiwanie zablokował jej drogę.
- Poczekaj - stwierdził w końcu, wreszcie ocknąwszy się ze swojego stanu zawieszenia. - Nie będziemy ich usuwać. Daj mi chwilę.
- Na co? - spytała Nell skonsternowana.
- Aż się zastanowię, kogo w nie wepchnąć - powiedział niemalże łagodnym tonem. - Którąś z was czy może jednak Jamila...